Siedziałam w ogrodzie, a wokół słychać było śmiech rodziny i sąsiadów. Powietrze pachniało bigosem i pierogami, a dzieci biegały między stołami. To miało być nasze pierwsze przyjęcie w domu, który kupiliśmy z Pawłem po latach wynajmowania. Czułam dumę, ale też cień niepokoju, którego wtedy nie potrafiłam nazwać.

Katarzyna przyszła ostatnia. Była wymalowana, uśmiechnięta, ale jej oczy błądziły po domu, jakby już go znała. Przywitałam ją serdecznie, choć coś w jej spojrzeniu sprawiło, że poczułam zimno w żołądku. Wieczór mijał, śmiechy i rozmowy wypełniały pokoje.
W pewnym momencie Katarzyna wstała i powiedziała do wszystkich: „Jakie to piękne, że Paweł w końcu ma dom, o jakim marzył. Pamiętam, jak bardzo chciał się tu wprowadzić, jeszcze zanim ty się pojawiłaś, Anno.


