Kamil kupił wymarzony dom nad jeziorem, ale po latach odkrył, że ktoś z jego bliskich ukradł mu ponad 400 000 zł. Gdy bank zagroził egzekucją, rodzina musiała uciekać. Czy udało mu się odbudować…

Kamil kupił wymarzony dom nad jeziorem, ale po latach odkrył, że ktoś z jego bliskich ukradł mu ponad 400 000 zł. Gdy bank zagroził egzekucją, rodzina musiała uciekać. Czy udało mu się odbudować...

Kamil kupił dom w Sopocie za 890 000 zł. Cena była wysoka, ale do udźwignięcia. Wpłacił 140 000 zł wkładu własnego, a resztę, czyli 545 000 zł, pokrył kredytem hipotecznym. Dom stał nad jeziorem, miał pomost idealny do pływania.

Thumbnail

Rodzina była szczęśliwa. Do września 2017 roku na ścianach zaczęły pojawiać się pęknięcia. Tata zadzwonił do Kamila w październiku. Byli zaniepokojeni, ale Kamil uspokoił ich, że to tylko kosmetyka.

Jednak już dwa razy musieli sięgać do oszczędności, żeby pokryć rosnące koszty. Kamil zadzwonił do firmy hipotecznej Bank Narodowy, żeby negocjować warunki. W tamtym czasie zarabiał dodatkowo od 2000 do 2500 zł miesięcznie. Pensja z głównej pracy wzrosła do 15 000 zł.

Rata kredytu była ogromna, ale do opanowania. Do 2021 roku Kamil zarabiał 12 500 zł z głównej pracy plus od 3000 do 3500 zł z dodatkowej. Każdego lata rodzice spędzali od czerwca do sierpnia w domu nad jeziorem. Byli już na półemeryturze.

Dom był wtedy wart około 890 000 zł, więc mieli ponad 200 000 zł kapitału własnego. Pewnego dnia tata powiedział do Kamila: „Mamy coś do omówienia. Ile zostało do spłaty kredytu hipotecznego? ” Kamil odpowiedział: „Około 387 000 zł”.

Wtedy tata zapytał: „Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego saldo waszego konta nie spadało? Czy macie może 80 000 zł oszczędności? ”

Okazało się, że Kamil zapłacił ponad 400 000 zł za dom, ale pieniądze nie trafiły tam, gdzie powinny. Rodzice zadzwonili do Kamila w październiku 2017 roku, panikując.

Kamil wszedł do środka, złapał torbę, ruszył do samochodu i odjechał. Następnego ranka, w niedzielę, rodzice pojechali do restauracji w mieście na śniadanie. Tata zadzwonił do banku z parkingu. W południe bank zadzwonił do rodziców.

Powiedzieli: „Możecie, ale pełna kwota jest należna do 30 dnia”. Karty zostały odrzucone, a kredyt hipoteczny do zapłaty. Do poniedziałkowego ranka rodzice panikowali. Zadzwonili do Kamila.

Kamil powiedział: „Mamo, tato, Daniel zapłacił ponad 400 000 zł”. To była zdrada. Daniel, który miał być zaufanym pośrednikiem, oszukał całą rodzinę. Do 1 listopada spóźnili się 30 dni z październikową płatnością.

Do 1 grudnia spóźnili się 60 dni z dwoma płatnościami. Matka zadzwoniła do Kamila, płacząc. Dom miał przejść na własność banku, bo Kamil nie miał rodziny, która mogłaby pomóc. Rodzice musieli wyprowadzić się do 28 lutego.

Przeprowadzili się do małego dwupokojowego mieszkania w Poznaniu. Dom nad jeziorem został sprzedany na aukcji egzekucyjnej za 745 000 zł. Bank odzyskał swoje 387 000 zł. Reszta, 358 000 zł, powinna trafić do właścicieli, ale po opłatach prawnych i karach faktyczna dystrybucja wyniosła 312 000 zł.

Kamil, jako współkredytobiorca, był uprawniony do swojej części. Po długich negocjacjach otrzymał 280 000 zł z wpływów z egzekucji. Wykorzystał te pieniądze jako wkład własny na własny dom. Cena zakupu wyniosła 520 000 zł.

Przy jego obecnej pensji 14 500 zł rata była łatwa do spłacenia. Historia nauczyła go, że zatrzymanie płatności i zmierzenie się z rzeczywistością może być bolesne, ale czasem konieczne. Dziś Kamil mieszka we własnym domu, z dala od jeziora i wspomnień o zdradzie.