Zapukanie do drzwi gabinetu zabrzmiało jak wyrok. Carlo, jego wierny zarządca, wszedł z wahaniem i oznajmił, że przy bramie stoi młoda kobieta, która twierdzi, że ma umówione spotkanie w sprawie oceny historycznej posiadłości. Mateo zmarszczył brwi. Trzy lata po śmierci Klary nie zamawiał żadnych ekspertyz i nie chciał widzieć nikogo.

Kazał odesłać nieznajomą, ale Carlo dodał, że kobieta pokazała list podpisany nazwiskiem Matea. Zaintrygowany bardziej nieścisłością niż samą wizytą, Mateo wyszedł przed dom. Za kutą bramą stała brunetka w jasnoniebieskiej sukience, z elegancką skórzaną teczką w dłoni. W jej oczach krył się ciężar, który Mateo znał aż za dobrze.
Przedstawiła się jako Julia Moretti i powiedziała, że przyjechała wypełnić obietnicę złożoną wiele lat wcześniej. Mateo odparł chłodno, że musi się mylić, ale kobieta nie cofnęła się ani o krok. Sięgnęła do torebki i wyjęła pożółkłą fotografię. Serce Matea stanęło na ułamek sekundy, bo na zdjęciu stała Klara, uśmiechnięta, z ręką na ramieniu młodszej kobiety, która wyglądała dokładnie jak Julia.
– Jestem siostrą Klary – powiedziała cicho. – Przyjechałam, bo obiecałam jej, że pewnego dnia ci to oddam. Mateo poczuł, że ziemia usuwa mu się spod nóg. Klara nigdy nie wspominała, że ma siostrę.
Przez całe lata małżeństwa ani razu nie padło to imię. Julia podała mu drewniane pudełko z rzeźbionym wzorem, które Mateo widział tylko raz w życiu, w gabinecie żony, na dzień przed jej śmiercią. W środku znajdowały się pamiętnik Klary, kilka nieotwartych listów oraz koperta zaadresowana do niego. Mateo wziął pudełko do rąk, ale zanim zdążył je otworzyć, Julia wyszeptała zdanie, które zatrzymało go w miejscu:
– To nie był wypadek.
Mateo nie otworzył pudełka, tylko zaniósł je do gabinetu i położył na biurku. Przez długie godziny wpatrywał się w ciemne drewno, jakby od jego decyzji zależało całe dalsze życie. Kiedy w końcu uniósł wieko, pierwsza strona pamiętnika powitała go charakterem pisma Klary. Każda kolejna kartka odsłaniała kobietę, której, jak mu się wydawało, nigdy do końca nie poznał.
Listy, wszystkie zaadresowane do Julii, ale nigdy nie wysłane, opowiadały historię, o której Mateo nie miał pojęcia. Nazajutrz o świcie wsiadł do samochodu i pojechał do Orvieto. Kiedy dotarł do niewielkiego mieszkania na obrzeżach miasta, długo stał przed drzwiami, zanim zapukał. Julia otworzyła z zaczerwienionymi oczami.
Mateo wszedł bez słowa. – Gdybym wtedy weszła do tej kawiarni – wyszeptała, łamiąc się – Klara wróciłaby później, a może wcale nie doszłoby do wypadku. Mateo pokręcił głową. Nikt nie potrafi zmienić przeszłości ani przewidzieć losu.
Noszenie ciężaru winy nie przywróci Klary do życia. Ale teraz, kiedy znał prawdę, musiał podjąć decyzję. Jedną z tych, których nie da się cofnąć.


