Za oknem padał zimny, uparty deszcz, taki, który nie chce przestać, jakby niebo miało coś do powiedzenia, a nie potrafiło znaleźć słów. Siedzieliśmy w salonie przy kominku, ja, moja żona Kasia i nasza przyjaciółka Ewa, która odwiedzała nas tego wieczoru. Rozmowa była lekka, pełna śmiechu i wspomnień, zupełnie jak w dawnych czasach. Potem Kasia nachyliła się do Ewy i powiedziała, mrugając do niej: – A pamiętasz, jak to robiliśmy, żebyśmy się wszyscy razem gdzieś wybrali?

Oczywiście, że wtedy nie zwróciłem na to większej uwagi. Ale później, kiedy Ewa wyszła, poczułem coś zimnego w piersi, czego nie umiałem nazwać.


