Ewa nigdy nie przypuszczała, że poniedziałek zacznie się od kłótni o kolor lakieru, a skończy na czymś znacznie gorszym. – Paweł, klientka wybrała zgaszoną zieleń, a to, co widzę na zdjęciu, wygląda jak szafka do przedszkola. – Powiedziała do słuchawki, starając się nie podnosić głosu. – Numer koloru się zgadza.

– Numer się zgadza, tylko efekt nie. Wstrzymajcie lakierowanie do mojej decyzji. Wolę stracić dwa dni niż klientkę. Odkładając telefon, pokręciła głową.
Firma, którą siedem lat temu zakładała z rodzicami w wynajętym warsztacie na obrzeżach Wrocławia, rozrosła się w coś, z czego była dumna. Mieli własną halę, kilkunastu pracowników i klientów z całego Dolnego Śląska. Ona projektowała, negocjowała i pilnowała wszystkiego. Ojciec dbał o techniczne detale, matka o dokumenty i finanse.
Budowali to własnymi rękami, zanim jeszcze mieli jakiekolwiek pieniądze. Niedługo po dziewiątej zadzwoniła córka, Lena. – Mamo, wrócił? – zapytała zamiast powitania.
Ewa od razu wyczuła w jej głosie to napięcie, które pojawiało się coraz częściej, gdy rozmowa schodziła na Damiana. – Wyjechał służbowo do Poznania. – Służbowo – powtórzyła Lena z naciskiem. – Mamo, ja mu po prostu nie ufam.
– Studiujesz dziennikarstwo dopiero od kilku miesięcy, a już wszędzie węszysz sensacje – odparła Ewa, choć w głębi duszy wiedziała, że te słowa są niesprawiedliwe. – To nie ma nic wspólnego ze studiami. Ewa przetarła dłonią czoło. Prawda była taka, że Damian rzeczywiście się zmienił.
Kiedyś wracał o stałych porach, dzwonił, jeśli miał się spóźnić. Od kilku miesięcy ciągle coś wypadało – spotkania, wyjazdy, kolacje służbowe. Do tego jego telefon, który coraz częściej lądował na stole ekranem do dołu. Ewa widziała to wszystko, tylko za bardzo bała się wyciągać wnioski.
Byli małżeństwem od trzech lat. Damian był młodszy, miał wtedy dwadzieścia osiem lat, i od początku czuła, że musi go przed czymś chronić. Rodzice patrzyli na ich związek z dystansem, a Damian coraz częściej powtarzał, że w ich wspólnym życiu nic nie należy do niego. Dom kupili jej rodzice.
Samochód, którym jeździł, też był jej. Firma była rodzinna. „Czasami czuję się tu jak gość” – mówił. Ewa wtedy śmiała się z tego, nie chciała widzieć, jak poważnie to brzmi.
Tuż przed południem recepcjonistka Alicja zajrzała do gabinetu. – Ewa, przyszła do ciebie młoda kobieta. Mówi, że to sprawa osobista, i że musi z tobą porozmawiać. Ewa spojrzała na zegarek.
Miała jeszcze czterdzieści minut do kolejnego spotkania. – Niech wejdzie. Do gabinetu weszła elegancka, szczupła dziewczyna. Miała najwyżej dwadzieścia cztery lata.
Jasny płaszcz, delikatny makijaż, zadbane włosy. Tylko dłonie ją zdradzały – ściskała pasek torebki tak mocno, że zbielały jej knykcie. – Czy pani jest mężatką? – zapytała po chwili wahania.
Ewa zmarszczyła brwi. – Jestem żoną Damiana. Dlaczego pani pyta? – Bo ja się z nim spotykam – powiedziała dziewczyna cicho.
Ewa przez chwilę była pewna, że źle słyszy. – Słucham? – Spotykam się z Damianem od prawie ośmiu miesięcy. W gabinecie zrobiło się tak cicho, że słychać było tykanie zegara.
Osiem miesięcy. Telefon kładziony ekranem do dołu. Wyjazdy do Poznania. Nagle wszystkie drobne rzeczy, które przez ostatnie miesiące starała się tłumaczyć zmęczeniem i pracą, ułożyły się w jedną prostą całość.
