„Wynajęta dziewczyna na imprezę, sto dolarów za dwie godziny – to miała być łatwa robota. Ale kiedy Markus, milioner, którego rodzina patrzyła na mnie jak na intruza, wyciągnął kopertę z…

„Wynajęta dziewczyna na imprezę, sto dolarów za dwie godziny – to miała być łatwa robota. Ale kiedy Markus, milioner, którego rodzina patrzyła na mnie jak na intruza, wyciągnął kopertę z...

„Panie Hartwell, słyszałam o panu same wspaniałości” – zaczęła Zofia, zaciskając palce na kopertówce, która ważyła teraz więcej niż zwykle. To był tylko pretekst do ucieczki, kolejna rola do odegrania, ale słowa utknęły jej w gardle, gdy Markus spojrzał na nią tymi znajomymi niebieskimi oczami. „No cóż, stało się” – mruknęła do siebie, wracając do sali balowej, gdzie jej matka i Wiktoria właśnie rozmawiały o tym, jak wspaniale by do siebie pasowali. Zostało trzydzieści minut do przybycia wynajętej dziewczyny, którą miała udawać.

Thumbnail

Łatwe pieniądze, elastyczne godziny, a do tego poznała kilku naprawdę ciekawych ludzi – tak ją namawiała Riley, ale Zofia wiedziała, że to nie jest zwykła praca. Chwyciła kopertówkę i ruszyła do drzwi, czując, że podróż metrem do Manhattanu ciągnie się dziś niemiłosiernie. Miała się uśmiechać do jego rodziny, śmiać we właściwych momentach, odegrać swoją rolę przez dwie godziny. Potem odbierze sto dolarów i wróci do domu, do swojego małego mieszkania w Brooklynie, z dala od tego świata, który przechodziła obok setki razy, ale do którego nigdy nie odważyła się wejść.

„Spojrzy na mnie raz i od razu będzie wiedziała, że nie należę do waszego świata” – pomyślała, gdy winda wznosiła ją do sali balowej penthouse’u, jakby do innego wymiaru. A potem pojawił się Markus i wszystko zaczęło się komplikować. „To dziwne, bo mnie nie wspomniał o tobie ani słowem, aż dwadzieścia minut temu” – powiedziała Margaret, obwieszona perłami, mierząc Zofię wzrokiem od stóp do głów. Zofia przygotowywała się na trudne rozmowy przez całe życie, ale to było coś innego.

Kolejne przedstawienia, uprzejme rozmowy, te same pytania o rodzinę, pochodzenie, odpowiednie kontakty. „Dobrze sobie z nimi radzisz” – przyznała Wiktoria, gdy zostały same przy fontannie z szampanem. Zofia tylko skinęła głową, myśląc o dwustu tysiącach dolarów długu, które przygniatały ją jak kamień. Musiała być kreatywna z finansami, bo inaczej nie miałaby jak spłacić kredytu za studia.

Dwie godziny, rola do odegrania, wypłata – a jednak nic nie było proste, zwłaszcza gdy Markus patrzył na nią tak, jakby widział coś więcej niż wynajętą towarzyszkę. Te same ciemne włosy, te same niebieskie oczy, ale z artystycznym luzem w stylu, którego wcześniej nie zauważyła. Schowała telefon i ruszyła z powrotem do środka, przeciskając się przez tłum w stronę miejsca, gdzie ostatnio widziała Markusa. Wiktoria uśmiechnęła się do niej ciepło, jakby już coś wiedziała, a Markus wpisał coś w telefonie, schował go do kieszeni i podszedł do niej.

„A co do tej oferty konsultacji, mówiłem serio” – powiedział, sięgając do kieszeni marynarki i podając jej kopertę. Podróż do Brooklynu po tamtej nocy była jak sen. Zofia schowała kopertę i napisała do Riley, ale w głowie wciąż miała tylko jego słowa. Miała dwieście tysięcy dolarów długu i karierę do zbudowania – nie mogła sobie pozwolić na uczucia do miliardera, który wynajął ją z wygody.

„No dobrze, mów wszystko” – powiedziała do siebie, gdy Markus zmusił się do skupienia na wykresach. „Potrzebuję analizy do czwartku. Wysyłam teraz swoje wymagania do umowy. ”

W środę wieczorem miała gotowy dwudziestostronicowy raport pełen ostrzeżeń, ale gdy Wiktoria splotła ręce z Zofią i poprowadziła ją do środka na rodzinną kolację, coś w niej pękło.

„Mamo, jak idą przygotowania do gali fundacji? ” – zapytał Markus, a Wiktoria zwróciła się do Zofii, jakby była już częścią rodziny. Po kolacji Claire podeszła do niej z tajemniczym uśmiechem, gdy Markus i Wiktoria rozmawiali o fundacji, i poprowadziła ją do szklarni ukrytej za głównym domem. „Przychodził tu, kiedy stres w firmie robił się nie do zniesienia” – powiedziała Claire, wskazując na orchidee.

„A może po prostu idziesz dłuższą drogą do czegoś prawdziwego? ” – zapytała, nie czekając na odpowiedź. Zofia poczuła, jak ktoś staje za nią. Markus podszedł tak blisko, że poczuła ciepło jego ciała.

„Nie jestem twoim przypadkiem do ratowania” – powiedziała, ale on tylko się uśmiechnął. „Zgoda, choć zastrzegam sobie prawo od czasu do czasu kupić ci kolację bez sprzeciwu z twojej strony. Od czasu do czasu, nie cały czas. ”

Gdy w końcu od siebie odeszli, oboje ciężko dysząc, Markus przyłożył czoło do jej czoła.

Wrócili do domu, trzymając się za ręce. Zaczęła zadawać pytania, które zmuszały ludzi do myślenia w inny sposób, i powoli zdobywała szacunek wśród współpracowników. Markus zabierał ją do restauracji, o których tylko czytała w magazynach, a ona wciągała go do maleńkich taco barów w Queens, zmuszając do spróbowania prawdziwego jedzenia ulicznego. Chodzili do muzeów w tygodniu, kiedy tłumów prawie nie było.

Na gali fundacji Zofia stanęła przed tłumem, czując, że serce wali jej jak młotem. „Nie jestem przyzwyczajona do takich sal” – zaczęła, ale Markus odwrócił ją twarzą do siebie. „Jestem do tego przyzwyczajona” – powiedziała, ale on tylko się uśmiechnął. „Należysz do tego świata, bo Markus cię wybrał” – szepnęła Wiktoria, namawiając ją do przemówienia.

„Ale moi rodzice wierzyli, że edukacja to droga do lepszego życia” – powiedziała Zofia, a Markus przyciągnął ją do siebie. „Właśnie zebrałaś trzysta tysięcy dolarów. ”

„Wszystko doprowadziło mnie do ciebie” – powiedział, sięgając do kurtki i wyciągając aksamitne pudełko. Zofia spojrzała na niego, czując, że cały świat przestaje istnieć.

Miała mu powiedzieć, że to niemożliwe, że nie może przyjąć pierścionka od kogoś, kogo zna tak krótko. Ale zamiast tego pomyślała o wszystkich kłamstwach, które ich połączyły, i o prawdzie, która teraz stała między nimi. „Musisz wiedzieć, kim naprawdę jestem” – wyszeptała, a on otworzył pudełko.