ROZDZIAŁ 2 — POKÓJ, KTÓREGO NIE BYŁO

OSTATNIE NAZWISKO NA OPASCE

ROZDZIAŁ 2 — POKÓJ, KTÓREGO NIE BYŁO

Następnego ranka przed Uniwersyteckim Szpitalem św. Gabriela zgromadziły się wozy transmisyjne.

Mikrofony.

Kamery.

Reporterzy czekali jak sępy.

Gdy Emilia wysiadła z taksówki, błyski fleszy niemal oślepiły ją.

– Pani doktor!

– Czy to prawda, że naraziła pani pacjentkę na śmierć?

– Dlaczego ochrona musiała panią wyprowadzić?

– Czy zamierza się pani przyznać do winy?

Nie odpowiedziała ani słowem.

Szła przed siebie z podniesioną głową.

Ktoś krzyknął z tłumu:

– Morderczyni!

Słowo odbiło się echem od szpitalnych murów.

Przechodnie odwrócili głowy.

Kilka osób zaczęło nagrywać telefonami.

Emilia zatrzymała się tylko na sekundę.

Potem ruszyła dalej.

Nie mogła pozwolić, by zobaczyli, jak bardzo ją zabolało.


Sala posiedzeń Okręgowej Izby Lekarskiej była wypełniona do ostatniego miejsca.

Po jednej stronie siedzieli członkowie komisji.

Po drugiej przedstawiciele szpitala.

Na środku znajdował się pusty stolik przeznaczony dla Emilii.

Profesor Damian Różycki wszedł ostatni.

Wyprostowany.

Spokojny.

Jak człowiek całkowicie pewny zwycięstwa.

Na jego twarzy nie było ani śladu emocji.

– Dzień dobry, pani doktor – powiedział z chłodnym uśmiechem.

Emilia spojrzała mu prosto w oczy.

– Dla pana chyba bardzo dobry.

Nie odpowiedział.

Usiadł.


Przewodnicząca komisji otworzyła posiedzenie.

– Rozpatrujemy sprawę dotyczącą rażącego naruszenia procedur medycznych przez doktor Emilię Nowak.

Na ekranie pojawiło się nagranie z monitoringu.

Emilia zmarszczyła brwi.

Film zaczynał się dopiero w chwili, gdy próbowała wyrwać się ochroniarzom.

Nie było wcześniejszych minut.

Nie było momentu, gdy dyrektor zabronił leczenia.

Nie było pacjentki walczącej o życie.

Nie było niczego, co mogło ją oczyścić.

Profesor odezwał się spokojnym głosem.

– Jak państwo widzą, doktor Nowak próbowała siłą przejąć kontrolę nad leczeniem pacjentki, ignorując polecenia przełożonych.

Kilku członków komisji skinęło głowami.

Emilia zacisnęła pięści.

– To nie jest całe nagranie.

Profesor nawet na nią nie spojrzał.

– To pełny zapis z kamery numer cztery.

– Kłamie pan.

Na sali zrobiło się cicho.

– Kamera rejestrowała wszystko od momentu przyjazdu karetki.

– Nie.

– Sama pomagałam wnosić pacjentkę.

– Nie ma tego na nagraniu.

– Bo ktoś to usunął.

Profesor odwrócił się do komisji.

– Właśnie dlatego uznaliśmy, że doktor Nowak działa pod wpływem silnych emocji.

Kilka osób zapisało coś w dokumentach.

Emilia poczuła, jak grunt usuwa się spod nóg.


Drzwi sali nagle się otworzyły.

Do środka wszedł starszy mężczyzna w roboczym kombinezonie.

Pchał niewielki wózek z narzędziami.

– Przepraszam…

Przewodnicząca zmarszczyła brwi.

– Posiedzenie trwa.

Mężczyzna zdjął czapkę.

– Wiem.

– Kim pan jest?

– Marek Domański.

– Konserwator systemów monitoringu.

Profesor gwałtownie odwrócił głowę.

Po raz pierwszy od początku posiedzenia wyglądał na zaniepokojonego.

– To nie jest odpowiedni moment.

Marek nie ruszył się z miejsca.

– Właśnie że jest.

Profesor wstał.

– Proszę natychmiast opuścić salę.

– Nie opuszczę.

Dwóch ochroniarzy ruszyło w jego stronę.

