DOM, KTÓRY MILCZAŁ
ROZDZIAŁ 2 — CZŁOWIEK Z KASETY
Taśma zatrzymała się.
W gabinecie zapadła cisza tak głęboka, że Klara słyszała własny oddech.
Patrzyła na Adriana.
— Powiedz, że to nieprawda.
Adrian nie odpowiedział.
Za drzwiami Helena uderzyła pięścią.
— Otwórzcie!
Klara nawet nie drgnęła.
— Powiedz to.
Adrian spojrzał na magnetofon.
— Twój ojciec nie kłamał.
Klara cofnęła się.
— Więc kim jesteś?
Adrian przetarł dłonią twarz.
Nagle nie wyglądał jak człowiek, który przez całe życie miał wszystko pod kontrolą.
Wyglądał jak chłopiec przyłapany na czymś, czego nie potrafił już ukryć.
— Nazywam się Adrian Wysocki — powiedział cicho.
— To nie jest odpowiedź.
— To jedyne nazwisko, jakie znam.
— Nie pytam o nazwisko!
Klara uderzyła dłonią w biurko.
— Pytam, dlaczego mój ojciec powiedział, że nie jesteś moim bratem!
Za drzwiami Helena zaczęła szarpać klamkę.
— Klara! Otwórz!
Adrian spojrzał na drzwi.
— Ona chce, żebyś uwierzyła, że to wszystko dotyczy mnie.
— A nie dotyczy?
— Nie.
Adrian wyjął z kieszeni małą fotografię.
Położył ją przed Klarą.
Na zdjęciu był Daniel Wysocki.
Młodszy o kilkanaście lat.
Stał obok nieznanej kobiety.
Kobieta trzymała niemowlę.
Klara wzięła zdjęcie do ręki.
Odwróciła je.
Na odwrocie widniała data.
12 maja 2004.
— To rok, w którym się urodziłam.
Adrian skinął głową.
— Dwa miesiące przed twoimi narodzinami.
Klara spojrzała na kobietę.
— Kto to?
— Anna.
— Anna kto?
Adrian milczał.
— Adrian.
— Anna Wysocka.
Klara zamarła.
— Nasza babcia?
— Nie.
— Więc?
Adrian spojrzał jej prosto w oczy.
— Pierwsza żona twojego ojca.
Klara upuściła zdjęcie.
Za drzwiami Helena przestała krzyczeć.
Nastała cisza.
— Mój ojciec był żonaty przed mamą?
— Tak.
— Dlaczego nikt mi nie powiedział?
— Bo Anna nie żyła, kiedy się urodziłaś.
Klara przełknęła ślinę.
— Co się z nią stało?
Adrian odwrócił wzrok.
— Zniknęła.
Klara pokręciła głową.
— Ludzie nie znikają.
— W tej rodzinie czasami tak.
Wtedy klamka gwałtownie opadła.
Drzwi otworzyły się.
Helena weszła do środka.
W jednej ręce trzymała klucz.
W drugiej telefon.
Jej twarz była mokra od łez.
— Oddaj mi kasetę.
Klara cofnęła się.
— Nie.
— Klara, proszę.
— Przez siedemnaście lat mówiłaś, że ojciec miał problemy z pamięcią.
Helena milczała.
— Mówiłaś, że był chory.
Milczenie.
— Mówiłaś, że nie powinien podejmować decyzji.
Helena zacisnęła palce na telefonie.
— Bo tak było.
— Kłamiesz.
— Nie.
Klara podniosła zdjęcie.
— Kim była Anna?
Helena spojrzała na fotografię.
Jej twarz nagle się zmieniła.
— Skąd to masz?
— Od Adriana.
Helena zamknęła oczy.
— Powinien był spalić to zdjęcie.
Adrian zrobił krok do przodu.
— Właśnie dlatego nigdy ci nie ufałem.
Helena spojrzała na niego.
— A ja uratowałam ci życie.
— Nie.
— Dałam ci nazwisko.
— Ukradłaś mi życie.
Helena uderzyła go otwartą dłonią.
Klara drgnęła.
Adrian odwrócił głowę.
Przez moment nikt się nie odezwał.
Potem Adrian spojrzał na matkę.
— Właśnie o tym mówił ojciec.
Helena pobladła.
Klara podeszła bliżej.
— Co zrobiłaś?
— Nic.
— Co zrobiłaś?
— Klara, nie rozumiesz.
— To mi wytłumacz!
Helena wskazała na Adriana.
— On miał pięć lat.
Klara spojrzała na brata.
— Pięć?
