Po tych słowach poszła prosto do kuchni. Przycisnęłam twarz do zimnych płytek podłogowych, a łzy spływały mi po skroniach do uszu. Kazał liczyć do trzech, ale nie bierz tego do siebie. Nie minęło dwadzieścia minut, a w drzwiach mojej sali pojawiło się dwoje policjantów.

Jeśli druga strona nie przyzna się do winy, łatwo może dojść do sytuacji słowo przeciwko słowu. Przewinęłam wiadomości do dnia, w którym dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć bliźnięta. Zadzwoniłam do Pawła. Policja przyszła do firmy, a wychodząc, wyrzucił jabłko do kosza.
Agata czekała przy wejściu do klatki i zapytała, czy zamierzam walczyć do końca. Jutro zabiorę cię do kogoś, powiedziała. A zdrada małżeńska do tego. Otworzyła drzwi i odwróciła się do mnie, a potem zaprowadziła mnie do windy.
Mecenas Jankowski narysował strzałkę od „cywilne” do „karne”, odłożył marker, wrócił za biurko i wezwał asystentkę. Agata rzuciła mi kluczyki do samochodu, rozłączyła się i szybko wróciła do auta. Obróciła do mnie laptopa. Ale co ciekawe, pozostali pracownicy z jego działu w te same dni wychodzili o normalnej porze.
Wróć ze mną do domu, powiedziała, a chłód przenikał do szpiku kości. Do tej pory nawet nie przeprosiła. A teraz przychodzisz do mnie, pomyślałam, podchodząc do drzwi klatki. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka.
Paweł do ciebie przyszedł, dzwonił do mnie ochroniarz. Podeszłam do okna i usłyszałam: „No, no, Zuzanna, myślałam, że nie przetrwasz trzech rund”. Elżbieta domaga się odszkodowania za koszty leczenia, utracone zarobki i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę, łącznie 470 000 złotych. Roześmiani razem weszli do windy, a ona przyznała się do podejrzeń o zdradę.
Nawet nie powiedziałam do jakiego miasta, przewinęłam do dni delegacji. Zgasiła papierosa, wróciła do salonu, wzięła telefon i zadzwoniła do mecenasa Jankowskiego. Czekałam od rana do popołudnia, a potem weszła do swojego pokoju. Tego samego dnia adwokat Elżbiety złożył w sądzie kontrpozew, domagając się ode mnie odszkodowania za straty moralne w wysokości 20 000 złotych i publicznych przeprosin.
20 000. Trzy miesiące temu poszła do niego do firmy. Od razu zadzwoniła do mecenasa Jankowskiego, odwróciła się i weszła do środka. On pierwszy przedstawił żądania powoda: koszty leczenia, utracone zarobki, zadośćuczynienie za krzywdę moralną, łącznie 470 000 złotych.
Żądamy od pani Zuzanny odszkodowania za straty moralne w wysokości 20 000 złotych oraz publicznych przeprosin. Mecenas Jankowski odwrócił się do sędzi, podszedł do niej, a potem odwróciła się do Kingi. Dlaczego sygnał z pani telefonu pokazuje, że tego dnia między 20:15 a 20:45 był połączony z nadajnikiem na osiedlu, na którym mieszka pan Paweł? Nikt do mnie nie przyszedł.
Otworzyłam drzwi samochodu i weszłam do sądu. Mecenas Wilk tym razem nie prowadził obrony zmierzającej do uniewinnienia, ale do złagodzenia kary. Mówiła do Kingi, mówiła do Zuzanny, a potem odwróciła się do sędziego. Jego zeznania były w zasadzie takie same jak ostatnio, ale tym razem ton był jeszcze spokojniejszy, jakby relacjonował fakty niezwiązane z emocjami.
Wstałam i podeszłam do miejsca dla świadków, a za mną stała przy schodach. Mój mąż Paweł przyjechał do szpitala. Odwróciłam się do sędziego i usłyszałam: „Chodźmy do domu”. Ominął ją i podszedł do mnie, a ja cofnęłam się o krok do Agaty.
Wstałam, odwróciłam się i wsiadłam do samochodu. Czternaście dni od przerwy do wyroku. Wstałam, podeszłam do okna i odsunęłam zasłony. Przytuliłam twarz do zimnego nagrobka.
To było skomplikowane, trudne do opisania uczucie. Samochód wjechał do miasta.


