Kopnięcie w żebra wyrzuciło mnie w powietrze. Uderzyłam w mahoniowy stolik, a czeski kryształ roztrzaskał się o podłogę. Odłamki wbiły się w moje ramię. Kolejne kopnięcie, potem trzecie.

Usłyszałam trzask łamanych kości. Wojciech Barański stał z boku i patrzył na to wszystko bez jednego słowa. W jego oczach błyszczała mroczna satysfakcja. Klaudia, skulona w ramionach gospodyni, posłała mi zwycięski uśmiech, który widziałam przez łzy bólu.
Jeszcze kilka godzin wcześniej wszystko wyglądało inaczej. Wróciłam do rezydencji po kolejnym dniu służby u jego matki, mając nadzieję na chwilę spokoju. Klaudia stanęła trzy stopnie wyżej, posyłając mi prowokacyjny uśmiech. A potem, jak bezwładna szmaciana lalka, rzuciła się do tyłu i z głośnym łoskotem upadła tuż przede mną.
W tej samej chwili do holu wpadł Wojciech. Odepchnął mnie brutalnie i chwycił w ramiona szlochającą kochankę. „Wojtku, proszę, nie obwiniaj Lidii. To była moja własna niezdarność” – łkała Klaudia, trzymając się za kostkę.
„Pewnie jest zła, że wczorajszego wieczoru zabrałeś na galę mnie, a nie ją. ”
Wiedziałam, że to kłamstwo. Wystarczyło sprawdzić kamery monitoringu w salonie. Ale Wojciech nigdy tego nie zrobił.
W tym domu łzy Klaudii były jedynym niezbitym dowodem, jakiego potrzebował. „Lidia, czy cię nie ostrzegałem? ” – syknął, zbliżając się do mnie. „Klaudia ma delikatne zdrowie.
Radzę ci schować tę obrzydliwą zazdrość. ”
„Nie popchnęłam jej. Sama skoczyła” – próbowałam się bronić. W odpowiedzi otrzymałam policzek, który odrzucił moją głowę w tył.
Metaliczny smak krwi zalał mi usta. „Naprawdę myślisz, że użyłaby własnego ciała, żeby wrobić taką bezużyteczną kurę domową jak ty? ” – jego głos był zimny jak ostrze. „Gdyby nie to, że spędziłaś ostatnie trzy lata, opiekując się moją matką, myślisz, że w ogóle miałabyś kwalifikację, by zostać panią Barańską?
”
W tym momencie coś we mnie pękło. Przez trzy lata gotowałam mu każdy posiłek. Dla jego kariery piłam za niego podczas niekończących się kolacji biznesowych, aż dorobiłam się wrzodów żołądka. Znosiłam pogardliwe spojrzenia jego matki.
Myślałam, że jeśli będę wystarczająco posłuszna, stopię to serce z kamienia. Jakaż byłam naiwna. Wojciech nawet już na mnie nie patrzył. „Klaudia spadła z trzeciego stopnia i uszkodziła kostkę.
Znacie moje zasady” – powiedział do ochroniarzy, którzy natychmiast wystąpili naprzód. „Lidia, skoro nie potrafisz kontrolować swoich rąk, nauczę cię, jak działają rzeczy w rodzinie Barańskich. ”
Zanim zdążyłam zareagować, pierwsze kopnięcie trafiło mnie w żebra. Potem drugie, trzecie.
Skuliłam się na podłodze, wypluwając świeżą krew na nieskazitelnie biały dywan. Kiedy w końcu przestali, Wojciech podszedł i rzucił mi w twarz plik dokumentów. „Dwa miliony za każdą złamaną kość. Osiem kopnięć, osiem złamanych żeber.
Ten czek na 16 milionów kupuje twoje absolutne milczenie. Weź pieniądze i zapomnij, co się dzisiaj wydarzyło. ”
Nie płakałam. Kiedy ból i rozpacz osiągają swój limit, zostają zastąpione przerażającą jasnością umysłu.
„Zmarnowałam trzy lata mojego życia, bawiąc się w dom ze wściekłym psem” – wydusiłam z siebie chrapliwie. Wojciech zmarszczył brwi, ale tylko zaśmiał się zimno. „Uparta. Zabierzcie ją stąd.
”
Wyrzucono mnie przed rezydencję jak worek na śmieci. Na zewnątrz lało jak z cebra. Leżałam w błocie, obserwując ciepłe światła willi i sylwetkę Wojciecha oddalającego się z ramieniem wokół Klaudii. Mrożący krew w żyłach uśmiech pojawił się na moich ustach.