— Jego matka zmarła.
Adrian zacisnął szczękę.
Helena mówiła dalej:
— Daniel znalazł go w domu dziecka. Zabrał go do nas. Chciał go adoptować.
Klara spojrzała na Adriana.
— I?
— I wtedy urodziłaś się ty.
Helena odwróciła wzrok.
— Daniel zmienił zdanie.
Adrian zaśmiał się gorzko.
— Nie. To ty zmieniłaś jego zdanie.
— Adrian…
— Powiedziałaś mu, że jeśli mnie nie odda, zabierzesz Klarę i odejdziesz.
Klara patrzyła na matkę.
— To prawda?
Helena nie odpowiedziała.
Adrian uderzył dłonią w biurko.
— Powiedz jej!
— Byłam przerażona!
— Nie! Byłaś zazdrosna!
Helena cofnęła się.
— Chciałam ochronić swoją córkę.
— Przed kim?
Adrian spojrzał na Klarę.
— Przede mną.
Klara poczuła zimno na karku.
— Dlaczego?
Helena zaczęła płakać.
— Bo Daniel uważał, że…
Nagle rozległ się dźwięk telefonu.
Helena spojrzała na ekran.
Jej twarz zbladła.
Adrian zauważył to.
— Kto dzwoni?
— Nikt.
— Pokaż.
Helena schowała telefon.
Adrian ruszył w jej stronę.
— Kto to?
— Powiedziałam: nikt.
Klara wyciągnęła rękę.
— Daj mi telefon.
Helena cofnęła się.
— Nie.
— Daj.
— Klara…
Telefon ponownie zawibrował.
Na ekranie pojawiło się jedno zdanie.
„JEŚLI WŁĄCZYŁAŚ KASETĘ, CZAS SIĘ SKOŃCZYŁ.”
Klara przeczytała wiadomość.
— Kto to wysłał?
Helena milczała.
Adrian wyrwał jej telefon.
— Cholera.
— Adrian?
Przeczytał wiadomość jeszcze raz.
Potem drugą.
„WIEDZĄ JUŻ O GARAŻU.”
Adrian spojrzał na Klarę.
— Musimy tam iść.
Helena rzuciła się do drzwi.
— Nie!
Adrian zagrodził jej drogę.
— Dlaczego?
— Bo to nie jest bezpieczne.
— Co jest w garażu?
Helena spojrzała na nich oboje.
— Dowód.
— Na co?
— Na to, że Daniel nie zginął przypadkiem.
Cisza.
Klara poczuła, jak coś zaciska jej gardło.
— Co powiedziałaś?
Helena odwróciła wzrok.
— Twój ojciec nie miał wypadku.
Adrian zamarł.
— Powiedziałaś mi, że zasnął za kierownicą.
— Wiem.
— Powiedziałaś, że droga była mokra.
— Wiem.
— Powiedziałaś, że policja…
— Wiem!
Jej krzyk odbił się od ścian.
Klara patrzyła na matkę.
— Kto go zabił?
Helena pokręciła głową.
— Nie wiem.
Adrian złapał ją za ramiona.
— Nie kłam!
Klara chwyciła go za rękę.
— Puść ją.
— Ona nas okłamywała przez lata!
— Powiedziałam: puść!
Adrian spojrzał na Klarę.
Powoli odsunął ręce.
Helena osunęła się na krzesło.
— Nie zabiłam go — wyszeptała.
Klara podeszła bliżej.
— Ale wiesz, kto to zrobił.
Helena spojrzała na nią.
— Wiem tylko, kto miał powód.
— Kto?
Helena nie zdążyła odpowiedzieć.
Z dołu dobiegł huk.
Jakby ktoś przewrócił ciężką szafę.
Adrian natychmiast ruszył do drzwi.
— Zostańcie tutaj.
Klara pobiegła za nim.
— Nie.
— Klara!
— Nie zostanę sama z matką po tym wszystkim.
Zbiegli po schodach.
W holu nikogo nie było.
Drzwi wejściowe stały otwarte.
Deszcz wpadał do środka.
Na podłodze leżały mokre ślady butów.
Prowadziły w stronę tylnego wyjścia.
Adrian przykucnął.
— Ktoś tu był.
Klara spojrzała w stronę ogrodu.
— Garaż.
Wybiegli.
Deszcz natychmiast przemoczył ich ubrania.
Stary garaż stał na końcu posiadłości.
Klara wsunęła klucz do zamka.
Nie pasował.
— Co jest?
Adrian wyjął drugi klucz z kieszeni.
Ten z metalowej kasety.
