Weszłam do łazienki, żeby ochłonąć, a on wszedł za mną. Zamknął drzwi, a przestrzeń między nami skurczyła się do jednego oddechu. Położył dłoń na moim karku, a ja zamarłam. Wiedziałam, że to nie…

Weszłam do łazienki, żeby ochłonąć, a on wszedł za mną. Zamknął drzwi, a przestrzeń między nami skurczyła się do jednego oddechu. Położył dłoń na moim karku, a ja zamarłam. Wiedziałam, że to nie...

Wpadła do środka i zamknęła drzwi, po czym natychmiast znieruchomiała. Schowek nagle skurczył się do mikroskopijnych rozmiarów. Przestrzeń między nimi zmalała do jednego oddechu. Zanim zdążyła pomyśleć, Elias przesunął dłonią wzdłuż jej szyi aż do karku.

Thumbnail

Całe jej ciało zdawało się przyciągane niewidzialną siłą, ale odwróciła się, zacisnęła pięści i zmusiła serce do spokoju. Elias wsunął ręce do kieszeni, wydychając kontrolowaną frustrację, po czym zrobił krok do przodu. Jeden mały krok wystarczający, by jej puls podskoczył do gardła. — Nie pasuję do twojego świata — powiedziała cicho.

— Nie pozwolę ci zniknąć — odpowiedział, obniżając głos do aksamitnego, gorącego tonu, który sprawiał, że skóra Lai mrowiła. Wracali do środka. Elias wyglądał jak CEO, który przypadkiem teleportował się do innego wymiaru. Laja wciąż nie mogła uwierzyć, że to była randka.

Wieczór, kiedy Nowy Jork uderzyła największa ulewa miesiąca, wdzierając się do miasta jak złodziej. Stała pod malutkim daszkiem przed redakcją, przyciskając torbę do piersi, by osłonić telefon. Nie miała jak wrócić do domu. — Nie wrócisz dziś do siebie — powiedział spokojnie.

— Jedziemy do penthausu. To nie brzmiało jak propozycja. Laja odwróciła twarz do okna, ukrywając kołatanie serca. Poranne światło wpłynęło do penthausu jak płynne złoto, mieszając się z chłodem po nocnej ulewie.

Czymś, co sprawiło, że serce znów podeszło jej do gardła. Przyłożyła dłoń do jego klatki piersiowej. Wyszeptał coś, przyciągając ją do siebie. Jej telefon zawibrował w drodze do domu po pracy.

Wiadomość od niego brzmiała: „Za duża przepaść do rodziny Kingów. Dziewczyny takie jak ty zawsze próbują przyczepić się do CEO. ”

— Nie należę do twojego świata — powiedziała, gdy się spotkali. Mały gest, a jednocześnie mur nie do przebycia.

Elias trwał tam przez kilka sekund, jakby rozdarty między pragnieniem podejścia bliżej a szacunkiem do granicy, którą ona postawiła. — Ja po prostu nie pasuję do twojego świata — dodała cicho. — Jeśli myślisz, że nie jesteś wystarczająca — pochylił czoło do jej czoła — to pozwól, że ja ci powiem: jesteś najlepszym, co mnie spotkało. Przyciągnął ją do siebie, opierając podbródek na jej włosach.

— Jeśli świat cię zrani, uciekaj do mnie. Miejsce było spokojne, eleganckie, tak wyraźnie należące do wyższych sfer, że poczuła się jak w zimowym odcinku The White Lotus. Nie rzuciła się do niej. Wprowadziła ich do środka.

Bogactwo ją przytłaczało, ale czuła, że do niego pasuje. Jednak wciąż dręczyła ją myśl o tamtej wiadomości. — Elias, dzisiaj nie mam siły znosić kolejnej kobiety z naszyjnikiem za sto tysięcy dolarów, pytającej, co znaczy freelance designer. Zaprowadził ją do miejsca, które należało do niej.

Drzwi małej galerii otworzyły się i Laja weszła do ciepłej, przyciemnionej przestrzeni, oświetlonej jedynie wysokimi świecami wzdłuż ścian. Na ścianach wisiały jej prace. Ulotka z targów książki. Plakat, nad którym siedziała do trzeciej nad ranem.

Laja uniosła drżącą dłoń do ust, piersi zaciśnięte w dziwnym miksie szoku, radości i strachu. Po raz pierwszy poczuła, że jest w pełni dostrzeżona. Czarna, dopasowana sukienka, którą potajemnie szyła przez dwie nieprzespane noce, żeby przypadkiem wyglądać lepiej niż jej były. Gdy weszły do ogromnej sali Riverside Hotel, Laja prawie upuściła kopertówkę.

Chłodny podmuch klimatyzacji musnął jej odsłonięte ramiona, wywołując dreszcz, ale wystarczył, by uniosła głowę, wyprostowała się i wyszeptała do siebie: „Głowa do góry, pierś do przodu, ramiona prosto. ”

Wieczór, kiedy Nowy Jork uderzyła największa ulewa miesiąca, wdzierając się do miasta jak złodziej. Stała pod malutkim daszkiem przed redakcją, przyciskając torbę do piersi, by osłonić telefon. Nie miała jak wrócić do domu.

Bo nie mogła wrócić do domu. Gdy ruszyli, powiedział spokojnie: „Nie wrócisz dziś do siebie. Jedziemy do penthausu. ”

Ciche, powolne ciepło wpuszczone do najzwyklejszych zakamarków jej codzienności.

To, co zaczęło się jako przypadek, stawało się czymś więcej.