„Dobrze, bardzo dobrze, Wojtku. Zasad, których mnie dziś nauczyłeś, nauczyłam się perfekcyjnie. ”
Udało mi się zatrzymać przejeżdżający samochód. Dobry samarytanin zawiózł mnie do najbardziej oddalonego prywatnego szpitala we Wrocławiu.
Młody lekarz dyżurny trząsł się, oglądając moje zdjęcia rentgenowskie. „Osiem złamanych żeber, trzy są poważnie przemieszczone. Są milimetry od przebicia płuc. Gdzie jest pani rodzina?
”
„Nie mam rodziny” – odpowiedziałam spokojnie. „Sama podpiszę dokumenty. Zróbcie stabilizację i podajcie środki przeciwbólowe. Spieszę się.
” Lekarz spojrzał na mnie jak na wariatkę, ale ustąpił. Kiedy specjalistyczny gorset został zapięty wokół mojej klatki piersiowej, zamknęłam oczy. Fragmenty wspomnień przewijały się przez mój umysł. Trzy lata temu rodzina Barańskich była na skraju bankructwa.
Klęczałam wtedy w strugach deszczu przed posiadłością Sokołowskich w Konstancinie, przez 24 godziny, aż moje czoło zaczęło krwawić. Wszystko po to, by zdobyć kapitał, który wyciągnie ich z przepaści. Ukrywałam swoją prawdziwą tożsamość. Byłam Wiktorią Sokołowską, jedyną dziedziczką gigantycznej grupy.
Wyszłam za Wojciecha, używając drugiego imienia Lidia, i przyniosłam fundusze, które ocaliły jego rodzinę. Wierzyłam, że w zamian otrzymam prawdziwą miłość. Ostatecznie chroniłam jadowitego węża, który mnie ukąsił. Po zabiegu odrzuciłam zalecenie pozostania w szpitalu.
Wyciągnęłam z kieszeni czarny, wysoce zaszyfrowany telefon, którego nie włączałam od trzech lat. Wybrałam jedyny numer na liście kontaktów. Odebrano natychmiast. „Panienko Wiktorio” – usłyszałam drżący głos pana Henryka.
„Proszę po mnie przyjechać. Skończyłam się bawić. ” – powiedziałam cicho. „Tak, panienko.
Proszę dać nam 10 minut. Natychmiast poderwiemy prywatny odrzutowiec medyczny. ” Rozłączyłam się i podarłam czek na 16 milionów na drobne kawałki. Następnego ranka Wojciech siedział przy śniadaniu, gdy kamerdyner oznajmił mu, że wszystkie rzeczy Lidii zniknęły.
„Jakie bzdury opowiadasz? ” – warknął. „Dziś rano ochrona osiedla zgłosiła, że 12 opancerzonych majbachów na warszawskich blachach dyplomatycznych przebiło szlabany i zaparkowało przed naszym domem” – wyjąkał kamerdyner. „Zlikwidowali każdy ślad związany z Lidią.
” Wojciech zamarł. Po raz pierwszy poczucie absolutnej wyższości pękło, a przez szczelinę zaczął sączyć się niewytłumaczalny strach. Kilkaset kilometrów dalej w Warszawie leżałam w ogromnej wannie w posiadłości Sokołowskich. Mój ojciec, Artur Sokołowski, wszedł do łazienki.
Na widok fioletowych krwiaków na moich plecach jego oczy poczerwieniały. „Moja córko. Przez jakiegoś śmiecia. ” „Tato, potraktuj te trzy lata jako bardzo kosztowne czesne za życiową lekcję” – powiedziałam spokojnie.
„Ale już opłaciłam lekcje. Teraz nadszedł czas, by ściągnąć odsetki. ” Odwróciłam się do pana Henryka. „Jaki jest najsłabszy punkt firmy Wojciecha?
” „Głównym wsparciem finansowym grupy Barańskich jest dział Venture Capital naszej własnej korporacji. Istnieje tylko dlatego, że w przeszłości kazała nam go pani potajemnie wspierać. ” „Doskonale. Od tej chwili zamroźcie cały przepływ gotówki.
