Zofia zasłoniła mikrofon dłonią, ale nie do końca. Usłyszałem wystarczająco dużo, żeby zrozumieć, że to nie była rozmowa o mnie, tylko o tym, jak mnie przedstawić. Stałem na klatce, pachniało płynem do podłóg i mokrą kurtką, a ona mówiła do mnie jak do urzędnika, który za długo zajmuje okienko. Nie wszedłem do mieszkania.

Pobladła, bo moje zdanie było za czyste do ich wersji. Potem wróciłem do domu i nie zaniosłem pudełka do pokoju Marii. Kiedy zadzwoniła Irena, siostra Marii, nie do mnie, do Marii, sama wyszła do korytarza. To było złe miejsce do rozmowy, ale nie przeniosłem jej do pokoju.
Jeśli człowiek zaczyna pomagać zbyt szybko, czasem odbiera drugiemu prawo do własnego pytania, a Maria miała do niego prawo. Zadzwoniłem do ośrodka rehabilitacji. System pokazał błąd przy próbie pobrania zaliczki. Schowałem telefon do kieszeni i poszedłem pieszo do domu, choć miałem autobus za dwie minuty.
Maria siedziała przy stole w dresie do ćwiczeń z włosami spiętymi niżej niż zwykle i patrzyła na torbę, w której nosiła ręcznik do ośrodka. Kiedy Irena przyjechała po Marię, nie weszła do mieszkania. Odprowadziłem Marię do windy. Potem wróciła do pokoju, nie podchodząc bliżej.
Musiałem znaleźć sposób, żeby prawda doszła do niej i do świadków bez poświęcania Antoniego. Zamiast tego zadzwoniłem do Moniki i poprosiłem o jedną rzecz. Po południu Roman wrócił do grupy. Wysłałem prywatnie do Ewy jedno krótkie zdanie.
Wtedy Maria weszła do kuchni po wodę i zobaczyła kartkę. Drugie pytanie brzmiało: kto widział, żebym wszedł do mieszkania. Jutro nie wezmę go do Zofii. Dla mamy zapytać, kto dzwonił do ośrodka.
Antoni nie podszedł do grupy. Prawdziwa rana nie daje prawa do fałszywego świadka. Złożył kartkę z oświadczeniem i schował ją do kieszeni. Roman odwrócił się do sąsiadów.
Zofia weszła między nich twarzą do sąsiadów. Wtedy powiedziała: „Kiedy miałam 17 lat, sam dzwoniłeś do mojej wychowawczyni. Chciałeś zmusić mnie do zgody, zanim zdążę odmówić. ” Zofia, powiedziała Irena, jeśli masz do ojca rachunek, przynieś rachunek.
Roman próbował wrócić do praktyki. Zrobił krok do mnie. Nie do nas. Schowałem telefon do kieszeni.
Roman krzyczał do telefonu przed blokiem. Maria siedziała przy stole, kiedy wszedłem do kuchni. Nie powiedziała, że powinienem zejść do Zofii. Powiedziała tylko: „A jeśli przyjadę do mamy?
Zadzwonisz najpierw do niej, nie do mnie i nie będziesz rozmawiać o pieniądzach. ”
Gdybym powiedział nie, pobiegłbym do domofonu za późno i znów oddał Zofi prawo do wejścia w chwili, którą sama wybierze. Telefon leżał na stole ekranem do góry. Tym razem most musiał poczekać, aż ktoś nazwie rzekę.
Potem sama napisała do Zofii. Nie zaprosiłem jej po tym do domu. Trzeciego dnia Zofia zadzwoniła do Marii, nie do mnie.
Potem wróciłem do kuchni.


