Wczoraj mój wspólnik powiedział mi wprost: „Coraz częściej gadamy i coraz mniej się rozumiemy”. A przecież właśnie chciałem mu powiedzieć, że musimy działać, póki rynek nam sprzyja. On boi się…

Wczoraj mój wspólnik powiedział mi wprost: „Coraz częściej gadamy i coraz mniej się rozumiemy”. A przecież właśnie chciałem mu powiedzieć, że musimy działać, póki rynek nam sprzyja. On boi się...

Kiedy w końcu usiedliśmy do rozmowy, od razu poczułem, że coś między nami pęka. Kiệt patrzył na mnie tak, jakbyśmy mówili różnymi językami, a przecież jeszcze niedawno wszystko było jasne. Miałem mu powiedzieć, że czas ruszyć z nowym projektem, że rynek w tej chwili jest wyjątkowo podatny, że trzeba działać, zanim będzie za późno. Ale on patrzył na mnie i mówił, że nie rozumie, o co mi chodzi.

Thumbnail

— Coraz częściej gadamy i coraz mniej się rozumiemy. Masz problem z komunikacją czy ja? — rzucił w końcu. Zatkało mnie.

To nie była rozmowa o strategii, tylko o zaufaniu. A ja właśnie chciałem mu zaufać bardziej niż kiedykolwiek. Od miesięcy szukałem nowych rynków, testowałem kanały, sprawdzałem, co działa. Znalazłem kilka obiecujących kierunków, ale każdy wymagał czasu i pieniędzy.

A czasu było coraz mniej. Wiedziałem, że ten dobry okres na YouTube nie potrwa wiecznie. Za pół roku może być już za późno, a wtedy cały zespół zostanie bez dochodów. — Musimy działać teraz, póki jest łatwo — powiedziałem.

— Za cztery, pięć miesięcy może być już po wszystkim. Kiệt milczał. Wiedziałem, że on myśli o czymś innym. O tym, że boi się ryzyka.

Że woli czekać, aż wszystko będzie pewne. Ale w tym biznesie nic nigdy nie jest pewne. — Pamiętasz, jak mówiłem o trzech kanałach? — zapytał nagle.

— Boję się, że jeśli wszystkie trzy naraz złamią zasady, to stracimy miesiące pracy. — Ale jeśli nie spróbujemy, to nie dowiemy się, czy w ogóle działają — odpowiedziałem. On jednak miał swoją wizję. Chciał najpierw przetestować jeden kanał, zobaczyć, czy nie zostanie zablokowany, a dopiero potem ruszyć z kolejnymi.

Ja widziałem to inaczej. Jeśli jeden kanał padnie, to stracimy czas. Jeśli trzy padną, to stracimy wszystko. Ale jeśli trzy zadziałają, to mamy szansę, której nie możemy zmarnować.

— Wiesz, że od pierwszego lipca boostowałem twój pierwszy kanał? — powiedziałem. — Zrobiłem to, żebyś mógł szybciej zacząć zarabiać. Spojrzał na mnie zaskoczony.

— Nie mówiłeś mi o tym. — Sprawdź wiadomości. Wszystko tam jest. Przewijał telefon, a ja czekałem.

W końcu podniósł wzrok. — Faktycznie. Ale to nie zmienia tego, że boję się ryzyka. — A ja boję się, że za rok będziemy żałować, że nie działaliśmy, kiedy było łatwo — powiedziałem.

Rozmowa krążyła w kółko. On mówił o ostrożności, ja o konieczności. O tym, że musimy znaleźć nowe źródła dochodów, zanim obecne się wyczerpią. Że nie możemy polegać na jednym rynku, bo on może się załamać w każdej chwili.

— Pamiętasz, jak rok temu mówiłem, żebyśmy rozwinęli działalność, póki jest dobrze? — zapytałem. — Nie słuchałeś. A teraz żałujesz.

Kiệt westchnął. — Może masz rację. Ale nie chcę podejmować pochopnych decyzji. — To nie jest pochopna decyzja.

To plan. Mam już pomysły na nowe kanały, na nowe rynki. Ale potrzebuję zespołu, który mi w tym pomoże. Potrzebuję ludzi, którzy będą szukać, testować, działać.

— A co, jeśli nie znajdziemy niczego, co zadziała? — zapytał cicho. — Wtedy wrócimy do punktu wyjścia. Ale przynajmniej spróbujemy.

A jeśli nie spróbujemy, to na pewno nie znajdziemy. Zapadła cisza. Wiedziałem, że to nie jest koniec rozmowy. Ale wiedziałem też, że coś się zmieniło.

Kiệt w końcu zaczął słuchać. A ja w końcu powiedziałem mu wszystko, co leżało mi na sercu. — Dobrze — powiedział w końcu. — Spróbujmy.

Ale najpierw przetestujmy jeden kanał. Jeśli zadziała, ruszamy z kolejnymi. — Zgoda — odpowiedziałem. — Ale pamiętaj, że czas ucieka.

Kięt skinął głową. Wiedziałem, że to dopiero początek. Ale przynajmniej zaczęliśmy mówić tym samym językiem.