Zaczęło się od zwykłego wieczoru – siedziałam w kocyku, przerzucałam kanały i cieszyłam się ciszą po świętach. Był czwarty stycznia, spokój, w końcu odetchnęłam po maratonie gotowania i gości. A…

Zaczęło się od zwykłego wieczoru – siedziałam w kocyku, przerzucałam kanały i cieszyłam się ciszą po świętach. Był czwarty stycznia, spokój, w końcu odetchnęłam po maratonie gotowania i gości. A...

Siedziałam wtulona w puszysty kocyk, z nogami podwiniętymi pod siebie, i leniwie przerzucałam kanały. Był czwarty stycznia, w domu panowała cisza, a ja wreszcie mogłam odetchnąć po całym tym szaleństwie. Od dnia przed sylwestrem aż do wczoraj nie miałam ani chwili wytchnienia. Najpierw przedświąteczna gorączka, bieganie po marketach, potem gotowanie i przyjmowanie gości przez trzy dni, a na koniec wielkie sprzątanie.

Thumbnail

Byłam wykończona fizycznie i psychicznie, ale teraz mogłam w końcu posiedzieć w spokoju. W tym roku na święta zwaliła nam się na głowę teściowa z teściem oraz młodszy brat mojego męża, Mirek, ze swoją świeżo poślubioną żoną. Na szczęście z Tomkiem mamy przestronne trzypokojowe mieszkanie, więc wszyscy się pomieściliśmy. Chłopców, ośmioletniego Leszka i siedmioletniego Bartka, wysłałam wcześniej na wieś do moich rodziców.

Tata obiecał im, że ubiorą choinkę w ogrodzie, puszczą petardy i będą zjeżdżać na sankach z górki. Chłopcy marzyli o tym od tygodni, więc wybyli na całą przerwę świąteczną, a my zostaliśmy, żeby gościć rodzinę. Z teściową, panią Danutą, zawsze miałyśmy poprawne stosunki. Nie byłyśmy przyjaciółkami, ale obie szanowałyśmy swoje granice.

Mówiłam do niej pani Danuto, a ona do mnie Irenko. Tym razem przyjechali do nas w sylwestrowe popołudnie, przed drugą. Teściowa od razu weszła do kuchni, żeby pomóc mi przy gotowaniu. Karolina, nowa żona Mirka, została w salonie z facetami, mówiąc, że nie chce przeszkadzać dwóm gospodyniom w ich królestwie.

Byłam niesamowicie ciekawa, co pani Danuta myśli o nowej wybrance swojego syna, ale nie wypadało mi się wypytywać. Poczekałam, aż sama zacznie, ale ona przez cały czas konsekwentnie omijała ten temat. Rozmawiałyśmy o wszystkim: o przepisach, serialach, znajomych, o moich chłopcach. Pani Danuta tylko wspomniała, że prawie nie widziała wnuków od Mirka, bo kiedy wstąpiła do byłej synowej, maluchy właśnie wychodziły na jarmark.

Nic więcej o Karolinie. A ja i tak szybko wyrobiłam sobie o niej zdanie. Dziewczyna ma dwadzieścia pięć lat, jest młoda, ładna, zawsze się uśmiecha i doskonale wie, jak zawrócić facetowi w głowie. Pewnie nie zwróciłabym na to większej uwagi, gdyby nie to, że przyłapałam ją na podrywaniu mojego Tomka.

I to przy aprobującym rechocie Mirka. – Ej, Tomek, nie śliń się tak, bo to moja żona – dowcipkował szwagier, patrząc, jak Karolina strzela oczami do mojego męża. Mnie jednak ukłuła nagła zazdrość. Przez całe cztery dni Karolina ani razu nie pojawiła się w kuchni.

Nie mówię już o gotowaniu czy zmywaniu, ale ona nawet swojego pustego kubka nie potrafiła odnieść do zlewu. Kiedy teść zasugerował, że mogłaby mi pomóc, machnęła ręką. – W domu to się jeszcze narobię przy sprzątaniu, a tutaj jestem w gościach – powiedziała z wyższością. – Mam prawo odpocząć.

