— Przyjedziesz, dojdziesz do siebie i wrócisz do domu — powiedziała Ola. To brzmiało jak obietnica, a ja uwierzyłem. Bartek miał 41 lat i pracował jako specjalista do spraw sprzedaży. Kuba miał 10 lat i chodził do czwartej klasy.

Ja wpadłem do nich na kilka dni, bo po operacji potrzebowałem spokoju. — Kuba, gdzie masz zeszyt do polskiego? — zapytała Ola następnego ranka. Kuba wzruszył ramionami, a ja odparłem, że może być w szkole.
Następnego dnia odprowadziłem go kawałek do szkoły. Po drodze opowiadał mi o moście, który budował z patyków. Miał być najwyższym mostem w całej Polsce. Pewnego dnia wracając od Kuby zajrzałem do Biedronki.
Kupiłem chleb, mleko i coś na kolację. Wtedy pomyślałem, że dobrze zrobiłem przyjeżdżając do nich. Ola mogła wcześniej wyjść do pracy, a Bartek wracał późno. Ja mogłem pomóc.
Raz do Lidla, raz do Biedronki, zależnie od tego, gdzie akurat było mi po drodze. Któregoś tygodnia robiliśmy razem projekt do szkoły. Kuba miał zrobić model mostu, a ja mu pomagałem. Sklejaliśmy patyki, mierzyliśmy, poprawialiśmy.
Jeśli Kuba miał coś do szkoły, pomagałem. Odrabiał z nami lekcje, a ja tłumaczyłem mu matematykę. — Dobra, idę do siebie — mówił Bartek, gdy wracał z pracy. Widziałem, kiedy Ola mówiła do mnie ostrzej.
Widziałem, że Bartek patrzył na nas z kuchni. Ale nie chciałem niczego komplikować. Pierwsza do kuchni weszła Ola. Miała na sobie sweter i spodnie.
Nie spojrzała na mnie od razu. — Bartek, usiądź — powiedziała. Po chwili do kuchni wszedł Bartek. Usiadł przy stole, obok niej.
— Te do garnituru? — zapytałem, bo obok leżała koszula. Bartek zajrzał do kosza z praniem. Widziałem, że coś jest nie tak.
Jego ręce drżały, gdy składał ubrania. — Potem idę do biblioteki — powiedziałem, żeby dać im trochę przestrzeni. — Tato, sklep jest otwarty do późna — przypomniał Kuba. Ola zadzwoniła do mnie około południa.
Powiedziała, że Bartek chce porozmawiać. Kiedy wróciłem, Bartek był w salonie. Ola stała przy oknie i patrzyła na ulicę. — Muszę ci coś powiedzieć — zaczął Bartek.
Przełknąłem ślinę i usiadłem. — Ola i ja… — zawahał się. Ola się odwróciła, ale nie powiedziała nic.
Bartek w końcu powiedział: „Dobra, zadzwonię do Bartka”. Ale nie zadzwonił. Sam do mnie przyszedł z matematyką. Przyniósł zeszyt Kuby i usiadł obok.
Do tej pory wychodził rano do pracy i wracał wtedy, kiedy kończyły mu się spotkania. Ja byłam dziś w pracy do późna. Nagle zrozumiałem, że to nie było normalne. — Bartek, o co chodzi?
— zapytałem. — Muszę wracać do siebie — powiedziałem. — Jak to do siebie? — zapytała Ola.
— Do domu — odpowiedziałem. — Wracam do siebie. Następnego dnia pojechałem do swojego mieszkania. Most ma najpierw stać, a dopiero potem wyglądać.
Kiedy wróciłem, Kuba pierwszy pobiegł do drzwi. — A pokażesz mi ten słynny most? — zapytałem. Pobiegł do stołu i przyniósł model obiema rękami.
Później Kuba znowu wrócił do swojego mostu. Kuba próbował jeszcze raz przekonać wszystkich, że jego most wytrzymałby co najmniej 5 kg. Ale nikt nie miał ochoty tego sprawdzać. — Do czego dokładnie się dostosowujecie?
— zapytałem w końcu. Ola, ona od razu odwróciła się do niego. Bartek patrzył na ziemię. — A pamiętasz ile brakowało wam do wkładu własnego?
— zapytała. — Co to ma do rzeczy? — zapytałem. Wszystkie te rzeczy, które przez ostatnie miesiące robiły się tutaj jakby same.
Zapadła cisza i dlatego jutro wracam do siebie. — Odwróciłem się do niego. Wracam do swojego domu — powtórzyłem. Wracałem tylko do siebie, do swojego mieszkania, do swojego rytmu, do życia, którym pomoc była moją decyzją, a nie czymś wpisanym na stałe w cudzy plan dnia.
Jutro wracałem do domu. Bartek pomógł mi znieść torbę do samochodu. — Wiem, po prostu wracam do siebie — powiedziałem. W sobotę możesz do mnie przyjechać.
Do domu. Kuba zadzwonił do mnie po kolacji. Przyjąłem przeprosiny, ale nie wróciłem do starego układu. Do ich domu już nie wróciłem na stałe.
W przyszły czwartek mamy z Olą oboje spotkania do późna. Wrócił do swojej wieży. Nie dlatego, że ktoś wpisał mnie sobie do domowego grafiku. A jeśli dotrwaliście ze mną do końca, to przede wszystkim dziękuję, że byliście tutaj do ostatniej chwili.
Jeśli ta historia dała wam do myślenia, zostawcie łapkę w górę. To naprawdę pomaga takim opowieściom docierać do kolejnych osób. Dziękuję za oglądanie i do usłyszenia w następnej historii.


