Z miejsca, w którym siedziałam, widziałam trzy należące do mnie obiekty. Ceremonia miała się odbyć w Archikatedrze Świętego Jana Chrzciciela, a potem wszyscy mieli pojechać do Pałacu Brzezińskiego. Wiedziałam, że zostało tylko osiem tygodni, ale Marek właśnie został wspólnikiem w kancelarii, więc uznali, że nie ma sensu czekać do przyszłego roku. Karolina oczywiście nie miała pojęcia, że miejsce, które właśnie zarezerwowała, należało do mnie.

Od razu wiedziałam, że dochodzimy do prawdziwego powodu jej telefonu. Mimo że przeczuwałam, dokąd zmierza ta rozmowa, jej słowa zabolały bardziej, niż się spodziewałam. Chodziło bardziej o dopasowanie do środowiska. Sam wynajem pałacu Brzezińskiego kosztuje około 160 000 złotych.
Dorastałyśmy w tym samym domu, chodziłyśmy do tych samych szkół. Wstałam i podeszłam do okna. Latem jeździmy na Mazury, zimą do Zakopanego. Wróciłam do biurka i otworzyłam system rezerwacyjny Pałacu Brzezińskiego.
Wpłacona zaliczka: 100 000 złotych. – Karolina, a gdybym powiedziała ci, że bardzo się mylisz co do mojej sytuacji finansowej – zaczęłam – powiedziałabym, że albo żartujesz, albo próbujesz zrobić na mnie wrażenie. Na ekranie otworzyłam system zarządzania moimi obiektami i weszłam w konto Pałacu Brzezińskiego. Chcecie otaczać się ludźmi, którzy pasują do waszego świata.
Następnie wybrałam numer do dyrektora operacyjnego Meridian Hospitality Polska. – Proszę również wstrzymać powiązane usługi, dopóki sytuacja organizacyjna nie zostanie wyjaśniona – catering, dekoracje, fotografa. Jaką informację wpisujemy do systemu? – Czy przyszłe rezerwacje związane z tym wydarzeniem również mają trafiać do pani do zatwierdzenia?
– zapytał dyrektor. Wróciłam do kwartalnych raportów, choć trudno było mi się skupić. Tam jest jeszcze trudniej się dostać niż do pałacu Brzezińskiego. Podobno sama sala kosztuje ponad 240 000 złotych.
– No dobrze, spróbuj – powiedziała Karolina. – Tylko proszę, nie dzwoń do miejsc, które są kompletnie poza naszym budżetem. A kiedy jej plan runął, pierwszą osobą, do której zadzwoniła, byłam właśnie ja. Otworzyłam historię rezerwacji przypisaną do jej nazwiska.
Z zainteresowaniem zauważyłam, że w ciągu ostatniego roku Karolina próbowała zarezerwować trzy inne należące do mnie obiekty. Jej zapytania trafiały do mnie do osobistego zatwierdzenia. – Grand Meridian, zajęty do końca roku. Dzwoniłam też do Bristolu, kilku hoteli przy Trakcie Królewskim i dwóch pałacyków pod Warszawą.
Pytanie brzmiało tylko: czy powinnam pomagać osobie, która chwilę wcześniej powiedziała mi, że nie pasuje do jej świata? Do gabinetu zapukała moja asystentka. – Mam przekierować następne połączenie do pani? – zapytała.
– Bo zadzwoniłam do ośmiu miejsc i wszędzie usłyszałam, że nie ma wolnych terminów – powiedziała Karolina. – Powiedziałabym, że jesteś moją bohaterką i będę ci wdzięczna do końca życia – odpowiedziała. – Nawet gdyby oznaczało to przyznanie, że całkowicie myliłaś się co do mojej sytuacji finansowej. – Powiedziałabym, że musisz natychmiast przyjechać do mamy, bo zaczynam się o ciebie martwić – zaczęłam.
Do tego mam kilkanaście innych nieruchomości komercyjnych, siedemnaście obiektów eventowych i firmę zarządzającą hotelami oraz wydarzeniami, która zatrudnia ponad 400 osób. Podeszłam ponownie do okna, bo nie potrzebuję drogich przedmiotów, żeby czuć własną wartość. Wróciłam do biurka. – A Marek, co on sądził o obecności twojej niepasującej do środowiska siostry?
– zapytała Karolina. – Karolino, problemem nie jest to, że pomyliliście się co do wielkości mojego majątku – powiedziałam. – W takim razie do jutra. A 15 grudnia moja siostra miała stanąć przed Markiem w jednym z należących do mnie miejsc, otoczona rodziną, w pierścionku naszej babci, który ostatecznie zamierzałam jej oddać.
Przyszła do księgarni razem z Markiem. Rozmawiała z emerytką, która przychodziła do nas co tydzień po kryminały. Po kilku godzinach podeszła do mnie. – Gdybyś naprawdę była pracownicą księgarni mieszkającą od wypłaty do wypłaty – powiedziała – nadal powinniśmy byli chcieć cię tam mieć.
Przed ceremonią przyszła do mojego pokoju. I wtedy dotarło do mnie, że ta historia nigdy tak naprawdę nie była o pieniądzach. Nie była nawet o weselu.
I dlatego stojąc obok niej jako świadkowa, wiedziałam, że ten ślub naprawdę stał się wydarzeniem, które zapamiętamy do końca życia.