Wsunął go do zamka.
Klik.
Drzwi się otworzyły.
W środku pachniało kurzem i benzyną.
Stary samochód Daniela stał przykryty plandeką.
Klara zatrzymała się.
— To ten samochód?
Adrian skinął głową.
— Mówili, że został zabrany na złom.
Klara podeszła.
Zdjęła plandekę.
Samochód był cały.
Bez śladów wypadku.
Bez uszkodzeń.
Na siedzeniu kierowcy leżała stara koperta.
Klara otworzyła drzwi.
Podniosła ją.
Na kopercie było jej imię.
KLARA.
— Znowu ja — wyszeptała.
Adrian stanął obok.
— Otwórz.
W środku znajdował się klucz USB.
I kartka.
Klara przeczytała:
„Nie ufaj człowiekowi, który twierdzi, że jest moim synem.”
Klara powoli podniosła głowę.
Adrian patrzył na nią.
— Co tam jest?
Klara nie odpowiedziała.
Odwróciła kartkę.
Na odwrocie znajdowało się kolejne zdanie.
„Jeśli Adrian jest z tobą, to znaczy, że Helena już nie kontroluje sytuacji.”
Adrian cofnął się.
— Klara…
— Nie podchodź.
— Posłuchaj mnie.
— Nie.
— Twój ojciec próbował nas ochronić.
— Przed kim?
Adrian nie odpowiedział.
Klara uniosła telefon.
— Przed tobą?
Adrian zrobił krok w tył.
— Nie jestem twoim wrogiem.
— Więc dlaczego ojciec ostrzegał mnie przed tobą?
Adrian spojrzał na samochód.
— Bo nie znał całej prawdy.
Wtedy z tyłu garażu rozległ się metaliczny trzask.
Oboje odwrócili się.
Drzwi na drugim końcu pomieszczenia powoli się otworzyły.
Stał tam Jan.
Trzymał latarkę.
I starą metalową skrzynkę.
— Panie Janie?
Starszy mężczyzna zamknął drzwi za sobą.
— Powinniście byli zostać w domu.
Adrian ruszył w jego stronę.
— Co pan wie?
Jan postawił skrzynkę na ziemi.
— Wszystko.
Klara spojrzała na niego.
— Czy mój ojciec został zamordowany?
Jan przez chwilę milczał.
Potem skinął głową.
— Tak.
Adrian zesztywniał.
— Kto?
Jan spojrzał najpierw na Adriana.
Potem na Klarę.
— Twój ojciec nie został zabity przez obcego człowieka.
Klara poczuła ciężar w żołądku.
— Przez kogo?
Jan wskazał na metalową skrzynkę.
— Przez kogoś, kto siedział przy tym stole w noc jego śmierci.
Adrian cofnął się.
Klara przypomniała sobie twarze.
Matkę.
Brata.
Martę.
Ciotki.
Kuzynów.
— Kto?
Jan otworzył skrzynkę.
W środku znajdował się stary telefon.
I zegarek Daniela.
Wskazówki zatrzymały się na 23:17.
Jan powiedział:
— O 23:17 twój ojciec zadzwonił do mnie.
Klara wzięła telefon.
— Co powiedział?
Jan spojrzał na drzwi garażu.
— Powiedział tylko jedno.
— Co?
Starszy mężczyzna ściszył głos.
— „Jan, jeśli mnie zabiją, nie pozwól Klarze wrócić do domu.”
Klara znieruchomiała.
— Dlaczego?
Jan spojrzał jej prosto w oczy.
— Bo powiedział, że człowiek, który go zabije, będzie próbował zabić również ciebie.
W tej samej chwili światła w garażu zgasły.
Ciemność.
Klara poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
Krzyknęła.
Adrian szarpnął ją do siebie.
— To ja!
Jan uniósł latarkę.
Na ścianie za samochodem pojawił się cień.
Nie należał do żadnego z nich.
Jan odwrócił latarkę.
Tylne drzwi garażu były otwarte.
Ktoś uciekł.
Na mokrej podłodze leżał telefon.
Klara podniosła go.
Ekran właśnie się podświetlił.
Nowa wiadomość.
„Klara, jeśli chcesz wiedzieć, kto zabił twojego ojca, przyjdź sama do starej szklarni.”
Poniżej znajdowało się zdjęcie.
Zdjęcie zrobione kilka sekund wcześniej.
Klara.
Adrian.
Jan.
W garażu.
Ktoś obserwował ich z ukrycia.
A pod zdjęciem widniało ostatnie zdanie:
„I nie ufaj Adrianowi.”


