Żona podarowała mi drogi zegarek na rocznicę, choć od dawna byliśmy sobie obcy. Godzinę później zadzwoniła. „I jak zegarek? ” – odpowiedziałem.

„Twój brat wyjechał z nim. ” Przez chwilę milczała, a potem wybuchła. „Co ty zrobiłeś? ”
Mam na imię Rafał.
Mam 50 lat i czasem łapię się na tym, że we własnym domu poruszam się tak, żeby nikomu nie przeszkadzać. Brzmi głupio, wiem. Człowiek przez tyle lat płaci rachunki, robi zakupy, naprawia cieknący kran, pamięta o przeglądzie samochodu, a potem któregoś dnia orientuje się, że zanim przestawi fotel w salonie, odruchowo zastanawia się, czy żonie to nie będzie przeszkadzało. Z Renatą jesteśmy małżeństwem od wielu lat.
Kiedyś naprawdę wierzyłem, że będziemy jedną z tych par, które po 60 siedzą razem na tarasie, piją kawę i kłócą się najwyżej o to, kto zostawił otwarte okno. Na początku nawet tak to wyglądało. Mieliśmy swoje żarty, swoje miejsca, weekendowe wypady. Potem jakoś powoli to wszystko zniknęło.
Nie było jednego momentu, jednej awantury. To raczej wygasło. Jakby ktoś powoli zakręcał ogień pod garnkiem. Pewnego dnia obudziłem się i zdałem sobie sprawę, że jesteśmy obcymi ludźmi, którzy mieszkają pod jednym dachem.
Tego dnia pierwszy raz od wielu lat zobaczyłem sam. Jechałem do domu przez Wrocław i nie zastanawiałem się, co Renata powie. Zastanawiałem się tylko, ile razy wcześniej patrzyłem na nią i nie widziałem tego, co miałem dokładnie przed sobą. W domu było cicho, za cicho.
Wszedłem, rzuciłem klucze na komodę i przez kilka sekund po prostu stałem w przedpokoju. Jeszcze rano ten dom był dla mnie czymś stałym. Może nie ciepłym, może nie takim, jakiego chciałem, ale jednak stałym. Teraz wszystko wyglądało tak samo, a ja miałem wrażenie, że wróciłem do obcego miejsca.
Nie zapalałem dużego światła. Usiadłem w salonie i czekałem. Nie wiem ile czasu minęło. Pół godziny, może więcej.
Telefon leżał na stole, ale ani razu nie wziąłem go do ręki. Nie chciałem dzwonić do Jacka, nie chciałem pisać do Renaty. Chciałem tylko zobaczyć, z jaką twarzą wejdzie do domu. Przyjechała późno.
Usłyszałem samochód na podjeździe, potem drzwi, kroki. Weszła do salonu i zatrzymała się, kiedy mnie zobaczyła. „Nie śpisz? ”
„Nie.
”
Zdjęła płaszcz. Położyła torebkę na krześle. „Coś się stało? ”
Patrzyłem na nią przez chwilę.
Jeszcze kilka godzin wcześniej widziałem ją z tamtym mężczyzną. Widziałem, jak się do niego uśmiechała, jak szła obok niego, jak pozwalała mu się dotykać. A teraz stała przede mną i pytała, czy coś się stało. „Byłem dzisiaj na Partynicach.
”
Znieruchomiała. To trwało sekundę. Potem natychmiast spróbowała wrócić do normalnego tonu. „Na Partynicach.
Tak. ”
„Po co? ”
„Wiesz po co? ” Zmarszczyła brwi.
„Rafał, naprawdę nie wiem, o czym mówisz. ”
Poczułem coś dziwnego. Nie złość, raczej zmęczenie. „Widziałem cię z nim.
”
Jej twarz zrobiła się blada. Odwróciła wzrok. „Z kim? ”
Prawie się zaśmiałem.
„Naprawdę chcesz teraz w to iść? Pytam. Kim on jest? ”
Renata podeszła do stołu, ale nie usiadła.
„Znajomy? ”
„Znajomy. Tak. ”
„Jaki znajomy?
”
„Znamy się od jakiegoś czasu. ”
„To widziałem. ” Spojrzała na mnie ostro. „Co to ma znaczyć?
