Siedziałam w konfesjonale, czekając na spowiedź, gdy zamiast księdza usłyszałam głos, który przewrócił cały mój świat do góry nogami. „Może dołączę do klasztoru” – rzuciłam, nie wiedząc, że…

Siedziałam w konfesjonale, czekając na spowiedź, gdy zamiast księdza usłyszałam głos, który przewrócił cały mój świat do góry nogami. „Może dołączę do klasztoru” – rzuciłam, nie wiedząc, że...

Przycisnęła dłoń do piersi, czując jak serce bije jak oszalałe. Wtedy z ciemności dobiegł głos, głęboki, spokojny i zdecydowanie nienależący do księdza. Madison podskoczyła, przykładając dłoń do ust, by stłumić okrzyk. Przysunęła się do kratki, próbując dostrzec rozmówcę.

Thumbnail

Ceremonia ma się zacząć za 20 minut. Te same powody, które od wieków pchają ludzi w złe decyzje. Młodsza współpracowniczka. Może dołączę do klasztoru – powiedziała z nutą goryczy w głosie.

Madison zaskoczyła samą siebie siłą przekonania w słowach. Może nie mówiła tylko do niego, może mówiła też do siebie. „Co? To szaleństwo” – powtórzyła Madison, ale już sięgała do klamki drzwi.

Dotarł do drzwi, zatrzymał się i spojrzał w tył. Jego uśmiech, gdy do niego dotarła, był niszczący. Promienie słońca wpadły do środka. Wsiedli do środka.

Ashford odwrócił się do niej. „Impulsywna, doprowadzała mojego dziadka do szału. Powiedziałaś, żebym wsiadł do samolotu i zniknął”. Zapomniała, że schowała go po firmowym wyjeździe do Montrealu.

Spontanicznością polecieć na weekend do Paryża z nieznajomym, którego poznałaś w kościele – Madison. Pierwszy krok do zaufania zrobiony. To tak, tak zbliżone do szaleństwa. Pochylił się do kierowcy.

Zapytała, gdy minęli kolejkę do kas i skierowali się prosto do prywatnego saloniku. „Dwa bilety do Paryża, pierwsza klasa, najbliższy lot”. Naprawdę miała polecieć do Paryża z mężczyzną, którego poznała godzinę temu w konfesjonale. Całe jej życie skondensowane do powiadomień i oczekiwań.

Madison wzięła głęboki oddech, wyłączyła telefon, wsunęła go do torebki. „Lecimy do Paryża”. Odwróciła się do niego. Madison nigdy poważnie o tym nie myślała, ale tutaj, 30 000 stóp nad ziemią, lecąc do obcego miasta z człowiekiem, który z minuty na minutę wydawał się coraz mniej obcy – prawda?

Madison uśmiechnęła się do poduszki. Za to, że w konfesjonale mówiłaś do mnie jak do człowieka, a nie jak do nazwiska. Dając mu przestrzeń, Itan przyłożył telefon do ucha. Do tego butelka wina, którą właścicielka wręcz im narzuciła, twierdząc, że pasuje do historii ich wieczoru.

„Mogłabym się do tego przyzwyczaić. Do Paryża czy do jedzenia? Do obu. Do wszystkiego.

Do tego uczucia, że nie muszę udawać nikogo innego poza sobą”. Gdy dotarli do swojego pokoju, atmosfera zmieniła się. „Cieszę się, że weszłaś wtedy do tego konfesjonału”. Itan spojrzał na nią, a jego wyraz twarzy był nie do odczytania.

„Strach pojawia się wtedy, kiedy masz coś do stracenia. A co masz do stracenia? ”

Gdy wrócił do stolika, cała lekkość z minuty na minutę wyparowała. „Jeśli nie wrócę do poniedziałku na nagłe zebranie zarządu, stracę wszystko.

Do Nowego Jorku, na zebranie, na wszystko, co będzie dalej. Nie wracaj do dawnego życia. Nie mogę tak po prostu przenieść się do Nowego Jorku. Kolejną rzeczą do wciśnięcia między to, co powinieneś robić”.

Szli z powrotem do hotelu w pełnej ciszy. Itan przysunął się do jej dłoni, zamykając oczy. On do Nowego Jorku, ona do Chicago. Lot do Chicago był długi i okropny.

Ale nie dzwonić do Itana, to bolało najbardziej. Potem blokowała telefon i zmuszała się do snu. Czy Itan go do tego namówił? Ale potem przyszła jej do głowy inna myśl, o wiele bardziej niepokojąca.

Co jeśli ta cała ekspansja do Chicago była jego pomysłem? Ekspansja do Chicago była już omawiana. „Chcę coś z tobą zbudować, ale nie mogę cię do tego zmusić”. Itan objął ją i przyciągnął do siebie razem.

„No cóż, nie idealne, ale cholernie blisko. I ty zachęciłaś go do tego buntu? ” Madison nie miała apetytu, ale zmusiła się do jedzenia. „Dzwonił do mnie w zeszłym tygodniu”.

Musiała zadzwonić do Itana, ale nie wiedziała co powiedzieć. „Przylecę do Chicago”. Odwrócił się do niej.