Powiedziała Sara do Marka. Wiedziałam, że to powie. Te 20 zł za truskawki to był tylko pretekst, żeby wywołać awanturę. A potem, gdy przygotowywałam jego przyjęcie, przelał 200 000 zł.

Marek wszedł do pokoju i dotknął tabletu. Te 200 000 zł to był zadatek na penthouse w apartamentowcu w szklanej wieży w śródmieściu południowym. „Mam dość hotelowych lobby i wracania do domu do Dawida” – przeczytałam w jego wiadomości. Wróciłam do ekranu i zaczęłam zabezpieczać dowody.
Zamknęłaś drzwi do łazienki. „Muszę jutro jechać do Warszawy” – napisał. Te pieniądze należą do tego domu. Prawie zapytałam, dlaczego pieniądze, które ja zarobiłam, należą do domu, podczas gdy 200 000 pożyczone pod zastaw naszego domu należą do Sary.
Pan Sokołowski podał mi list napisany zwartym pismem mojego wujka. Przycisnęłam papier do piersi. Nie chcę używać pieniędzy do zemsty. Wróciłam do Konstancina następnego dnia południu.
„Masz czas do jutra wieczorem” – powiedziałam. Skąd pochodziło te 200 000 zł, zanim pożyczka hipoteczna została zatwierdzona? Marek wszedł do holu, gdy to czytałam. „Nie powinnaś zachęcać do takich rzeczy” – powiedział.
Wszedł do łazienki. Marek nie był przyzwyczajony do oporu. Podeszłam do Leosia. Zamknął szufladę, spinkę do mankietu.
Róże miały przyjść do mojego biura. Przez 20 minut widziałam mężczyznę, który kiedyś przyniósł kawę do mojej agencji podczas nocnego kryzysu i powiedział mi, że mój umysł był pierwszą rzeczą, którą w nim pokochał. Odwrócił go ekranem do dołu. Sara do mnie podeszła.
„Zrobię to, jak wrócę do domu” – powiedziała. Aksamitne zasłony otaczały okna, a żyrandol rzucał ciepłe światło na stół wystarczająco długi dla 20 osób. W środku był Rolex z Daytona wart ponad 120 000 zł. „Zabieram ją do domu” – powiedziałam.
Marek pojechał za mną 20 minut później. Karta do konta domowego zablokowana. Moje poświadczone dokumenty spadkowe były w sejfie w biurze Renaty, ale list od wujka Eliasza leżał w zapinanej kieszonce. Marek rozłożył list Eliasza.
Podarł list na pół. Zadzwoniłam do Renaty z garażu. Zablokował kartę, przeszukał moją torebkę i podarł list Eliasza. Potem skleiłam taśmą jego list i położyłam obok zdjęcia.
Range Rover Sary pojawił się na kamerze monitoringu 20 minut później. „Dam ci 80 000 zł i opłacony czynsz za 6 miesięcy” – powiedziała. 80 000 zł. „Dlaczego nie jedziemy do domu?
” – powiedział do mnie. „Muszę zadzwonić do biura” – odpowiedziałam. Marek wystąpił do przodu. Sara wyciągnęła do niego rękę.
Wrócił do swojego samochodu. Myślałam o nich, kiedy zaoferowałeś mi 80 000 zł. Czy on pójdzie do więzienia? Na ścianie obok biurka oprawiłam jego list z czterema śladami po łzach, wciąż widocznymi przez szybę.
Spojrzałam na moje dzieci, a potem na naprawiony list.