Chcę, aby w ciągu siedmiu dni grupa Barańskich znalazła się w ślepym zaułku. I chcę, żeby Wojciech Barański ostatecznie przyczołgał się na kolanach, by błagać mnie o litość. ”
Klimat gospodarczy we Wrocławiu zmienił się w ciągu 48 godzin. O 10 rano telefon w gabinecie Wojciecha zaczął dzwonić jak oszalały.
„Panowie, kredyt pomostowy w wysokości dwóch miliardów złotych został zamrożony. Grupa Sokołowskich ogłosiła bezterminowe wycofanie wszystkich inwestycji i globalny nakaz bojkotu finansowego przeciwko grupie Barańskich” – wyjąkał asystent. Wojciech próbował dzwonić do dyrektora Sokołowskich, ale numer był niedostępny. Jego imperium rozpadło się w 10 minut.
„Przygotujcie odrzutowiec. Lecę do Warszawy” – ryknął z desperacją. W Warszawie czekałam na niego w ekskluzywnej restauracji „Korona”. Siedziałam spokojnie w strefie VIP, w czarnej aksamitnej sukni, sącząc herbatę Earl Grey.
Kiedy Wojciech i Klaudia wpadli do środka, Klaudia od razu mnie zauważyła. „Lidia, ty bezwstydna suko. Wzięłaś pieniądze Wojtka i udajesz, że należysz do wyższych sfer. Wynoś się stąd natychmiast!
” – wrzasnęła i zamachnęła się, by mnie spoliczkować. Nie mrugnęłam. Ochroniarz stojący po mojej lewej stronie złapał jej nadgarstek jak stalowym imadłem i wykręcił. Trzask.
Krzyk Klaudii przeszył całą salę. Drugi ochroniarz pchnął jej twarz w stronę wrzącego bulionu na pobliskim stole. Para oparzyła jej skórę. „Wojtku, ratuj mnie!
Moja twarz! ” – szlochała. Kiedy Wojciech ruszył, by jej pomóc, ochroniarz wymierzył mu kopnięcie z tyłu kolan. Wojciech padł na marmur, a ogromna dłoń przygwoździła go do podłogi.
Wszystko trwało trzy sekundy. Odstawiłam filiżankę i podeszłam do niego. „Zapomniałeś, że to nie Wrocław. Tutaj gra się według moich zasad.
” „Czym ty u diabła jesteś? ” – ryknął. „Skąd wiesz o tych miliardach? To ty?
To niemożliwe. Jesteś tylko sierotą. ” Nie odpowiedziałam. Spojrzałam na Klaudię, która zsikała się ze strachu, unieruchomiona nad wrzącym bulionem.
„We Wrocławiu nadużywałeś władzy, żeby wywołać u niej uśmiech. Złamałeś mi osiem żeber. W Warszawie nie muszę nadużywać władzy. Ponieważ to ja jestem władzą.
” Podniosłam rękę. Ochroniarze wywlekli ich do wyjścia, jakby byli śmieciami. „Proszę kazać umyć tę podłogę środkiem dezynfekującym” – powiedziałam obojętnie. „Śmierdzi.
”
Następnego ranka, w deszczu, Wojciech stał przed wieżą Sokołowskich przez trzy godziny, próbując dostać się do środka. Kiedy konwój opancerzonych rolls-royceów zatrzymał się przed budynkiem, a dyrektorzy pokłonili się nisko, wysiadłam. Wojciech krzyknął: „Lidia, przespałaś się z tym starcem, żeby się na mnie zemścić! ” Pan Henryk wręczył mi teczkę.
Rzuciłam nią w jego twarz. „Ta korporacja Sokołowskich, której próbowałeś się przypodobać, nosi moje nazwisko. Jestem jej posiadaczką w 100%. ” Dokumenty rozsypały się w błocie.
Wojciech zobaczył czerwone pieczęcie korporacyjne i w rubryce „beneficjent rzeczywisty” dwa słowa: Wiktoria Sokołowska. „Nazywam się Wiktoria Sokołowska. Jestem tą idiotką, która kiedyś wierzyła, że taki śmieć jak ty zasługuje na szczere serce. Ale już się obudziłam.
Lubisz mówić o zasadach, prawda? W świecie wielkiego kapitału to ja jestem zasadami. ”
Odwróciłam się i zaczęłam wchodzić po schodach. „Wykupcie cały jego dług.
Chcę, żeby żył. Chcę, żeby budził się każdego ranka w strachu, który dla niego zaprojektowałam. Róbcie to powoli. Nie pozwólcie mu umrzeć zbyt szybko.
