Helena cicho wstała z łóżka, ubrała się i zeszła do kuchni. Wzięła telefon do ręki i wybrała numer Ewy, swojej adwokatki. Powiedziała tylko: „Przyjedź do biura o 10. To podstawa do żądania odszkodowania plus zadośćuczynienia za krzywdy moralne”.

Helena przybyła do biura dokładnie o dziesiątej. Wieczorem wróciła do domu, ale tam czekała ją pustka. Po piętnastu latach małżeństwa nie mieli sobie już nic do powiedzenia. Patrzyła na Dariusza i widziała obcego człowieka.
Myśli wracały do tego, jak wszystko poszło nie tak. Zrobiła zrzut ekranu z korespondencji i wysłała go do Ewy. Potem uśmiechnęła się do swojego odbicia w ciemnym oknie. Wiedziała, że Krystyna wprowadza się do Dariusza już dzisiaj.
Szkolenie, na które wyjechał, skończyło się dawno temu. On nigdy nie wrócił do domu. Helena wzięła taksówkę, ale nie do domu. Schowała telefon do torebki i wróciła do pracy.
Wieczorem zadzwoniła Ewa. Jej głos był poważny: „Dariusz już dotarł do córki”. Helena zamknęła oczy. Podeszła do okna hotelowego pokoju i poczuła gulę w gardle.
Wyszła na korytarz, przyciskając telefon do ucha. Ewa ostrzegła: „Nie wychodź do niego pod żadnym pozorem. Będzie walczył do końca, używając wszelkich metod”. Tymczasem Helena wróciła do swojego mieszkania.
Wiedziała, że firma może złożyć pozew do sądu lub zawiadomienie na policję. Koleżanka Marysia zajrzała do gabinetu z bukietem kwiatów. „Od Dariusza” – powiedziała. Helena sucho odpowiedziała i wyrzuciła bukiet do kosza.
Po wejściu do mieszkania włączyła czajnik i usiadła przy oknie. Do rozprawy pozostał tydzień. Tylko jeden tydzień. Głos adwokatki przywrócił ją do rzeczywistości.
„Od pięciu do dziesięciu lat pozbawienia wolności” – usłyszała. Jego adwokat próbował dojść do porozumienia w sprawie odszkodowania. Plotka głosiła, że Krystyna wróciła do rodziców. Ewa dodała: „Nie ma żadnych podstaw do roszczeń wobec twojego majątku.
Co więcej, złożyliśmy pozew wzajemny o odszkodowanie w wysokości dwudziestu złotych – pieniędzy, które wydał z budżetu rodzinnego”. Helena podyktowała adres wydziału do walki z przestępczością gospodarczą. Trzysta złotych z firmy, dwadzieścia z budżetu rodzinnego na kochankę. Kierowca odwrócił się do niej.
Helena zapłaciła i weszła do już znanego jej budynku. Inspektor Wójcik przyjął ją bez zapowiedzi. „Wczoraj zgłosiła się do nas pewna Monika Nowak” – powiedział. Helena widziała takie same zdjęcia w rodzinnym albumie.
„Proszę do niej zadzwonić” – zwróciła się do inspektora. Monika opowiedziała swoją historię. „Pobraliśmy się, gdy on miał dwadzieścia lat. Piękna dziewczyna około dwudziestki.
Ani grosza przez dwadzieścia lat. Przez dwadzieścia lat zbierałam każdy papierek, każdy paragon”. Nie do końca legalnie, ale pomógł jej ktoś bliski. Helena zrozumiała: jeśli Dariusz zajmował się tym już dwadzieścia lat temu, to nie pierwszy raz.
Ten sam scenariusz, te same manipulacje, te same kłamstwa. Dwie kobiety rozdzielone dwudziestoma latami, połączone przez tego samego zdrajcę. Ukrycie poprzedniego małżeństwa przy zawieraniu nowego, uchylanie się od alimentów przez dwadzieścia lat, możliwe oszustwa sprzed wielu lat. Teraz do tego doszedł wniosek o unieważnienie małżeństwa.
Dariusz budował domek z kart kłamstw przez dwadzieścia lat i ten domek walił się, grzebiąc go pod gruzami własnych przestępstw. Ewa wyjaśniła: „To podstawa do uznania drugiego małżeństwa za nieważne”. Na korytarzu Dariusz podszedł do Heleny. Chciał coś powiedzieć, ale ona minęła go bez słowa.
Sąd zobowiązał go do wypłaty odszkodowania w wysokości dwudziestu złotych za roztrwonione środki rodzinne plus zadośćuczynienie za krzywdy moralne w wysokości pięciuset złotych. Helena wróciła do pracy, zapisała się na siłownię, zaczęła podróżować. Ania przeprowadziła się do niej. Razem chodziły do psychoterapeuty, przepracowując traumy.
Mały Tomek podbiegł do Heleny i objął ją za nogi. Kiedyś Dariusz przyszedł z bukietem kwiatów – postarzały, złamany. Helena spojrzała mu w oczy i powiedziała: „Dzieci same zdecydują, a ja ci wybaczyłam, ale powrotu nie ma”.