”
„Znajomy nie dotyka się w ten sposób. ”
Zapadła cisza. Renata skrzyżowała ręce. „Rafał, widziałeś kawałek sytuacji i już sobie dopowiadasz resztę.
”
„Co sobie dopowiadam? Nie wiem. Ty mi powiedz. ”
Wstałem.
Nie po to, żeby do niej podejść. Po prostu nie mogłem już siedzieć. „Dopowiadam sobie, że facet, który czeka na moją żonę wieczorem, obejmuje ją w pasie, a ona bierze go pod rękę, nie jest zwykłym znajomym. ”
„Nie obejmował mnie.
”
„Renata. No co? Widziałem. ”
Odwróciła głowę.
„To nie wygląda tak, jak myślisz. ”
„A jak wygląda? ”
„To skomplikowane. ”
„Nie.
To akurat wygląda bardzo prosto. ”
Zacisnęła usta. „Nie rób teraz sceny. ”
To zdanie uderzyło mnie mocniej niż powinno.
„Sceny. Wiesz o co mi chodzi? ”
„Nie podnosiłam głosu. ”
„Ale zaraz podniesiesz.
”
„Nie zamierzam. ”
I rzeczywiście nie zamierzałem. Sam byłem tym zaskoczony. Przez całe życie bałem się takich rozmów.
Wyobrażałem sobie krzyk, trzaskanie drzwiami i oskarżenia. A teraz czułem tylko chłód. „Powiedz mi, kim on jest. ”
„Mówiłam, znajomy.
”
„I tak się spotykacie? Czasem sami? ”
„Czasem. ”
„Od kiedy?
”
„Rafał, przesadzasz. ”
„Od kiedy? ”
Westchnęła. „Nie będę z tobą rozmawiać, jeśli będziesz mnie przesłuchiwał.
”
„To nie przesłuchanie. ”
„Właśnie, że tak. ”
„Chcę wiedzieć, czy moja żona ma kogoś. ”
Renata zamknęła oczy na moment.
Potem powiedziała: „Paweł nie ma z tym nic wspólnego. ”
Zamarłem. „Paweł? ”
Otworzyła oczy i od razu zobaczyłem, że zrozumiała.
„Czyli to Paweł. ”
Milczała. „Ten sam Paweł, który do ciebie pisze? ”
„Rafał.
”
„Nie martw się, poczekam. ”
Jej twarz zmieniła się jeszcze bardziej. „Czytałeś moje wiadomości? ”
„Nie musiałem.
Telefon leżał na komodzie. ”
„To jest chore. ”
„Nie zmieniaj tematu. ”
„Ty mnie śledzisz.
Patrzysz w telefon. ”
„Nie śledziłem cię. ”
„To skąd wiedziałeś, gdzie będę? ”
Nie odpowiedziałem.
Jacka nie zamierzałem w to wciągać. Nie wtedy. „Od jak dawna? ”
Renata usiadła w końcu na krześle.
Nagle wyglądała na zmęczoną. „Rafał, nie róbmy tego teraz. ”
„Od jak dawna? ”
„To nie zaczęło się tak, jak myślisz.
”
„Nie pytałem, jak się zaczęło. ”
Zacisnęła dłonie. „Kilka miesięcy. ”
Poczułem, jak coś we mnie opada.
Nie pęka. Opada. Jakby przez te kilka słów zniknęło napięcie, które nosiłem od paru dni. „Kilka miesięcy.
Powtórzyłem. ”
„Tak. ”
„Spotykacie się? ”
„Tak.
”
„Jesteście razem? ”
„Nie wiem. ”
Zaśmiałem się cicho. „Nie wiesz?
”
„To naprawdę nie jest takie proste. ”
„Dla mnie zaczyna być. ”
Renata spuściła wzrok i wtedy coś nagle wróciło mi do głowy. Nie Partynice.
Nie Paweł. Nie telefon. Zegarek. Jej panika.
Jacek. Salon. Bransoleta. Spojrzałem na nią.
„A zegarek? ”
Podniosła głowę i po jej twarzy od razu zobaczyłem, że właśnie trafiłem tam, gdzie nie chciała, żebym trafił. „A zegarek? ”
Renata zesztywniała.