A tak w ogóle, Tomek, dlaczego wy nie macie zmywarki? Mój Mikołaj obiecał mi kupić, żebym nie niszczyła sobie paznokci. Tomek tylko prychnął. – Po co nam kolejny klamot?

Moja Irenka świetnie daje sobie radę sama. Karolina wybuchnęła perlistym śmiechem. – Ach, to dawne pokolenie. Wszyscy przyzwyczajeni, żeby robić wszystko po staremu.

Poczułam żal. W oczach tej smarkuli wyglądałam jak eksponat z muzeum, a przecież nie skończyłam jeszcze trzydziestu pięciu lat. Porównywałam ją w myślach z Anią, pierwszą żoną Mirka, którą bardzo lubiłam. Utrzymywałyśmy kontakt nawet po ich głośnym rozwodzie.

Wiedziałam, że Mirek wydarł od byłej żony wszystko, co się dało. Ania została z niczym, gnieździła się u rodziców z dwójką dzieci, szukając lepiej płatnej pracy, żeby w ogóle myśleć o kredycie. A Mirek hulał w najlepsze z nową dziewczyną. Już od początku nie chciałam oglądać Karoliny w moim domu, ale Mirek nawet nie raczył zapytać o zgodę.

Przywiózł ją i postawił nas przed faktem dokonanym. Ona zachowywała się, jakby przyjechała do kurortu all inclusive, łaskawie pozwalając, żeby wokół niej skakać. W sylwestrową noc, kiedy przebierałam się po wylaniu wina na sukienkę, niechcący podsłuchałam rozmowę męża z bratem. Faceci palili na balkonie, a drzwi były uchylone.

– Nawet nie wiesz, jak mi się teraz świetnie żyje – wywodził z dumą Mirek. – Zero awantur, zero gderania. Karolina to skarb. Tylko te dzieciaki, choć w sumie nawet lepiej, że mam je z głowy.

Wreszcie mam pełną wolność. Aż mnie zmroziło. Czy Mirek naprawdę miał swoje dzieci tak głęboko gdzieś? Tomek też powątpiewał.

– E, no bez przesady, brachu. Dzieci to dzieci. Z nimi się przecież nie rozwiedziesz. Mirek machnął ręką.

– Daj spokój. Jakoś to przetrawią. W końcu daję im kasę. Z oficjalnej pensji uczciwie idą alimenty, a cała reszta, co wpada na czarno, należy tylko do mnie.

Zaczął się rozgadywać, że taką dziewczynę jak Karolina trzeba ciągle rozpieszczać. Kolczyki, torebki, buty, wczasy dwa razy do roku, a teraz jeszcze własne auto, bo taka laska nie będzie tłukła się autobusami. – Jak sobie wspomnę wieczne pretensje Ani, to aż mnie ciarki przechodzą – ciągnął. – A to młodszemu kurtkę trzeba, bo podarł.

A to starszemu za korepetycje zapłacić. Sam wiesz, ile kasy idzie w te dzieciaki. A teraz księgowość puści przelew na alimenty i mam święty spokój. Od razu zapowiedziałem Ance, że ode mnie nie dostanie ani grosza ponad to, co musi.

Zamarłam w napięciu, czekając na reakcję swojego męża. Ale to, co usłyszałam, kompletnie mnie podłamało. – No, no, całkiem nieźle to sobie ustawiłeś – westchnął Tomek. – Nawet ci trochę zazdroszczę.

Wychodzi na to, że wreszcie trafiłeś na swoje szczęście. Aż mnie zatkało. Czy mój własny mąż nie był ze mną szczęśliwy? Trzeciego stycznia goście wreszcie się zabrali, a ja natychmiast wzięłam się za porządki.

Oczywiście pogoniłam też Tomka, chociaż ten się skręcał, bo nie uśmiechało mu się latanie z odkurzaczem. Wciąż trzymał go imprezowy nastrój, a tu żona każe sprzątać. Bezdyskusyjnie wcisnęłam mu w dłoń rurę od odkurzacza. – Zauważ tylko, że to była twoja rodzina, a skakałam wokół nich jak służąca wyłącznie ja – rzuciłam z pretensją.

