Spojrzał tylko na mnie i powiedział: „Ewelino, jedź pierwsza do szpitala. ” A potem odwrócił się do niej. Do Weroniki. Do kobiety, która właśnie wróciła do Polski po dwóch latach „rekonwalescencji” za granicą.

Stałam tam, w deszczu, przy rozbitym samochodzie, i słuchałam, jak mój mąż obiecuje jej, że na nią poczeka. Mnie nie obiecał niczego. Trzy lata temu, w równie uroczystym miejscu jak to, zmuszono mnie do przyznania się do zbrodni, której nigdy nie popełniłam. Adrian stał obok mnie i powiedział: „Przyznaj się, będzie łatwiej.
” Łatwiej dla niego. Weronika siedziała wtedy w szpitalu za granicą, a ja trafiłam do więzienia w Grudziądzu. Zanim wsiadłam do radiowozu, obejrzałam się po raz ostatni. Adrian stał przy wejściu do szpitala, podtrzymując wyczerpaną, płaczącą Weronikę.
Na koncie mojej babci brakowało 150 000 złotych zaliczki na prywatne leczenie. To był jeden z dowodów, które zaczęłam zbierać. Miesiąc później wróciłam do zakładu karnego w Grudziądzu. Pracowałam w dzień, a w nocy porządkowałam dowody do moich własnych procesów.
Włożyłam obrączkę z powrotem do pudełka i zatrzasnęłam je. Wyrzuciłam koszulę do kosza na śmieci. To był symboliczny koniec. Drugiego dnia po wyjściu Adrian pojechał do naszego dawnego domu małżeńskiego w Konstancinie.
Kiedy tam dotarł, Weronika układała kwiaty w salonie. Wprowadził ją do mojego domu, nie omówił tego ze mną. Zupełnie jak wtedy, gdy wysyłał mnie do więzienia, też nie omówił tego ze mną. Trzeciego dnia Wiktoria, jego matka, napisała do mnie SMS-a: „Ewelino Mazur, wróć do posiadłości na kolację o 19:00.
Mamy sprawy do omówienia osobiście. ”
Dokładnie o 19:00 przybyłam do posiadłości rodziny Borowskich. Wiktoria powiedziała: „Weronika dopiero co wróciła do Polski. Pójdziesz do więzienia na trzy lata, a ja na ciebie poczekam.
” Zignorowałam ją. Wzięłam filiżankę, postawiłam ją na stoliku, nie pijąc. „Nie musisz mówić do mnie, jakbyśmy były sobie bliskie” – powiedziałam. „Poszłam do więzienia, ponieważ wasz syn i Weronika złożyli fałszywe zeznania.
” Wiktoria próbowała mnie rozliczać co do grosza. Wtedy Weronika rzuciła się do przodu i chwyciła Adriana za rękaw. „Naprawdę nie mogę iść do więzienia” – powiedziała. Rozległo się pukanie do drzwi.
Wystąpiłam do przodu. To był Norbert Kruk. Podbiegł do rozbitego auta i wyrwał rejestrator jazdy. Powiedział tylko: „Ewelino, jedź natychmiast do szpitala.
” Jego ciało nie doszło jeszcze w pełni do siebie. Potem zadzwonił do mnie, a jego głos był tak zniszczony, że prawie nie do poznania. Wycierałam wtedy nagrobek mojej babci. Powiedziałam: „Jeśli masz coś do powiedzenia, mów.
” A on powiedział coś, co zmieniło wszystko. System sądowy właśnie wysłał automatyczne przypomnienie o jutrzejszej rozprawie. Weronika przeszła od płaczu do wykrzykiwania przekleństw, a w końcu do martwej ciszy. Próbowała wyrwać mi dyktafon, ale byłam szybsza.
Panie Borowski, co do dalszych kroków, zobaczymy się w sądzie – powiedziałam. Adrian nie miał już nic do powiedzenia. Weronika miała jednak coś jeszcze. Jej profil w samochodzie, tym rozbitym, w całości należał do niej.
Te dwa miejsca dzieliło tylko 20 kilometrów. Wszystko zostało dostarczone do willi Borowskich w Konstancinie i do siedziby Borowski Holding S. A. Jak wy do cholery sprawdzacie informacje?
– zapytałam. Rok później przeniosłam swoje biuro do Sopotu. Moje obecne biuro nie miało więcej niż 20 metrów kwadratowych. Ale miałam teczkę pełną dowodów.
Wydrukowałam szczegółowe wyciągi bankowe i wsunęłam je do teczki. Mówiłam do babci: „Babciu, mam się bardzo dobrze. ” A potem poszłam do więzienia. Wprowadziłeś Weronikę do naszego małżeńskiego domu – powiedziałam Adrianowi, gdy stał przy głównej bramie.
Podeszłam do samochodu. Włożyłam obrączkę z powrotem do pudełka i zatrzasnęłam je. Weronika wróciła do Polski. Wesele było przekładane raz po raz, aż w końcu trafiłam do więzienia.
To było jej zdjęcie z Adrianem zrobione, gdy dochodziła do siebie za granicą. Weronika dopiero co wróciła do Polski. I właśnie wtedy, gdy myślałam, że to już koniec, zadzwoniła do mnie.
Jej głos był spokojny.