Naprawdę było to widać. Jeszcze przed chwilą próbowała mówić o Pawle tak, jakby wszystko dało się jakoś rozmyć. Ale kiedy powiedziałem „zegarek”, coś w niej siadło. „Co zegarek?
”
„Wiesz, o czym mówię. ”
„Nie wiem. ”
„Ten, który podobno dostałem na rocznicę. ”
Odwróciła wzrok.
„Przecież mówiłam ci, był za luźny. ”
„Nie pytam o bransoletę. ” Milczała. „Pytam, dlaczego wpadłaś wtedy w taką panikę, kiedy Jacek go zabrał.
”
„Nie wpadłam w żadną panikę. Byłam zdenerwowana. ”
„Dlaczego? ”
Westchnęła.
„Bo to drogi zegarek. Jacek bierze rzeczy bez pytania. Sam dobrze wiesz. ”
To prawda.
Podszedłem kawałek bliżej, ale nadal zostawiłem między nami dystans. „Tylko że ty nie byłaś zła na Jacka. Ty byłaś przerażona tym, że zegarek jest u niego. ”
„Wymyślasz.
”
„Nie. I jeszcze jedno. Od tamtego dnia pytam o ten zegarek, a ty za każdym razem reagujesz tak, jakbyś chciała, żebym o nim zapomniał. ”
„Bo mnie męczysz.
Własnym prezentem. ”
Nie odpowiedziała. Patrzyłem na nią i nagle poczułem, że odpowiedź już właściwie znam, tylko nie chciałem jej jeszcze wypowiedzieć. „Nie był dla mnie, prawda?
”
Renata spuściła oczy. Serce zaczęło mi walić szybciej. „Renata. Cisza.
Dla niego? ”
Poruszyła się nerwowo na krześle. „Rafał, proszę. ”
„Dla Pawła?
”
Podniosła głowę. Przez kilka sekund patrzyła mi prosto w oczy. Potem powiedziała bardzo cicho. „Tak.
”
Nie wiem, czego się spodziewałem. Może, że zaboli bardziej. Może, że się wścieknę. A ja tylko stałem i patrzyłem na nią.
„Czyli ten zegarek miał być dla niego. Na co? ”
„Na urodziny. ”
Parsknąłem krótkim, pustym śmiechem.
„Na urodziny. ”
„Rafał, poczekaj. ”
Uniosłem rękę. Musiałem to sobie poukładać.
„Czyli kupiłaś mu zegarek? ”
„Tak. ”
„Przyniosłaś go do domu. Chciałaś go schować, ale ja go znalazłem.
”
„Tak. ”
„I zapytałem, czy jest dla mnie. ” Renata nic nie powiedziała. „Pamiętasz?
”
„Pamiętam. ”
„’To dla mnie? ‘” Zacisnęła usta. „A ty odpowiedziałaś: ‘Tak, to dla ciebie.
‘”
„Spanikowałam. ”
„Spanikowałaś. ”
„Nie wiedziałam, co powiedzieć. ”
„Mogłaś powiedzieć prawdę.
”
„Nie mogłam. ”
Usiadłem z powrotem. Nagle przypomniałem sobie wszystko z tamtego poranka. Jak podała mi pudełko.
Jak kazała przymierzyć. Jak poprawiała bransoletę. Jak zrobiła mi zdjęcie. Jak mnie pocałowała.
Boże. „A potem chciałaś go ode mnie zabrać. ”
Renata milczała. „Ta bransoleta była za luźna, ale to nie dlatego chciałaś go zabrać.
”
Długo nic nie mówiła. W końcu pokręciła głową. „Poczułem coś ciężkiego w żołądku. Co chciałaś zrobić?
”
„Powiedzieć ci, że trzeba go dopasować i… potem nie wiem. ”
Spojrzałem na nią. „Chciałaś go odzyskać, żeby dać Pawłowi. ”
„Tak.
”
Wtedy przypomniałem sobie Jacka. Jego spojrzenie, kiedy zobaczył zegarek na mojej ręce. To, jak od razu chciał go przymierzyć. Jak uparł się, że pojedzie w nim na chwilę.
„Jacek wiedział. ”
Renata skinęła głową. „Od kiedy? ”
„Od jakiegoś czasu.
