No już zjedz to i nie rób scen. Te słowa padły trzy lata temu, ale wciąż słyszę je wyraźniej niż cokolwiek innego. Przyjeżdżałam do nich dzień wcześniej, zawsze dzień wcześniej, żeby pomóc w przygotowaniach. Następnym razem ty usiądź z mamą do tych papierów.

No właśnie. Zawsze to samo. Pewnej niedzieli przyjechałam do niej tylko na godzinę, bo później mieliśmy zabrać Krystynę do marketu po krzesła ogrodowe. Zawołałam do koleżanki z zaplecza, może należeć do kogoś z rodziny.
Agata zamknęła kasę i podeszła do mnie. Do domu wróciłam później niż zwykle. No tak, przecież mama przez miesiąc mu wypominała, że nie zdjął jej przed wejściem do wody. Ty masz pamięć do dziwnych rzeczy.
Schowałam małe pudełko do szuflady z dokumentami w domu. Tydzień później zaczęły się przygotowania do urodzin Krystyny. Nie będę robiła wszystkiego na ostatnią chwilę, bo potem człowiek wygląda jak wyżęty ręcznik przy własnych gościach. No i super.
Kornelia pracuje do 1:00. W środę piekłam pierwsze blaty miodownika do prawie północy. Wstał, wsypał mąkę do miski i po minucie wrócił do komputera. W czwartek po pracy pojechałam do mamy.
Po rozmowie wyjęłam z szafy zieloną sukienkę do kolan. Wzięłam je do ręki i pomyślałam, że po przyjęciu poproszę Leszka na 5 minut do ogrodu albo do garażu. Schowałam pudełko do torebki, żeby rano nie zapomnieć. Następnego dnia o 9:20 byliśmy w samochodzie.
No tak, tylko mówię. No dobra, nie spinaj się od rana. Odwróciłam głowę do okna. Sabina wie co jest do zrobienia w kuchni.
Rafał poszedł do Leszka. Dobrze, śledzie przenieś do tej miski. No i bardzo dobrze. No właśnie dlatego mówię wcześniej.
Trzy klientki pod rząd, jedna spóźniona 20 minut. Kornelia zniknęła do łazienki na makijaż. Rafał wstał pół centymetra, ale Krystyna już zawołała: „No dobrze, dobrze, Rafał, podaj żonie talerz”. Powiedział do mnie z pełnymi ustami.
Około 5:00 część gości wyszła do ogrodu. No co? Do domu. Odwróciłam się do niej.
Drzwi do jadalni otworzyły się i wyszła Krystyna. Leszek zwrócił się do mnie. Trafiła do lombardu, w którym pracuję. Rafał odwrócił się do niej.
Idź do środka. Chodźmy do kuchni. Kornelia zrobiła krok do przodu. Kilka osób wróciło do jadalni.
Tym razem to ja nie wiedziałam, czy mówi do mnie, czy do siebie. Do mamy. Odwróciłam się do niego. One się mieszają same.
Wsiadłam do samochodu. Mama podniosła kubek do ust, ale nie wypiła. No proszę, tyle wykładów o rodzinie. Tata pojechał do kolegi.
W poniedziałek poszłam normalnie do pracy. Po południu kierownik poprosił mnie do biura. We wtorek wieczorem Rafał przyjechał do mamy. Ja idę do sąsiadki.
Uniósł brwi do psychologa. Do pójdę. Zaznaczałam przelewy do Krystyny, Leszka i Korneli. Wróciłam do naszego mieszkania po dziewięciu dniach.
Sam zadzwonił do matki, kiedy poprosiła, żebym pomogła jej zamówić nową kartę do przychodni. Rafał zobaczył wiadomość i sam zadzwonił do matki. Wiem do czego pijesz. Mówiłem Sabinie, żeby nie brała wszystkiego do siebie.
Po drodze do domu był cichy. Jeśli jego rodzice czegoś potrzebowali, dzwonili do niego. Napisała do Rafała. No właśnie zawsze nie chodzi.
Pomogłam zanieść swój talerz do kuchni. Kiedy do niej przychodził. Dagmara nie próbowała wejść do rodziny, nie dzwoniła do Krystyny, nie wysyłała zdjęć, nie urządzała scen. Zadzwoniłam do Rafała, odebrał po drugim sygnale.
Rafał wstał i podszedł do okna. Znowu do mamy? Teraz przed odpowiedzią patrzyłam do kalendarza. Mogę do 14:00, ale potem mam zajęcia.
Kornelia przestała do mnie dzwonić i całkowicie. Krystyna nie wróciła do Leszka. Krystyna zaczęła dzwonić do córki z tymi samymi rzeczami, z którymi wcześniej dzwoniła do mnie. Nadal wstawałam rano do pracy.
Mama weszła do kuchni i zajrzała do lodówki. Wiosną kupiłam do mieszkania własny stół. Zadzwoniłam do mamy.


