Wróciliśmy do sypialni. Krystyna szybkim krokiem podeszła do łóżka, a ja poczułam, że serce wali mi jak oszalałe. Chciała sprawdzić towar, ale coś w jej ruchach było nie tak. Pociągnęła za prześcieradło, przewróciła materac, a potem wyciągnęła spod niego odbiornik ukrytej kamery.

Cała zdrętwiałam. Kiedy na mnie spojrzała, już wiedziałam, że nie ma sensu udawać. — I co, myślałaś, że jesteś sprytniejsza ode mnie? — syknęła.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, rzuciła się na mnie. Uderzyła mnie w twarz, a potem drugi raz. Chwyciła mnie za włosy i przyciągnęła do okna. Za nami stał Jakub.
Nie zrobił nic. Kazała mu mnie trzymać, a sama wyjęła z szafy pudełko z jakimiś proszkami. — To twoje odchody — warknęła. — Albo zrobisz wszystko, co powiem, albo wylądujesz z tym w więzieniu.
Nie zdążyłam zaprotestować. Ujęła moją rękę i wepchnęła mi do ust kilka tabletek. Przełykając, czułam ich gorycz. Po chwili wezwała ochronę.
Dwóch mężczyzn weszło do pokoju. Krystyna kazała im zawieźć mnie do Konstancina, a Jakubowi zabrać mi telefon. Zapakowali mnie do samochodu jak bagaż. Pakunki z narkotykami weszły w moje ciało zupełnie bez mojej zgody.
Nie miałam już siły ani krzyczeć, ani uciekać. Wysiedliśmy przed wielkim domem. Z wejścia wyszła starsza kobieta, Zuzanna. Jej chłodne spojrzenie przeszło mnie na wylot.
— To ta? — zapytała ochroniarzy. Skinęli głową i odjechali. Zuzanna zaprowadziła mnie do sypialni, wyjęła ze mnie wszystkie woreczki i zamknęła drzwi na klucz.
Wiedziałam, że to ich kryjówka, ale nie wiedziałam, jak się stamtąd wydostać. Następnego dnia obudziłam się z nieznajomą myślą: ktoś sfilmował całą tamtą noc. Krystyna wiedziała o kamerach. Może Nakielski też?
W głowie zaczęła mi się układać cała układanka. Ale zanim zdążyłam cokolwiek zrobić, przyjechał Jakub. — Maja, wracasz do domu. — jego głos był płaski, obcy.
— Jakub, ta kobieta mnie pobiła. Trzyma mnie tutaj. — To twoja wina. Powinnaś mnie słuchać.
Odwiedziłam się. W jego oczach nie było już nic z mężczyzny, którego znałam. Kazał mi wsiąść do samochodu, a w drodze powrotnej tylko milczał. W domu od progu poczułam czyjąś obecność.
Jakub kazał mi się wykąpać i czekać w sypialni. Kiedy wrócił po kwadransie, za nim stała Krystyna. Trzymała w ręku szklankę z wodą i tabletki. — Musisz to zażyć — powiedziała słodkim tonem, od którego przeszły mnie ciarki.
— Nie biorę niczego bez recepty. — Jesteś chora, Maju. Lekarz ci to przepisał. Chciałam sprzeciwić się, ale Jakub stanął za mną i przytrzymał mnie za ramiona.
Krystyna wepchnęła mi tabletki do ust i zmusiła do ich przełknięcia. Po godzinie poczułam dziwne odprężenie. Mój umysł otulała mgła. Próbowałam mówić, ale słowa zamieniały się bełkot.
To samo powtarzało się przez kilka dni. Kiedy próbowałam protestować, coś wkopywali mi do jedzenia albo wstrzykiwali zastrzyk, po którym wszystko płynęło. Aż w końcu obudziłam się w jasnym pokoju z białymi ścianami. Pielęgniarka.
Dziwna salowa. Zbyt czysto. Zbyt sterylnie. — Gdzie ja jestem?
— zapytałam. — W ośrodku, kochanie. Związek Psychologiczny — odpowiedziała pielęgniarka. Zrozumiałam: sięgali po szpital psychiatryczny, żeby mnie uciszyć.
Mój własny mąż i jego matka zrobili mnie wariatką, żeby tylko nikt nie uwierzył w to, co widziałam w ich podziemiach. Po kilku dniach dostałam telefon. To była Krystyna. — Siedź tam spokojnie.
Za dwa tygodnie podpiszesz papiery rozwodowe, a ja zajmę się resztą. — Nie podpiszę niczego. — Zobaczysz. Rozłączyła się.
Tego samego dnia udało mi się wymknąć do pokoju socjalnego i znaleźć stary telefon. Nawet bez otrzymanego kredytu, jedno nazwisko miałam wypisane w pamięci: Nakielski, były wspólnik Krystyny i Jakuba. Pod tym nazwiskiem próbowałam nawiązać kontakt. Wpadłam na niego kilka dni później, na korytarzu.
Spojrzał na mnie i zatrzymał się. — Pani jest żoną Jakuba, prawda? — zapytał. — Zanim mnie tu zamknęli — powiedziałam.
— Ale wiem, że pan też miał z nimi interesy. — Co pani wie? — Na tyle, by ich zniszczyć. Ale najpierw muszę się stąd wydostać.
Położył mi na dłoni numer telefonu. Ukryłam go w bieliźnie. Od tego momentu wiedziałam, że mam więcej niż jedną kartę do rozegrania. Kilka dni później przyszła moja matka.