– I po co mi pani o tym mówi? – zapytała Ewa spokojnie. – Bo Damian powiedział, że chce się z panią rozwieść – wyznała Natalia. – Mówi, że między wami właściwie już nic nie ma, że mieszkacie razem tylko z przyzwyczajenia.
Ale rozwodu wciąż nie ma. Przyszłam, żeby przyspieszyć sprawę. Ewa poczuła niemal absurdalną ochotę, żeby się roześmiać. Klasyka.
Nawet nie wysilił się na coś oryginalnego. – Co jeszcze pani powiedział? – Że pracuje pani tutaj właściwie dzięki rodzicom – zaczęła Natalia niepewnie. – Że to on zarządza firmą, przejął klientów i kontrakty, a pani zajmuje się projektami.
Mówił, że nie chce pani wyrzucać z firmy po rozwodzie. Ewa musiała zacisnąć usta, żeby nie parsknąć śmiechem. Więc Damian w swojej drugiej wersji życia awansował na szefa przedsiębiorstwa. A ona była tylko żoną, którą łaskawie postanowił nie zostawiać bez pracy.
– Skąd pani wie, że to wszystko nieprawda? – zapytała Ewa. – Wiem, co mówił – odparła Natalia uparcie. – Naprawdę?
A widziała pani nasz dom? – Tak, przejeżdżaliśmy kiedyś obok. Pokazał mi go. – A samochód, którym do pani przyjeżdżał?
– Często nim po mnie przyjeżdżał. Mówił, że to jego. Ewa milczała przez chwilę. Samochód, który kupiła dwa lata temu.
Dom jej rodziców. Firma, którą budowała z matką i ojcem. Damian wziął wszystkie te rzeczy i zrobił z nich swoją historię sukcesu, którą opowiadał obcej kobiecie. – Ile według pani zarabia?
– zapytała nagle Ewa. – Nie wiem dokładnie, nigdy o to nie pytałam – przyznała Natalia. – Ale mówił o dużych kontraktach, o setkach tysięcy. Czasem żartował, że jeden dobry miesiąc wystarczy mu na nowy samochód.
– Damian zarabia około sześciu tysięcy złotych – powiedziała Ewa. Natalia spojrzała na nią tak, jakby nie zrozumiała. – Ale przecież restauracje, wyjazdy, wszystko, z czego korzysta, nie należy do niego – dodała Ewa. Pierwszy raz od wejścia dziewczyny Ewa poczuła, że nie siedzi przed nią rywalka, tylko kolejna osoba oszukana przez tego samego człowieka.
Natalia miała łzy w oczach. – Czuję się jak idiotka. – Proszę tak o sobie nie mówić. Jestem jego żoną od trzech lat i też wielu rzeczy nie widziałam.
Natalia uniosła głowę. – A jeśli pani wszystko mówi tylko po to, żebym od niego odeszła? – Ma pani prawo tak pomyśleć. Dlatego nie musi mi pani wierzyć na słowo.
Chodźmy. Zaprowadziła ją do niewielkiej sali konferencyjnej obok gabinetu, oddzielonej szklaną ścianą. – Niech pani tutaj usiądzie. Stąd słychać wszystko, co dzieje się w moim gabinecie.
Natalia szeroko otworzyła oczy. – Chce pani do niego zadzwonić? – Chcę, żeby tu przyjechał. Ewa wróciła do biurka i wybrała numer męża.
– Cześć, mogę później? Jestem teraz zajęty – powiedział głosem, który brzmiał zupełnie normalnie. To było chyba najgorsze. – Przyjedź do firmy.
Teraz. – Nie dam rady, jestem na ważnym spotkaniu. Na obiekcie. – Damian, przestań kłamać.
Masz dwadzieścia minut. Jeśli nie przyjedziesz, nie wracaj dziś do domu. Pojawił się dwadzieścia minut później, wyraźnie zdenerwowany. – Co ty wyprawiasz?
Musiałem wyjść ze środka spotkania. Ewa wskazała krzesło. – Dowiedziałam się czegoś ciekawego. – Przez chwilę trzymała go w napięciu.
