Stałem w mojej własnej kuchni, a mój syn właśnie oznajmił, że „pora, żebym poszedł do przychodni”, bo jestem starszy i „sami nie dajecie rady”. Cała rodzina siedziała przy stole, jakby już…
Przyszedłem do domu po dwudziestej, zmęczony, ale zadowolony. Na stole czekał obiad, a obok talerza leżała żółta karteczka od Elżbiety: „Syn dzwonił, jutro mają przylecieć z Jankiem”. Wystarczyło przeczytać to jedno zdanie, żeby cały dzień przestał mieć znaczenie. Jutro przylatują. Cała rodzina. Znowu. Pamiętałem, jak to wyglądało ostatnio. Śniadanie zamieniało się w dyskusję o tym, … Read more