Restaurację sprzedałem w czwartek o 11:20 przy stole w kancelarii na Piotrkowskiej, gdzie nawet woda w karafce stała tak prosto, jakby ktoś ją wcześniej ustawił pod linijkę. W piątek przyszedł e-mail od Marty. „Musimy się do ciebie wprowadzić.

Będzie miała bliżej do zajęć, a ty wreszcie nie będziesz sam.