– Że masz inną kobietę. – Co? Zwarłowałaś? Jaką kobietę?
Oczywiście, że nie mam. Kocham cię, przecież wiesz. Był przekonujący. Gdyby nie Natalia siedząca kilka metrów dalej, Ewa może naprawdę zaczęłaby wątpić, czy czegoś nie zrozumiała.
– Nigdy mnie nie zdradziłeś? – zapytała. – Przysięgam, że nie. – Natalia.
Damian znieruchomiał. Przez kilka sekund wyglądał, jakby ktoś wyłączył mu głos. – Co… – wydusił w końcu.
– Natalia sama przyszła dziś do mnie do firmy – powiedziała Ewa. Damian pobladł. – Powiedziała ci, że to trwa osiem miesięcy – ciągnęła Ewa. – I że powiedziałeś jej, że jesteś właścicielem tej firmy.
Że dom i samochód są twoje. Że chcesz się ze mną rozwieść, bo nasze małżeństwo od dawna jest martwe. Damian zerwał się z krzesła i podszedł do okna. Przez chwilę milczał, a potem zaczął się tłumaczyć, jakby to wszystko można było jakoś wyjaśnić.
– Poznałem ją przypadkiem. Siedziała przy stoliku obok. Nie planowałem niczego. – To o co chodziło?
– Nie rozumiesz? – Głos mu zadrżał. – W domu zawsze była firma. Twój ojciec, twoja matka, klienci, telefony.
Ja się u was nigdy nie czułem u siebie. Dom należy do twojej rodziny, samochód jest twój, firma jest twoja. Wszyscy wiedzą, kim jesteś, a ja jestem po prostu mężem Ewy. – I dlatego znalazłeś sobie kochankę?
Żeby przed nią udawać kogoś innego? – Chciałem przez chwilę poczuć się kimś ważnym. – Odwrócił się do niej. – Opowiedziałem jej o naszych kontraktach, o klientach, o hali.
To było jak gra. A ona patrzyła na mnie tak, jakby to, co mówię, naprawdę miało znaczenie. – Mówiłeś też, że chcesz się ze mną rozwieść. – Mówiłem, że o tym myślę.
– I że czujesz się ze mną nieszczęśliwy. Damian spuścił wzrok. Ewa odwróciła głowę w stronę szklanej ściany. – Natalio, możesz wejść?
Drzwi otworzyły się. Natalia weszła z zaczerwienionymi oczami. Damian patrzył na nią jak sparaliżowany. – Ty tu byłaś cały czas?
– Słyszałam wszystko. Ewa spodziewała się przeprosin, błagań, może nawet łez. Zamiast tego Damian nagle wyprostował się, jakby postanowił przejąć kontrolę nad sytuacją. – To dobrze.
– Co jest dobrze? – zapytała Natalia. – Że słyszałaś. Przynajmniej nie muszę już niczego ukrywać.
Kocham Ewę. Natalia patrzyła na niego tak, jakby uderzył ją w twarz. – Co powiedziałeś? – Kocham swoją żonę.
– A ja? – Głos jej zadrżał. – Osiem miesięcy. Mówiłeś, że mnie kochasz.
Obiecywałeś, że się rozwiedziesz. – Wtedy tak czułem. Natalia wyciągnęła telefon. – Mam wiadomości.
Wszystkie. „Jeszcze trochę i będziemy razem”, „po rozwodzie znajdziemy mieszkanie”, „chcę budzić się przy tobie codziennie”. Mam też zdjęcia, rezerwacje hoteli, potwierdzenia przelewów. Damian odwrócił głowę.
– To było bardziej takie marzenie – mruknął. – Marzenie? – Natalia spojrzała mu prosto w oczy. – Czyli byłam ci potrzebna tylko po to, żebyś mógł przez chwilę udawać kogoś ważnego?
Damian nic nie odpowiedział. Natalia schowała telefon do torebki. Podeszła do Ewy. – Dziękuję.
– Nie ma za co. Odwróciła się do Damiana. – Nie dzwoń do mnie. Nie pisz.
