Mój mąż Dawid stał naprzeciwko mnie w naszym salonie i trzymał w ręku klucze do mieszkania, które należało do mnie jeszcze przed ślubem. Powiedział, że to koniec, że zabiera dzieci do Gdańska i że papiery do nowej prywatnej szkoły są gotowe od zeszłego tygodnia. Magda, jego siostra, stała obok i dolewała oliwy do ognia, przypominając mu, że rodzina już dotarła do kliniki, gdzie nasz chłopiec miał przejść badania przed zapisem do międzynarodowej szkoły w Wilanowie. Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę.

Przez dziesięć lat budowaliśmy wspólne życie, a teraz on stał tam z zimną twarzą i mówił o rozwodzie jak o zwykłej formalności. Zapytałam go wprost, czy naprawdę chce to zrobić naszym dzieciom, ale on tylko odwrócił wzrok i powiedział, że to już postanowione. Alicja, jego asystentka, czekała na niego w gabinecie, a kiedy wszedłem tam kilka minut później, żeby porozmawiać, zobaczyłem, jak trzyma dokumenty, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Lekarz rodzinny, który przyszedł do naszego domu, żeby porozmawiać o zdrowiu chłopca, nagle spojrzał na Dawida z powagą i powiedział, że musi z nami porozmawiać na osobności.
Okazało się, że Dawid od miesięcy przelewał pieniądze ze wspólnego konta na swoje konto osobiste. Ponad osiemset tysięcy złotych poszło na mieszkanie dla Alicji, a kolejne sto tysięcy na jej biżuterię i zaliczki. Kasjerka w banku potwierdziła przelewy, a ochroniarze, którzy weszli do gabinetu razem z mężczyzną w garniturze, mieli przy sobie komplet dokumentów. Dawid stał blady i próbował się tłumaczyć, ale każde słowo, które wypowiadał, tylko pogłębiało jego winę.
Danuta, jego matka, która przyjechała do nas na niedzielny obiad, patrzyła na niego z niedowierzaniem i w końcu powiedziała: „Boże mój, kogo ty sprowadziłeś do naszego domu, synu? ”
Wujek Marek, który zawsze był po mojej stronie, nachylił się do Dawida i ostrzegł go, że jeśli te dokumenty trafią do sądu, może zostać zmuszony do zwrócenia wszystkich pieniędzy, które przelał Alicji. Dawid tylko wzruszył ramionami i powiedział, że musi jechać do biura. Kiedy wysiadł z samochodu przed budynkiem firmy, Andrzej, dyrektor finansowy, podbiegł do niego z wydrukiem transakcji.
Na koncie firmowym brakowało ponad czterdziestu tysięcy na zakupy osobiste, dwudziestu tysięcy na biżuterię i kolejnych czterdziestu tysięcy jako zaliczki na mieszkanie. Dawid zapytał, kto ma dostęp do tych dokumentów, ale Andrzej tylko spuścił wzrok. Wiedziałem, że to Alicja. To ona od miesięcy podsuwała mu pomysły o zmianie szkoły dla dzieci, o przeprowadzce do Gdańska, o nowym życiu bez mnie.
Kiedy wróciłem do domu, Zuzia stała przy oknie z twarzą przyklejoną do szyby, czekając na ojca, który już nigdy nie miał wrócić do naszego wspólnego mieszkania. Wiedziałem, że to dopiero początek czegoś znacznie gorszego, i że muszę walczyć o moje dzieci, zanim będzie za późno.


