Zobaczyłam tę sukienkę i od razu poczułam, jak coś we mnie pęka. Trzydzieści tysięcy złotych za jeden wieczór, a przecież mówili, że ledwo wiążą koniec z końcem. Potem zobaczyłam, kogo Bartek przyprowadził do domu. Renata weszła z taką miną, jakby to ona była tu gospodynią.

– A ty nosisz sukienkę za trzydzieści tysięcy, torebkę za setki tysięcy, ale w środku jesteś pusta i śmierdzisz zgnilizną – warknęłam, robiąc krok do przodu, zmuszając ją do cofnięcia się. Bartek odwrócił się do pani Ewy, jego matki. Drżała, ręce przyciskała do piersi. – Trzysta tysięcy – wyszeptała.
– Jak to możliwe, żeby jeden posiłek kosztował trzysta tysięcy? Zadzwoniła do Bartka, a on powiedział jej coś, od czego oddech uwiązł jej w piersi. Najedliście się do syta, a teraz uciekacie. Proszę, wróćcie do hotelu.
Pan Bartosz wyraził się bardzo jasno. Nie wrócili do domu. Celowo czekali, żeby obejrzeć dramat do końca. Spokojnie podszedł do mnie Bartek.
Powiedział tylko: „Do domu, mamo, do domu”. Przywieźli go do domu zawiniętego w matę. Moje ręce były poobcierane do krwi. A potem pani Ewa powiedziała, że potrzeba pięciuset tysięcy.
Jeśli nie zdobędzie tej kwoty w ciągu miesiąca, grożą, że przyjdą do domu, odetną jej rękę, pomalują ściany i rozpowszechnią jej nagie zdjęcia w mediach społecznościowych. – Pięćset tysięcy to dla mnie niewielka kwota – powiedział Bartek – ale dla tych niewdzięczników nie dam ani grosza. Chodźcie szybko do środka – zwrócił się prosto do Bartka. Potrzeba co najmniej sześciuset pięćdziesięciu tysięcy.
Dla ciebie to pewnie drobne, ale dla duszy twojego ojca to dowód niezwykłego poświęcenia. Zaprojektowali projekt grobu za sześćset pięćdziesiąt tysięcy, prosząc o przelanie pieniędzy gotówką na konto pani Ewy. Z jej chciwością i długiem u lichwiarzy na pięćset tysięcy, który zagrażał Renacie, wiedziałam dokładnie, dokąd pójdą te pieniądze. Na pewno użyją pięciuset tysięcy na spłatę długu, by uratować życie Renaty.
Reszta, sto pięćdziesiąt tysięcy, trafi do ich kieszeni na zakup złota lub wakacje, a grób ojca Bartka w najlepszym razie wezwą lokalnego majstra, żeby go przemalował. – Sześćset pięćdziesiąt tysięcy na renowację całego kompleksu grobów ojca i przodków – powiedziała pani Ewa. – No widzisz, co mówił starszyzna – dodała Renata. – Sześćset pięćdziesiąt tysięcy to dla niego drobne.
Pośpiesznie sięgnęła do kieszeni, wyjmując telefon. Poprawiła ubranie, uśmiechając się, przekonana, że bomba zegarowa została wkrótce rozbrojona, ale zapomniały o jednym. – Obowiązek wobec ojca, sześćset pięćdziesiąt tysięcy, a nawet sześć i pół miliona bym nie żałował – powiedział Bartek, wstając i wkładając ręce do kieszeni spodni. Jej krzesło przewróciło się do tyłu.
– To ty podburzasz męża do niewdzięczności i dzielenia nas – warknęła pani Ewa, nie dbając już o prestiż. Wujkowie i krewni zbladli, pośpiesznie przywierając do ścian. – Dlaczego wchodzicie do mojego domu i robicie awanturę? – zapytałam.
– Hej, Renato – odezwał się ktoś z tyłu. – Pożyczyłaś od nas pięćset tysięcy na Hazard Online. Teraz w sumie jest to osiemset tysięcy. Osiemset tysięcy hazardu.
Twoja siostra jest mi winna osiemset tysięcy. Stworzył groźny dźwięk, zbliżając się do Renaty. Zostawili matkę i córkę same w środku zniszczenia, które same stworzyły. – A tak przy okazji – dodał Bartek – skoro grób mojego ojca jednak się nie osuwa, anuluję fundusz sześciuset pięćdziesięciu tysięcy.
Po tych słowach wsiedliśmy do samochodu. Dzwonili, że jeśli dziś wieczorem nie przyniosę ośmiuset tysięcy, by ją wykupić, złamią jej rękę. – Przysięgam, daj mi tylko te osiemset tysięcy tym razem – błagała Renata. – Osiemset tysięcy za życie twojej córki to dla mnie nie problem – powiedział Bartek – ale nie robię tego za darmo.
Odejmuję osiemset tysięcy na dług pani córki. Odejmuję kolejne dwieście tysięcy na koszty, które poniosłem na panią przez te wszystkie lata. Otrzyma pani na czysto trzysta tysięcy. Bartek zadzwonił, nakazując przelanie ośmiuset tysięcy na konto lichwiarza.
Przelano również trzysta tysięcy na konto pani Ewy. – Już po wszystkim – powiedział, wkładając telefon do kieszeni. Wieczorem wróciliśmy do naszej willi w Warszawie.