”
Wojciech utknął w Warszawie. Żadna linia lotnicza nie sprzedała mu biletu. Żaden hotel nie dał mu noclegu. Ostatecznie schronił się z Klaudią w obskurnym motelu na Pradze.
Każdego ranka o 6:00 kurier doręczał mu czarną kopertę. W środku było zdjęcie rentgenowskie – osiem złamanych żeber Lidii. Pierwszego dnia podarł je wściekle. Trzeciego dnia drżały mu ręce.
Piątego dnia, gdy usłyszał pukanie, schował się w kącie jak przerażony szczur. Klaudia, widząc jego całkowitą ruinę, zdjęła maskę. „Ty bezużyteczny śmieciu! Zmarnowałam na ciebie młodość!
” – wrzeszczała, drapiąc go po twarzy. Wojciech chwycił ją za szyję. „Gdyby nie ty! Gdybyś nie wrobiła Wiktorii!
” Zaczęli tarzać się po podłodze jak wściekłe psy. Dokładnie tego chciałam. Patrzyłam na nagrania w apartamencie prezydenckim hotelu Raffles. „Panienko Wiktorio, to dopiero druga faza” – powiedział pan Henryk.
„Wiem. Aby zniszczyć mężczyznę, trzeba najpierw zniszczyć jego serce. Wypuśćcie nagranie. ” Kiedy Wojciech klęczał w swoim brudnym pokoju, pod drzwiami pojawił się telefon.
Z głośnika popłynął głos Klaudii: „Och, prezesie Chmielewski, Wojtek to teraz tylko żałosny żebrak. Wiesz, że sama rzuciłam się ze schodów, żeby wrobić Lidii? A Wojtek, ten idiota, kazał połamać jej osiem żeber. Od dźwięku łamanych kości miałam gęsią skórkę.
” Wojciech zwymiotował gorzką żółć. Wszystko było kłamstwem. Kobieta, którą traktował jak skarb, była tanią oportunistką. A kobietę, która naprawdę go kochała, kazał połamać.
Przegrał absolutnie. Nie tylko ekonomicznie, ale i emocjonalnie. W jego oczach pojawiło się szaleństwo. Wyciągnął z materaca zmięty czek na 40 milionów złotych z tajnego szwajcarskiego konta.
Nie chciał już odbudowywać życia. Chciał tylko zobaczyć, jak Wiktoria upada. Dwie noce później, w opuszczonych magazynach stoczni, czarny van zatrzymał się w deszczu. Mężczyźni z maczetami wyciągnęli mnie siłą.
Moje ręce były związane, płaszcz pokryty błotem. Ale w moich oczach nie było ani kropli strachu. Wojciech siedział na zardzewiałej beczce, bawiąc się pistoletem Browninga. Był wychudzony, z zapadniętymi oczami i szaleństwem w spojrzeniu.
„Wiktoria Sokołowska, wszechpotężna prezes. Myślisz, że twoi ludzie mogą cię tu znaleźć? Wynajęłam prawdziwego króla podziemia – Ryszarda Kruka. Ma 3000 uzbrojonych ludzi.
Twoje pieniądze nie znaczą nic wobec karabinów Kruka. ” „Ach tak. W takim razie lepiej módl się, by ten bóg, którego wezwałeś, miał twarde kości. ”
Wtedy żelazne drzwi magazynu otworzyły się z hukiem.
Ponad setka uzbrojonych mężczyzn w taktycznych kamizelkach zalała halę, spychając przestępców pod ściany. Tłum rozstąpił się i wszedł krępy mężczyzna w garniturze z cygarem – Ryszard Kruk Krukowski. Wojciech podbiegł do niego jak pies. „Szefie, proszę się pozbyć tej kobiety!
” Kruk rozejrzał się. „Gdzie jest cel? ” Jego spojrzenie spoczęło na mnie. Cygaro wypadło mu z ust.
Krew odpłynęła mu z twarzy. Padł na kolana w błoto. „Panienko Wiktorio! Jestem ślepy.
Zasługuję na śmierć! ” Zaczął uderzać czołem o stalową płytę. „Błagam o wybaczenie! ” Za nim, jak kostki domina, padło na kolana ponad stu ludzi.
Broń opadła na ziemię. Wojciech patrzył, nie rozumiejąc. „Rozwiążcie mnie” – powiedziałam tylko. Kruk zerwał się i gołymi rękami zaczął rwać liny, łamiąc sobie paznokcie.
