Pierwszy toast należał do ojca. Zaczął łagodnie, wspominając dzieciństwo Leokadii, jej talent do rysowania i sposób, w jaki potrafiła przekonać każdego do swoich pomysłów. Szybko jednak zmienił ton. „Do małżeństwa potrzeba jednak czegoś więcej niż służbowej miny” – powiedział, a goście zamilkli.

Ksawery odłożył kieliszek i zwrócił się do mojego ojca. „Dwór będzie należał do Leokadii” – oznajmił. Leokadia odwróciła się do mnie, zeszła z tarasu do ogrodu i zniknęła między gośćmi. Pan Bogumił Sarnowski przedstawił pełnomocnictwo do obciążenia nieruchomości hipoteką.
Wniosek dotyczył miliona 480 000 złotych. Dałam wtedy ojcu ograniczone prawo do rozmów z wykonawcami i bankiem. „W takim razie wstrzymuję procedurę i przekazuję sprawę do Departamentu Bezpieczeństwa” – powiedziałam. Nazajutrz, we wtorek 1 lipca, weszłam do kancelarii Eustachego Grota.
Wyjęłam dokumenty rano, włożyłam do granatowej teczki i sama przyniosłam do kancelarii. W 2016 roku matka podarowała mi nieruchomość, zachowując prawo do mieszkania w niej aż do śmierci. Powiedział, że najpierw wezwiemy go do wydania nieruchomości. W piątek 4 lipca pojechałam do dworu z kopią wezwania do wydania nieruchomości.
Do drugiej kieszeni schowałam nowy pęk dokumentów. Policjanci nie weszli do środka. W środę 9 lipca do kancelarii Eustachego doręczono odpowiedź. Dokument nosił datę 20 czerwca, czyli 8 dni przed weselem i 10 dni przed zakończeniem jego prawa do zarządzania.
Zadzwoniłam do niej z kancelarii. „Wiedziałaś, że dwór należy do mnie” – rzuciła do niego, a potem ściszyła głos. „Widzisz, do czego doprowadziłaś? ” – powiedziała.
Nawet bez kredytu mógł doprowadzić obiekt do zadłużenia. „Czy posiada pan wiadomość, list albo nagranie potwierdzające zgodę właścicielki? ” – zapytał prawnik. „Czy właścicielka upoważniła pana do zawarcia dziesięcioletniej dzierżawy z drugą córką?
” – dodał. Komornik stał przed nim z prawem do przejęcia obiektu. „Ten klucz należał do Celiny. A Celina podarowała dwór mnie, bo ją do tego przekonałaś” – powiedział do zebranych.
Komornik poinformował go, że w takim razie ślusarz przystąpi do wymiany zamków, a koszt zostanie doliczony do egzekucji. Zabrał zdjęcie matki, dwa swetry, radio i skórzany notes. Wszystko wkładał do kartonu sam. Tym samym przedmiot wrócił do osoby, która go przyniosła.
Ale to ja zaniosłam go do magazynu. Nadal próbował kogoś do czegoś przekonać. Nie podeszłam do niego. Klucz nie pasował do wymienionego zamka.
Później ojciec zadzwonił z prośbą o spotkanie. Spotkaliśmy się w kancelarii. „Chcę ci coś wyjaśnić” – zaczął. „To nie było tak, jak myślisz”.
Spojrzałam na niego i powiedziałam: „Wiem, co zrobiłeś”. Wyciągnął z kieszeni kopertę. „To nagranie z kamer dworu. Zobaczysz prawdę” – powiedział cicho.
Otworzyłam kopertę, ale nic z niej nie wyjęłam. „Zachowaj to dla siebie. Już nie ma znaczenia” – odparłam. Wychodząc z kancelarii, zostawiłam kopertę na stole.
Ojciec patrzył za mną przez okno. Wsiadłam do samochodu i odjechałam. Po trzech miesiącach dostałam list od banku. Spłacałam kredyt, który zaciągnął ojciec, chociaż nie byłam do tego zobowiązana.
Zrobiłam to dla dworu, dla pamięci matki. Dwór stał pusty, ale zamek był nowy. I tylko ja miałam klucz.


