Po rozmowie z Romanem nie zadzwoniłem do Tomasza. Zamiast tego otworzyłem stary notes, w którym ręką mojej żony zapisane były numery lekarzy i jedno zdanie podkreślone niebieskim długopisem. Zadzwoniłem do Magdaleny Wysockiej. Powiedziała, że to ona pierwsza do mnie dzwoniła, że widziała dokumenty, że zna całą sprawę.

Zaprosiła mnie do małego pokoju rozmów. W środku stał stół, na nim leżała teczka. Otworzyłem ją i zobaczyłem kwotę 18 000. Nie 120 000.
Tylko 18 000. Złożyłem notatkę i wsunąłem do kieszeni. Wyszedłem bez słowa. Na ulicy poczułem, że muszę zadzwonić do Tomasza, ale odłożyłem telefon.
Roman dzwonił, gdy schodziłem do metra. Powiedział, że Klaudia podeszła do niego i szepnęła mu coś do ucha. Potem Klaudia westchnęła i przycisnęła chusteczkę do ust. Powiedziała: „Powiedz mu, że jedziemy do doradcy”.
A potem odwróciła się do mnie i dodała: „Termin do piątku i warunek. Do piątku czekamy na potwierdzenie wkładu własnego”. W biurze kredytowym doradca powiedział do mnie wprost: „Proszę pana, nikt pana nie wpisał do kredytu”. Klaudia zbladła, ale natychmiast wróciła do roli.
Zaczęła mówić o rezerwacji, o terminie, o tym, że wszystko już ustalone. Tomasz w końcu schował potwierdzenie rezerwacji do kieszeni i powiedział: „Jedziemy do domu”. Ale ja nie wszedłem z nimi do mieszkania. Wróciłem do klubu, bo wiedziałem, że jeśli wejdę, Klaudia znów zrobi ze mnie strażnika.
Zadzwoniłem do Magdaleny i poprosiłem o spotkanie na rano. Odpowiedziała po dwudziestu minutach. Powiedziała, że mam przyjechać. Kiedy wszedłem, siedziała przy tym samym stole.
Powiedziała: „Żart nie trafia do formularza w agencji. Zapomni pani moją okrutność za 120 000? Proszę powtórzyć, co dostanę za 120 000”. Klaudia próbowała jeszcze wrócić do tonu oburzonej żony, ale głos jej się załamał.
Powiedziała tylko: „Zadzwonię do Magdaleny. To przyjadę do ciebie”. A potem dodała cicho: „Nie pojedziesz do niego sam”. Wyszedł z sali, dzwoniąc do kogoś krótkimi zdaniami.
Kwota, o której mówił, to 11 000. Nie 120 000. Klaudia pochyliła się do Tomasza i powiedziała do mnie: „On ma dopiero siebie do odzyskania”. Tomasz siedział przy stole z notatką o zwrocie 11 000.
Zapytał: „Możemy pojechać do ciebie? ”. W mieszkaniu od razu poszedł do kuchni. Opuścił głowę i wrócił do tabeli.
Powiedział: „Wszystko sprowadziłeś do pieniędzy”. Odpowiedziałem: „Nie, ty sprowadziłeś mojego ojca do wkładu”. A potem zapytałem: „A jeśli wróci, zapytasz, czy wraca do ciebie, czy do wkładu, którego nie ma? ”.
11 000 wróciło na jego konto w poniedziałek. Kopertę włożyłem do biurka. Tomasz nie wrócił do mnie mieszkać. Nie dorzuciłem do czynszu.
Ale wciąż trzymam ten notes z niebieskim podkreśleniem. I wciąż nie zadzwoniłem do Tomasza. Jutro zobaczę, kto dokładnie doprowadzi go do stołu.