Ocierając palce podanym ręcznikiem, rzuciłam go w twarz Krukowi. „Masz zbyt krótkie ręce, by boksować się z Bogiem. Wygląda na to, że układ sił w podziemiu potrzebuje zmiany krajobrazu. ”
Podeszłam do Wojciecha.
„Przed chwilą powiedziałeś, że zasady podziemia to coś, czego nigdy nie zrozumiem. ” Wojciech padł na kolana. „Lidia, myliłem się. Błagam, wybacz mi.
To Klaudia mnie oszukała. ” Moja dłoń wystrzeliła. Uderzenie odrzuciło go do tyłu, wypluł krew i zęby. „Nigdy więcej nie wymawiaj mojego imienia tymi obrzydliwymi ustami.
” Wyciągnęłam z kieszeni resztki czeku na 16 milionów. „Naprawdę myślisz, że padnięcie na kolana wymaże wszystko, co zrobiłeś? ” Wbiłam obcas w jego dłoń. Przekręciłam.
„Dałam ci szansę. Kiedy kazałeś złamać mi osiem żeber. Kiedy rzuciłeś mi w twarz miliony. Kiedy mnie zdeptałeś dla kobiety, która tylko cię wykorzystywała.
” Puściłam go. „Panie Henryku. Zajmijcie się tym śmieciem. Lubi łamać kości, prawda?
Upewnijcie się, że zapamięta, co oznacza ból. Potem wyślijcie go do najlepszej kliniki. Chcę, żeby spędził resztę życia przykuty do łóżka. W pełni świadomy.
”
Obudził się w pokoju operacyjnym. Każdy ruch sprawiał mu ból nie do opisania. Rurka intubacyjna uniemożliwiała mu mówienie. Lekarz w złotych okularach czytał z teczki: „37 skomplikowanych złamań.
Pana nogi i rzepki zostały zniszczone. Nigdy więcej pan nie będzie chodził. Ścięgna prawego ramienia zerwane. Czwarty i piąty kręg lędźwiowy doznały miażdżącego urazu.
Rdzeń kręgowy został całkowicie przerwany. Mówiąc prościej: od szyi w dół jest pan trupem. ” Wojciech przestał oddychać. „Utrzymamy pana przy życiu.
Pan Henryk opłacił z góry 50 lat pełnego pobytu w tym apartamencie. Instrukcje są jasne: używajcie najdroższych leków, kupujcie organy. Pod żadnym pozorem nie wolno nam pozwolić panu umrzeć. Utrzymujcie go w pełni przytomnego w jego własnym, gnijącym ciele.
” Do sali weszło pięciu agentów Centralnego Biura Śledczego. „Wojciech Barański, zostaje pan aresztowany. Oszustwa korporacyjne, przestępstwa karnoskarbowe na ponad miliard złotych, wynajęcie zorganizowanej grupy przestępczej. Pana konta zablokowane, nieruchomości zajęte.
Grupa Barańskich ogłosiła upadłość. Posiada pan teraz mniej pieniędzy niż bezdomny na dworcu. ” Na koniec do sali wjechał wózek inwalidzki. Jego matka, sparaliżowana po udarze, aresztowana za pranie brudnych pieniędzy.
Matka i syn spojrzeli na siebie, dzieląc tę samą absolutną rozpacz. Alarmy zaczęły wyć, gdy Wojciech zapadł w śpiączkę. W ciemności wróciło jedno wspomnienie: deszczowa noc sprzed trzech lat, Lidia klęcząca w błocie i krwi, błagająca o pomoc, by ocalić jego firmę. Gdyby tylko okazał jej odrobinę człowieczeństwa, byłby teraz jednym z najbardziej podziwianych ludzi w Polsce.
Ale los nie daje drugich szans. W areszcie na Grochowie Klaudia siedziała w pomarańczowym drelichu. Ogromna blizna po oparzeniu pokrywała prawą połowę twarzy. Włosy miała ścięte prawie na łyso.
Główny prawnik grupy Sokołowskich czytał dokument: „Jest pani oskarżona o wymuszenia, sprzeniewierzenie funduszy i współudział w pobiciu. Grozi pani minimum 15 lat o zaostrzonym rygorze. Wszyscy mężczyźni z pani telefonu poszli na współpracę z prokuraturą. Została pani porzucona jak zakażona szmata.
” „Chcę zobaczyć Wiktorię! ” – wrzasnęła, uderzając głową o szybę. „Jesteś tylko drobinką kurzu pod jej butem. Samo usłyszenie twojego imienia zabrudziłoby jej uszy.