– Cały ten czas po prostu dobrze się bawiłeś. Gdyby nie pomoc pani Danuty, chyba padłabym z wyczerpania. Tomek strzelił focha i do wieczora chodził nabuzowany, głośno wzdychając. Rano wzięłam się za przygotowania do pracy.

Wyprasowałam ubrania dla chłopaków i dla męża, zajrzałam do lodówki, żeby zrobić listę zakupów. Tomek, który do tej pory gapił się w telefon, nagle się ożywił, mruknął, że musi pilnie coś załatwić, włożył kurtkę i zniknął. Minęły cztery godziny. W tym czasie zdążyłam wtaszczyć na trzecie piętro ciężkie siatki z marketu, rozpakować wszystko, puścić pranie, ugotować rosół i nasmażyć schabowych.

Mój szanowny małżonek raczył wrócić dopiero na kolację. – Gdzie cię wcięło na pół dnia? – zapytałam spokojnie. – A co cię to w ogóle obchodzi?

– odpowiedział z bezsensowną agresją. Aż mnie zamurowało. W życiu nie słyszał, żeby Tomek tak do mnie mówił. A on ciągnął dalej z jadowitą satysfakcją.

– Co? Nie podoba ci się taki ton? A ty jak zachowywałaś się przez te wszystkie dni wobec Karoliny? Czysta kultura, co?

Kompletnie mnie zatkało. Przecież traktowałam wszystkich gości jednakowo, a do Karoliny odezwałam się może ze trzy razy na krzyż. Skąd u mojego męża taka determinacja, żeby bronić szwagierki? – Mirek przed chwilą dzwonił – rzucił Tomek, uciekając wzrokiem w kąt.

– Karolina ryczy w poduszkę, bo poczuła, że przyjęłaś ją jak zło konieczne. Zagotowało się we mnie z oburzenia. – Przepraszam cię bardzo, ale na pogawędki z Karoliną nie miałam czasu. Urabiałam sobie ręce po łokcie w kuchni, kiedy wasza hrabina nawet nie ruszyła tyłka od stołu, tylko czekała, aż ktoś wsunie jej talerz pod nos.

I tak uwielbiam Anię, bo to świetna dziewczyna i wspaniała matka, a z tą lalką Mirek jeszcze gorzko pożałuje. Zresztą to, że Karolina ma jakieś urojone pretensje, to żaden powód, żebyś odnosił się do mnie jak do śmiecia i uciekał z domu nie wiadomo gdzie. Tomek prychnął z pogardą. – Gdybym tylko miał dokąd, to już dawno byś mnie tu nie widziała.

– Wypalił bezczelnie prosto w twarz. Zamarłam bez ruchu. W głowie huczała mi tylko jedna myśl. Czyli jedyne, co trzyma mojego męża przy mnie i przy dzieciach, to brak własnego kąta, do którego mógłby się spakować i wynieść.

No to ładny numer. Powiało chłodem. – No to pięknie. Z tym problemem akurat szybko sobie poradzimy – wykrztusiłam, czując, jak dławią mnie łzy i wściekłość.

– Jak tylko skończą się wolne dni, składamy pozew o rozwód i dzielimy majątek. Sprzedamy wszystko w cholerę. Mam nadzieję, że z połowy kasy wystarczy ci na jakąś kawalerkę. Będziesz miał wreszcie swój azyl, żeby ode mnie uciec.

Następnego dnia rano spakowałam się i pojechałam do rodziców na wieś. Przebywanie pod jednym dachem z facetem, który tak bardzo mnie obrzydł, było ponad moje siły. A poza tym strasznie stęskniłam się za chłopcami. Do Warszawy wróciłam dopiero w ostatniej chwili, bo od poniedziałku trzeba było wracać do pracy.

Tomka, co było do przewidzenia, nie zastałam. Zjawił się po północy, nadęty jak paw, pachnący obcymi damskimi perfumami i wyraźnie pod wpływem. Tak wyglądała nasza codzienność aż do samej sprawy rozwodowej. Wpadał do domu wyłącznie na noc.

Gdzie jadł posiłki, nie miałam pojęcia i szczerze mówiąc, nawet nie chciało mi się pytać. Jednak w ostatnią niedzielę przed finalną rozprawą w progu mojego domu stanęła teściowa. – Irenko, czy ty naprawdę przemyślałaś to do końca? – zaczęła uroczyście.