”
„O Pawle? ”
„Tak. ”
„I dlatego zabrał zegarek? ”
Renata zacisnęła szczękę.
„Tak. Specjalnie. ”
Zamilkłem. Nagle wszystko zaczęło pasować.
Jacek nie zabrał zegarka dlatego, że mu się spodobał. Zabrał go, żeby Renata nie mogła zrobić tego, co planowała. „Chciał cię powstrzymać. ”
„Tak.
”
„I dlatego wtedy tak się wydarłaś przez telefon? ”
„Byłam wściekła, bo popsuł ci plan. ”
Nie odpowiedziała. Nie musiała.
„Co było potem? ”
„Zadzwoniłam do niego i spotkaliśmy się. Oddał mi zegarek. ”
„Tobie?
”
„Tak. ”
„A mnie powiedziałaś, że jest w salonie? ”
Renata spuściła wzrok. „Tak.
”
Patrzyłem na nią. „Czyli przez te wszystkie dni nie był w żadnym salonie. ”
„Nie. ”
„Gdzie jest?
”
„U mnie. ”
To zdanie było niemal śmieszne. Mój prezent, który nigdy nie był mój, schowany przez moją żonę, bo miał trafić do innego faceta. Przetarłem dłonią twarz.
„Niesamowite. ”
„Rafał, nie. ”
Spojrzałem na nią. „Jeszcze nic nie mów.
”
Bo wtedy dopiero zaczynało do mnie docierać, że ten zegarek nie był największym kłamstwem. Największym kłamstwem było to, co pozwoliła mi poczuć, kiedy miałem go na ręce. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało. Renata siedziała przy stole.
Ja stałem naprzeciwko niej i miałem wrażenie, że wszystko, co jeszcze kilka dni temu było niejasne, nagle zrobiło się boleśnie proste. Nie chodziło już o Pawła. Nie tylko. Nie chodziło nawet o sam zegarek.
Chodziło o tamten poranek. O to, co wtedy poczułem. „Wiesz, co jest w tym najgorsze? ” – zapytałem.
Renata spojrzała na mnie. „Rafał, nie. ”
„Naprawdę chcę, żebyś posłuchała. ”
Zamilkła.
„Przez kilka godzin byłem szczęśliwy. ” Powiedziałem to spokojnie, ale gardło miałem ściśnięte. „Naprawdę szczęśliwy. Jak idiota.
”
Renata odwróciła wzrok. „Myślałem, że sobie o mnie przypomniałaś. Że po tylu latach pomyślałaś: ‘To jest mój mąż. Chcę mu zrobić coś wyjątkowego.
‘”
„Nie chciałam. ”
„Wiem. Spanikowałaś. ” Pokiwałem głową.
„Już mi to powiedziałaś. ”
Usiadłem naprzeciwko niej. „Ale kiedy dałaś mi ten zegarek, mogłaś powiedzieć cokolwiek. Mogłaś wymyślić, że jest dla klienta, dla Jacka, że ktoś ci go zostawił.
Cokolwiek. ”
„Bałam się, że zaczniesz pytać. ”
„Więc uznałaś, że łatwiej będzie zrobić ze mnie męża roku na kilka godzin? ”
„To nie było tak.
”
„Właśnie, że było. ”
Renata zacisnęła dłonie. „Rafał, ja naprawdę nie planowałam cię upokorzyć. ”
„A jednak to zrobiłaś.
”
Zapadła cisza. W głowie znowu zobaczyłem siebie przed lustrem z zegarkiem na ręce. Zadowolonego. Prawie wzruszonego.
Przypomniałem sobie, jak Renata kazała mi stanąć przy oknie i zrobiła zdjęcie. „Po co zrobiłaś mi zdjęcie? ”
Spojrzała na mnie zaskoczona. „Co?
”
„Z zegarkiem? ”
„Nie wiem. Chciałam, żeby to wyglądało normalnie. ”
To zabolało bardziej, niż się spodziewałem.
„Żeby wyglądało normalnie. ”
„Rafał…”
„Czyli nawet to było na pokaz. ”
„Nie na pokaz. ”
„To po co?