Przygotuj się na długą karierę w więziennej szwalni. ” Wyszedł, nie oglądając się. Sztuczki uwodzenia, manipulacje, kłamstwa – wszystko to nie było warte niczego w obliczu prawdziwej władzy. Pół miesiąca później drapacz chmur, który kiedyś nosił logo grupy Barańskich, lśnił złotymi literami: Grupa Sokołowskich.
Stary kamerdyner Antoni, który stracił jedyne źródło utrzymania po upadku rodziny, stał przy bocznym wejściu, próbując dostać pracę. Młody ochroniarz wyśmiał go: „Znajdziesz tu pracę? Znasz samą prezes? A ja jestem prezydentem Polski.
Wynoś się! ” Wtedy przed budynek wjechało sześć opancerzonych majbachów. Prezes regionalny wybiegł i spoliczkował ochroniarza tak mocno, że ten odleciał kilka metrów. Pan Henryk wysiadł z pojazdu i skłonił się przed starym kamerdynerem pod kątem 90 stopni.
„Wycierpiałeś zbyt wiele. Panienka Wiktoria bardzo dużo o panu myślała. Wiatry są tu zbyt zimne. Osobiście wysłała mnie, bym pana stąd zabrał.
Rezydencja w Konstancinie jest przygotowana. Będzie pan honorowym wiceprezesem do spraw wewnętrznych. Przez resztę życia nikt nie okaże panu braku szacunku. ” Starzec wybuchnął płaczem.
W wieży Sokołowskich obserwowałam transmisję. Przez trzy lata, gdy traktowano mnie jak śmiecia, tylko jedna osoba nie kopała mnie, gdy leżałam na ziemi. Stary kamerdyner płakał za zamkniętymi drzwiami. Wiktoria Sokołowska nigdy nie zapomina długu wdzięczności.
„Cały płynny kapitał uzyskany z likwidacji grupy Barańskich. Wypłaćcie go. Tworzymy międzynarodową fundację charytatywną. Nazwa: Projekt Poczwarka.
Zbierzcie zespół prawniczy, zbudujcie schroniska. Chcę użyć brudnych pieniędzy Wojciecha, aby ratować kobiety, które padły ofiarą przemocy domowej. Chcę stać się zbroją dla tych ofiar. ”
Tej nocy Zamek Królewski został wynajęty przez grupę Sokołowskich.
Najpotężniejsi ludzie biznesu czekali w ciszy. Punktualnie o 20:00 światła przygasły. Weszłam w czarnym aksamitnym garniturze, z herbem rodziny – czarno-złotą różą – lśniącym na klapie. Stary magnat, Ryszard Zaleski, uderzył laską.
„Wiktorio, twoje metody są zbyt okrutne. Zniszczenie całej rodziny łamie niepisane zasady biznesu. ” Pstryknęłam palcami. Asystent podał mu tablet.
„W ciągu ostatnich 10 minut główne akcje pana firmy spadły o 30%. ” Zaleski zbladł. Wzięłam mikrofon. „Robienie sojuszników, a nie wrogów, to zasada starego systemu zbudowanego na krwi słabszych.
Wielu z was jest przyzwyczajonych do używania pieniędzy, by deptać godność innych. Jeśli tryby kapitalizmu są splamione niewinną krwią i napędzane przemocą domową, grupa Sokołowskich nie będzie miała problemu z tym, by te tryby zniszczyć. Nie można negocjować z diabłem. Jedynym sposobem, by stawić mu czoła, jest pokazanie mu, jak wygląda prawdziwe piekło.
Od dzisiaj grupa Sokołowskich zamyka swoje inwestycje przed jakąkolwiek firmą lub osobą, która zdradzi zaufanie, zniszczy rodzinę lub weźmie udział w przemocy domowej. W mojej grze może wam brakować pieniędzy, kontaktów, wpływów. Ale nie może wam brakować zasad. ” Sala eksplodowała brawami.
Magnaci wstawali jeden po drugim, oddając hołd nowej władczyni. Stałam nieruchomo na szczycie, delikatnie gładząc miejsce, gdzie kiedyś były złamane żebra. Nie było już bólu, tylko siła. Siła twardsza niż tytan.
Czarno-złota róża, która narodziła się w piekle, rozkwitła na absolutnym szczycie władzy. I od tego momentu nikt już nigdy jej nie złamie.


