Kassi poczuła, jak do oczu napływają jej łzy. Wyszeptała do siebie, że obcy są najlepsi do zwierzeń. Słodkie kłamstwo, żeby sprzedać bilety do kina i kartki walentynkowe. Podobno jej cele życiowe nie pasowały do wizji przyszłości Jamesa.

Nieznajomy odstawił szklankę i odwrócił się do niej w pełni. Może po prostu wiem, jak to jest nie pasować do reszty – powiedział. Kassi pomyślała, że powinna umieć cieszyć się szczęściem przyjaciółki, nie sprowadzając wszystkiego do siebie. James odstawił szklankę i odwrócił się do niej całkowicie.
Może to przez szampana – powiedziała z lekkim uśmiechem – ale cieszę się, że podszedłeś dziś do mnie. Myślę, że na tym etapie nie zostały nam już żadne granice do przekroczenia – odparł. Jak na osobę po kilku drinkach radzisz sobie świetnie – szepnął jej do ucha. Kassi poczuła, że łzy znów chcą napłynąć jej do oczu.
Nie dlatego, że to pasuje do jakiegoś planu. Inne pary tańczyły obok, lecz dla niej świat skurczył się do jednego punktu: do Jamesa, jego dłoni na jej talii i spojrzenia, które przenikało wszystkie jej mury. James przyciągnął ją bliżej, wracając do tańca. Choć może uda nam się zejść do 12 – zażartował.
Cassi zaśmiała się i to uczucie było jak powrót do domu po długiej, męczącej podróży. Przyłożyła dłonie do twarzy, próbując schłodzić policzki. Melissa pochyliła się bliżej, zniżając głos do szeptu: Odchodzisz, nie mówiąc do widzenia? Do momentu, kiedy zadzwonisz, jeśli w ogóle zadzwonisz – odpowiedziała Cassi.
James uniósł jej rękę do ust i lekko pocałował knykcie. Ale do tego czasu dziękuję, że sprawiłeś, że poczułam się dostrzeżona. Przytuliła telefon do piersi, czując się jak nastolatka zakochana po raz pierwszy. Podróż minęła w mgnieniu oka, z jej myślami wracającymi do każdej rozmowy, każdego spojrzenia, każdego dotyku.
Gdy dotarła do mieszkania, była wyczerpana, ale całkowicie rozbudzona. Naczynia w zlewie, pranie do złożenia, laptop jeszcze otwarty na stoliku od pracy do późna poprzedniego wieczoru. Za dużo do przetrawienia. Dotarłaś bezpiecznie do domu?
– napisał James. Zwlekła się do kuchni, zrobiła kawę i tost. Telefon zawibrował, serce podskoczyło jej do gardła. Poza tym zaczynam mieć wątpliwości co do wszystkiego, co się wczoraj wydarzyło – przeczytała.
Szepnęła do siebie i nacisnęła odbierz. Kawiarnia była przytulna, pełna niepasujących do siebie mebli i lokalnych obrazów na ścianach. James siedział w dżinsach i prostym szarym swetrze, który idealnie pasował do koloru jego oczu. Muszę się do czegoś przyznać – zaczął.
Po prostu wczoraj wieczorem nie byłem z tobą do końca szczery co do tego, kim jestem. Odwrócił się do niej w pełni. Cassi odłożyła telefon i podeszła do okna.
Gdzieś tam pośród nich James wracał do domu.