”
Nie odpowiedziała. Już nie musiała. Oparłem się o krzesło. „Ja też miałem dla ciebie prezent.
”
Renata podniosła głowę. „Co? ”
„Perfumy. ” Patrzyła na mnie.
„Te, które kiedyś lubiłaś. Zarezerwowałem też stolik. Chciałem ci je dać przy kolacji. ”
Jej twarz na chwilę zmiękła.
„Rafał…”
„Nie mówię tego po to, żebyś miała wyrzuty sumienia. ” Zawahałem się. „Chociaż może powinnaś. ” Odwróciła wzrok.
„Chciałem po prostu spędzić z tobą wieczór. Nic wielkiego. Kolacja, trochę spokoju. Myślałem, że może jeszcze potrafimy.
”
Renata milczała. „A ty w tym samym czasie kombinowałaś, jak zabrać ode mnie prezent dla niego. Wiem, jak to brzmi. ”
„Nie.
Chyba właśnie nie wiesz. ”
Wstałem. Przeszedłem kilka kroków po salonie. „Gdzie jest teraz ten zegarek?
”
„Mam go. ”
„Dobrze. Chcesz go? ” Odwróciłem się do niej.
„Nie. Nie chcę go. ” Powiedziałem to bez złości. „Zrób z nim, co chcesz.
Oddaj, sprzedaj, daj Pawłowi. Naprawdę mnie to już nie obchodzi. ”
„Nie dam mu go. ”
„To też mnie nie obchodzi.
”
Renata patrzyła na mnie. Jakby pierwszy raz tego wieczoru naprawdę zaczynała rozumieć, że nie zamierzam walczyć o zegarek. Ani o nią. „Co teraz?
” – zapytała cicho. To było chyba pierwsze szczere pytanie, jakie mi tego dnia zadała. Usiadłem z powrotem. „Jutro zacznę szukać mieszkania.
”
Jej twarz się zmieniła. „Chcesz się wyprowadzić? ”
„Tak. ”
„Rafał.
Nie podejmuj takich decyzji teraz. ”
„Właśnie teraz pierwszy raz od dawna podejmuję jakąś decyzję sam. ”
„Możemy porozmawiać za kilka dni. ”
„Rozmawiamy teraz.
”
„Możemy coś z tym zrobić? ”
Spojrzałem na nią. „Z czym? ”
Nie odpowiedziała.
„Z Pawłem. Z nami. ”
Zaśmiałem się cicho. Nieszyderczo.
Raczej ze zmęczenia. „Renata, ja od lat próbuję coś zrobić z nami. ”
„Nie możesz wszystkiego zrzucać na mnie. ”
„Nie zrzucam.
Ja też zawaliłem. Za długo milczałem. Za długo pozwalałem, żeby każdy w tym domu decydował za mnie. Ty.
Bożena. Jacek. Ja tylko przytakiwałem. ”
Renata spojrzała na mnie uważnie.
„Czyli odchodzisz przez niego? ”
„Nie. ”
„To przez co? ”
Pomyślałem chwilę.
„Przez nas. ”
Zamilkła. „Paweł tylko sprawił, że wreszcie przestałem udawać, że jeszcze jakieś ‘my’ istnieje. ”
To były słowa, których wcześniej nie planowałem.
Ale kiedy je powiedziałem, poczułem ulgę. Poszedłem na górę. Otworzyłem szafę. Na samym dole pod swetrami leżało pudełko z perfumami.
Wyjąłem je. Przez chwilę trzymałem w rękach. Jeszcze kilka dni wcześniej wyobrażałem sobie, jak Renata je otwiera przy kolacji. Teraz nawet nie chciałem jej ich dawać.
Włożyłem pudełko do swojej torby. Nie na złość. Po prostu nie było już dla kogo. Kiedy zszedłem na dół, Renata nadal siedziała przy stole.
Nie powiedziałem nic więcej. Tamtego wieczoru zrozumiałem jedną rzecz. Nie straciłem zegarka. Nigdy nie był mój.
Straciłem tylko złudzenie, że tamtego poranka ktoś naprawdę wybrał mnie. I pierwszy raz od wielu lat nie zamierzałem czekać, aż zrobi to ktoś inny. Tym razem sam wybrałem siebie.


