Klara wróciła z pracy i wiedziała, że coś jest nie tak. Wojtek przywitał ją zbyt szerokim uśmiechem i nienaturalną troską. Już po pięciu latach małżeństwa znała te sygnały. W końcu wyciągnęła z niego prawdę.

Jego siostrzenica Hania, studentka, miała się do nich wprowadzić. „Jutro wieczorem” – powiedział, unikając jej wzroku. Próbował to ubrać w słowa o złej współlokatorce i drogim wynajmie w Warszawie. Klara wiedziała, że decyzja już zapadła, a jej zdanie jest tylko formalnością.
Zgodziła się z ciężkim sercem. Hania nie miała nic wspólnego z opowieściami o nieśmiałej, skromnej dziewczynie. W sobotę w drzwiach stanęła pewna siebie, głośna młoda kobieta z markowymi ciuchami i najnowszym iPhone’em. Wojtek patrzył na nią jak na cud.
Klara od razu poczuła, że to dopiero początek problemów. Rano znalazła zdemolowaną kuchnię, zjedzone zakupy na cały tydzień i Hanię, która bez mrugnięcia okiem powiedziała, żeby poszła do Żabki. I tak miało być każdego dnia. Hania przyprowadzała koleżanki, opróżniała lodówkę, zajmowała łazienkę, a Wojtek na wszystkie skargi żony odpowiadał, żeby nie dramatyzowała.
Klara stała się obcą osobą we własnym mieszkaniu. Punktem kulminacyjnym był piątek. Hania rzuciła Klarze stertę brudnych ubrań pod nogi. „Wybierz moje ubrania i zrób śniadanie” – zażądała.
A sekundę później posłała jej w twarz własne brudne majtki. Tego było za wiele. Klara zareagowała błyskawicznie. Wepchnęła majtki z powrotem w usta dziewczyny i powaliła ją na podłogę.
Wojtek wbiegł do pokoju, ale jedno słowo Klary posadziło go z powrotem na kanapie. „Siadaj”. Hania została postawiona przed wyborem: wyprowadzka albo życie według zasad. Wybrała zasady.
Przez chwilę było spokojnie. Ale Klara nie była naiwna. Hania siedziała cicho, ale wciąż manipulowała Wojtkiem, a Wojtek wstawiał się za nią. Kiedy Klara przypadkiem usłyszała telefon Wojtka do siostry, wszystko stało się jasne.
„Wszystko idzie zgodnie z planem. Klara na początku się stawiała, ale wiedziałem, że jej przejdzie” – mówił. Cała ta przeprowadzka była od początku ukartowana. Miała być darmową służącą dla jego rodziny.
Ostatnią kroplą była kolejna zjedzona lodówka i notatka od Hani z poleceniem pójścia do sklepu. Wojtek nazwał Klarę „zgorzkniałą jędzą”. I wtedy Klara zaczęła pakować. Najpierw rzeczy Hani do worków na śmieci, potem rzeczy Wojtka do sportowej torby.
„To jest mój dom. Ja tu decyduję” – powiedziała, gdy mąż próbował protestować. „Jutro dzwonię do prawnika”. Wyrzuciła ich oboje.
Hania płakała, Wojtek błagał, ale Klara pozostała nieugięta. Zamknęła drzwi, przesunęła meble z powrotem i otworzyła okna. Po raz pierwszy od miesiąca czuła, że jest u siebie.
Wiedziała, że przed nią trudna droga, ale wolała być sama, niż żyć z ludźmi, którzy jej nie szanują.