Marek wyjął z kieszeni niewielki pendrive.

– Zanim mnie wyprowadzicie…

…proszę odpowiedzieć na jedno pytanie.

Spojrzał prosto na profesora.

– Dlaczego polecił pan usunąć pierwsze sześć minut nagrania?

Sala zamarła.


– To absurd – powiedział Różycki.

– Naprawdę?

Marek wyjął z teczki wydruk.

– To pański podpis.

Profesor nawet nie spojrzał.

– Fałszerstwo.

– Polecenie zostało wysłane z pańskiego służbowego konta.

– Nie wiem, o czym pan mówi.

– Ja wiem.

Ochroniarz próbował wyrwać dokument.

Marek cofnął rękę.

Kartka upadła na podłogę.

Emilia schyliła się szybciej.

Podniosła dokument.

Na dole widniał podpis profesora.

I numer zlecenia.

Polecenie:

„Usunąć zapis z kamer 4A, 4B i 4C w godzinach 05:35–05:41.”

Serce Emilii przyspieszyło.

To były dokładnie minuty, które zniknęły.


– To niczego nie dowodzi! – krzyknął prawnik szpitala.

– Owszem, dowodzi – odpowiedział Marek.

– Nie jest pan informatykiem.

– Nie.

– Więc nie ma pan kompetencji.

Marek uśmiechnął się lekko.

– Od dwudziestu siedmiu lat naprawiam serwery w tym szpitalu.

Spojrzał na komisję.

– A kiedy ktoś kasuje nagrania…

…system automatycznie tworzy kopię zapasową.

Profesor zesztywniał.

Emilia zauważyła to natychmiast.

– Kopię?

– Tak.

– Gdzie?

– Nie w szpitalu.

Na twarzy profesora pojawił się cień strachu.


– Gdzie jest ta kopia? – zapytała przewodnicząca.

Marek zawahał się.

– Już jej nie mam.

Profesor odetchnął z ulgą.

Ale tylko przez chwilę.

– Bo przekazałem ją komuś innemu.

Cała sala jednocześnie odwróciła się w jego stronę.

– Komu?

Marek spojrzał na Emilię.

– Pacjentce.

Zapadła cisza.

Emilia zmarszczyła brwi.

– Pacjentka była nieprzytomna.

– Nie wtedy.

– Co pan ma na myśli?

– Odzyskała przytomność wczoraj wieczorem.

Profesor gwałtownie uderzył dłonią w stół.

– Dosyć!

Wszyscy podskoczyli.

– To posiedzenie zamienia się w farsę!

Przewodnicząca spojrzała na niego surowo.

– Proszę usiąść.

– Nie będę słuchał kłamstw człowieka z obsługi technicznej!

– Proszę usiąść, profesorze.

Na sali po raz pierwszy to nie on wydawał rozkazy.

Powoli opadł na krzesło.


Telefon Emilii zawibrował.

Nieznany numer.

Otworzyła wiadomość.

Było w niej tylko jedno zdanie.

„Nie ufaj nikomu z zarządu. Pokój 614 nadal istnieje.”

Do wiadomości dołączono zdjęcie.

Stare drzwi.

Na metalowej tabliczce widniał wyblakły numer.

614

Emilia spojrzała na Marka.

On również zobaczył zdjęcie.

Pobladł.

– To niemożliwe…

– Zna pan to miejsce? – zapytała cicho.

Marek odpowiedział dopiero po chwili.

– Zamknęli ten oddział dziewięć lat temu.

– Dlaczego?

– Oficjalnie z powodu remontu.

– A nieoficjalnie?

Marek przełknął ślinę.

– Bo ktoś nigdy nie miał stamtąd wyjść.

W tej samej chwili światła w sali zgasły.

Rozległy się okrzyki.

Komputery wyłączyły się jednocześnie.

Po kilku sekundach zapaliły się ekrany awaryjne.

Na każdym z nich pojawił się ten sam obraz.

Ziarno monitoringu.

Godzina 05:37.

Korytarz oddziału ratunkowego.

Emilia biegnąca obok noszy.

Profesor Damian Różycki wyciągający rękę, by zablokować drogę.

A potem wyraźny dźwięk jego głosu:

Nie pozwólcie jej dotknąć tej pacjentki. Nieważne, co się stanie.

Nikt na sali nie oddychał.

Nagranie dopiero się zaczynało…