Zlękłam się na jej widok, bo było w tym coś złego. Zbyt perfekcyjny makijaż, napięta szczęka. Zaczęła o tym, że ojciec ma problemy z sercem. Potem o tym, że rozwód to najlepsze rozwiązanie.
— Mamo, oni mnie tu zamknęli. Krystyna mnie pobiła. To nie ja jestem chora! — Mów to psychiatrom.
Ja już słyszałam o twoich wizytach u gorzowskiej, twoich bzdurach o towarach i ludziach — pokręciła głową. — Maja, potrzebujesz leczenia. Wszyscy to widzą. Gdy wychodziła, podeszła do drzwi i odwróciła się z zimnym uśmiechem.
— Podpisz papiery, córko. To dla twojego dobra. Wieczorem zadzwonił Nakielski. Powiedział, że ma nagrania z ich willi i nagrania z tamtej nocy, kiedy Krystyna mnie pobiła.
Wiedział też o kamerach, które ona sama zainstalowała. Zaproponował wymianę: ja pomogę je zdobyć, a on pomoże mi wyjść na wolność. Następnej nocy obudziłam się, czując dziwny chłód w pokoju. Ktoś otworzył okno.
Pies, którego trzymano w ośrodku, zaczął wyć. Wystarczyło jedno spojrzenie w korytarz, żeby zobaczyć Nakielskiego z pilnikiem w dłoni. Otworzył zamek w moich drzwiach i wskazał na korytarz ewakuacyjny. — Skoro tu jesteś, będziesz zeznawać — powiedział.
— Ale najpierw musimy przetrwać. Wślizgnęliśmy się w noc. Przed nami ciemność, za nami dźwięk czyichś kroków. Ktoś zorientował się, że nie ma mnie w pokoju.
Nakielski złapał mnie za rękę. — Biegnij. I nie zatrzymuj się, cokolwiek byś usłyszała. Biegliśmy przez las.
Kolory mojego życia wracały w każdym kroku. Nie byłam już zakładniczką w psychiatryku. Przede mną była droga do prawdy. A za mną — ludzie, którzy zrobiliby wszystko, żeby tylko schować ją na zawsze.
Minęło kilka tygodni. Ośrodek został zamknięty po anonimowym zgłoszeniu, ale ja nie czekałam na cud. Wróciłam do Konstancina późną nocą, kiedy wiedziałam, że w willi nikogo nie ma. Weszłam przez okno od kuchni i skierowałam się wprost do gabinetu Krystyny.
Kamera w rogu mignęła na czerwono. Znalazłam dokumenty. Umowy, przelewy, zdjęcia magazynu w podziemiach. Zdołałam skopiować całą zawartość sejfu na pendrive.
Kiedy wracałam korytarzem, usłyszałam klucz w zamku. Zatrzymałam się za zasłoną. W środku stanęła Krystyna z dwoma ochroniarzami. W ręku trzymała niedopałek i uśmiechała się do kogoś przez telefon.
— Już jestem. Za godzinę przyjedzie kurier. Nie, szefie. Nikogo nie ma.
Wszystko jest pod kontrolą. Odetchnęłam, ale zamiast uciec, zrobiłam jedyną rzecz, która przyszła mi do głowy: schowałam pendrive do kieszeni, wyszłam zza zasłony i powiedziałam: „Dobry wieczór, Krystyno. ”
Jej twarz ściągnęła się w lekkim zdumieniu, które szybko przeszło w uśmiech. — Maja.
Myślałam, że wariatka leczy się w szpitalu. — Ja już nigdy nie wrócę do waszego szpitala — odparłam. Spojrzała na ochroniarzy, którzy ruszyli w moją stronę. Ale wtedy z korytarza rozległ się głos Nakielskiego, który stał w wejściu z telefonem w ręku.
— Wszystko nagrywam, Krystyno. A to, co masz w sejfie, już jest w prokuraturze. Zamarła. Ochroniarze spojrzeli po sobie.
Wykorzystałam tę chwilę i wybiegłam tylnym wyjściem. Nakielski już tam był, z kluczykami do swojego auta. — Wskakuj — rzucił. Usiadłam obok niego, cały czas ściskając pendrive.
Przez całą drogę milczeliśmy. Dopiero gdy wjechaliśmy na główną drogę, powiedział: „Zrobiłaś to. Jesteś wolna. Oni już nie mają nic.
”
Ale wiedziałam, że to nie koniec. Krystyna nie odpuści tak łatwo, zwłaszcza że w sejfie oprócz dokumentów było pudełko z jej osobistymi zapiskami. Zanim zniknęła, zdążyła wysłać jedno krótkie SMS: „Zobaczysz, co potrafię. ”
Nie spałam tej nocy.
Za oknem coś szeleściło, a ja czułam, że to może być jej ręka w nowej grze. Następnego dnia rano, gdy otworzyłam oczy, na szafce nocnej leżała pojedyncza róża. Bez kartki. Nie wiedziałam, czy to groźba, czy ostrzeżenie.
Wiedziałam tylko, że gra jeszcze się nie skończyła. Wstałam, wyjęłam telefon i wybrałam numer prokuratora, którego dał mi Nakielski. Kiedy usłyszałam jego głos, powiedziałam tylko: „Mam czas na zeznania. Dziś.
”