To koniec. – W drzwiach zatrzymała się na moment. – I jeszcze jedno. Nie jesteś żadnym wielkim biznesmenem ani ofiarą swojej żony.
Jesteś po prostu człowiekiem, który przez osiem miesięcy kłamał dwóm kobietom na raz. Wyszła, a w gabinecie zaległa cisza. Damian patrzył na zamknięte drzwi, jakby wciąż liczył, że wszystko da się odkręcić. Potem odwrócił się do Ewy.
– Posłuchaj, wszystko się skończyło. Natalia już wie, jak jest. Wybrałem ciebie. Ewa poczuła, że już nie wie, czy bardziej ją to bawi, czy obraża.
– Wybierasz mnie? Co dokładnie to znaczy? – Że nasze małżeństwo było dla mnie ważne. – Nie, ty naprawdę niczego nie rozumiesz.
– Ewa wstała. – Nie chodzi o to, że mnie zdradzałeś. Chodzi o to, co zrobiłeś z moim życiem. Wziąłeś firmę, którą budowałam z rodzicami przez lata, i zrobiłeś z niej swoją.
Wziąłeś mój samochód, dom mojej rodziny i opowiedziałeś o nich obcej kobiecie jako o swoich osiągnięciach. To nie była zdrada. To była kradzież. – Chciałem tylko poczuć, że też jestem kimś – powiedział cicho.
– Rozumiem, skąd się to wzięło. Ale to cię nie usprawiedliwia. Damian zamilkł. Po chwili wrócił do starej taktyki.
– Możemy zacząć od nowa. Wyjedziemy gdzieś, odetniemy się od firmy, od twoich rodziców. – Na moje pieniądze? – Ewa uśmiechnęła się chłodno.
– Wiesz, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że pierwszy raz od rana czuję ulgę. – Ulgę? – Tak.
Przypomniałam sobie, jak bardzo naciskałeś, żebym przepisała na ciebie część udziałów. I jak namawiałeś mnie, żebyśmy wzięli duży kredyt na wspólne mieszkanie. Dobrze, że tego nie zrobiłam. Damian pobladł.
– Gdybym ci wtedy zaufała – kontynuowała Ewa – dziś musiałabym nie tylko kończyć małżeństwo, ale też ratować firmę i dzielić majątek. Na szczęście nie będę miała okazji się przekonać, jak bardzo byś to wykorzystał. Damian usiadł ciężko na krześle. – Czyli naprawdę chcesz rozwodu?
– Tak. Natychmiast. – A ja? Gdzie ja mam mieszkać?
– To już nie jest mój problem. – Nie możesz mnie wyrzucić z dnia na dzień. – Mogę. Masz czas do jutra wieczorem, żeby spakować rzeczy.
Jeśli się nie wyprowadzisz, wymienię zamki. Damian wstał. W jego oczach pojawił się gniew. – Pożałujesz tego.
– Już żałuję. Że trzy lata życia spędziłam z człowiekiem, którego tak naprawdę nigdy nie znałam. Wyszedł, trzaskając drzwiami. Ewa została sama.
Spodziewała się bólu, łez, pustki. Zamiast tego poczuła, jakby ktoś zdjął jej z ramion ciężar, którego nawet nie zauważała, dopóki go nie było. Zadzwonił telefon. Lena.
– Cześć, mamo. Chciałam cię przeprosić za rano. Byłam niemiła. Damian strasznie działa mi na nerwy.
Ewa uśmiechnęła się pod nosem. – Już nie będziesz musiała się nim przejmować. – Co? – Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Mamo, serio? – Serio. Damian nie będzie już z nami mieszkał. – No nie wierzę!
– Lena aż pisnęła. – Przyjadę do domu przy pierwszej okazji. Nawet jutro. – Nie musisz się spieszyć.
– Muszę. Chcę być z tobą. Ewa podeszła do okna. Wrocław wyglądał dokładnie tak samo jak rano, ale wszystko wydawało się inne.
Nie wiedziała, co będzie dalej. Ale jedno wiedziała na pewno: od tej chwili znowu sama decydowała o własnym życiu.