– Może nie warto palić za sobą mostów i podejmować decyzji pod wpływem emocji? Przecież wyście się nawet nigdy na poważnie nie pokłócili. Byłam pewna, że tworzycie takie zgrane, dobre małżeństwo. Pokiwałam tylko głową.

Sama przez te wszystkie lata myślałam, że mamy dom z obrazka, dopóki mój ślubny nie wypalił prosto z mostu, że jedyne, o czym marzy, to spakowanie walizek i wyniesienie się z domu. – Irenko, ja widzę, że Tomek strasznie to przeżywa – nie odpuszczała. – Tylko ta jego durna, męska duma nie pozwala mu przyjść, przeprosić i posypać głowy popiołem. Może ty zrobisz ten pierwszy krok?

Aż prychnęłam z oburzenia. Czy ja naprawdę nie mam za grosz własnej godności? Mąż prosto w oczy rzuca mi tekst, że kisi się ze mną i z dziećmi tylko dlatego, że nie ma gdzie się podziać. Dosłownie napluł mi w twarz, a ja mam teraz udawać, że nic się nie stało, i jeszcze lecieć go przepraszać?

O nie. Bywam ugodowa i wyrozumiała, ale wszystko ma swoje granice. Rozwód poszedł wyjątkowo sprawnie. Sprzedaliśmy mieszkanie i samochód, a pieniądze podzieliliśmy po równo.

Ja szybko znalazłam ładne dwupokojowe mieszkanie w nowym budownictwie. Rodzice dorzucili mi trochę pieniędzy, bo akurat sprzedali działkę po babci. Dzięki temu nie musiałam nawet zmieniać dzielnicy, z czego chłopcy niezmiernie się cieszyli, bo uwielbiają swoją szkołę i kolegów. Tomek z kolei musiał zadowolić się mikroskopijną klitką na obrzeżach.

No cóż, wolnemu ptaszkowi chyba i to wystarczyło do szczęścia. Ja nie łkałam w poduszkę zbyt długo. Praca, wykańczanie nowego mieszkania i moje kochane chłopaki skutecznie odciągały mnie od smętnych myśli. Zdążyłam już przywyknąć do statusu rozwódki i powoli zaczynałam dostrzegać urok życia bez człowieka, który po prostu mnie zdradził.

Aż pewnego dnia zadzwonił telefon i osłupiała wysłuchałam steku wyzwisk, jakimi obrzucił mnie Mirek. W gruncie rzeczy te pretensje nie były skierowane do mnie, tylko do jego zdradzieckiego brata. Mnie dostało się za to, że podobno nie potrafiłam upilnować własnego męża. Wyszło na jaw, że Mirek stracił pracę, a w nowej firmie nikt nie chciał dać mu takiej pensji jak wcześniej.

Szybko skończyły się drogie prezenty dla Karoliny, więc sprytna laska nie wymyśliła nic lepszego niż przerzucić się na Tomka. Jak się okazało, ten romans za plecami Mirka trwał w najlepsze jeszcze od nowego roku. Tyle że piękna ślicznotka nie przemyślała jednego. Tomek nie mieszkał już w przestronnym trzypokojowym mieszkaniu, tylko w ciasnej norze, a na dodatek miał na głowie alimenty na dwóch synów, które mocno odchudziły jego pensję.

W końcu posłała obu braci na drzewo, nazywając ich nieudacznikami i gołodupcami, po czym spakowała walizki i ulotniła się w poszukiwaniu szczęścia u jakiegoś bogacza. Teraz Tomek z Mirkiem śmiertelnie się nienawidzą, a biedna pani Danuta miota się między nimi, bezskutecznie próbując pogodzić synów. Wiesza też psy na tej pazernej i niestałej Karolinie. Przecież gdyby nie ona, starsza kobieta żyłaby spokojnie w otoczeniu dzieci i wnuków, a tak wszystko się posypało i nic już z tego nie będzie.

I oto co wyszedł z tego nowego roku. Niby rodzinne, ciepłe święto, a pozostawiło po sobie wyjątkowo gorzki posmak.