Zanim Madison Cole zdążyła zamknąć za sobą drzwi prywatnego salonu na 42 piętrze, wiedziała, że to miejsce nie należy do niej. Skórzane sofy, barek, cisza po hałasie gali charytatywnej – wszystko tu krzyczało o pieniądzach, których ona nie miała. Zsunęła szpilki, opadła na kanapę i zamknęła oczy. Chciała tylko chwili spokoju.

Drzwi otworzyły się ponownie. W progu stanął on – mężczyzna o przenikliwych, ciemnych oczach, który wcześniej zaczepił ją przy oknie. Ethan Kingsley, CEO potężnej firmy technologicznej. Madison widziała jego twarz na okładkach magazynów.
Teraz stał przed nią, wyraźnie zaskoczony, ale szybko odzyskał pewność siebie. – Przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś tu jest. – Ukryłam się przed tłumem. – Networking – powiedział z nutą goryczy, nalewając sobie whisky.
– Tak to teraz nazywają. Madison nie miała pojęcia, że ta przypadkowa rozmowa zmieni wszystko. Ethan zaproponował jej układ – miała udawać jego dziewczynę podczas firmowej gali, żeby uspokoić zarząd, który naciskał, by się ustatkował. W zamian obiecał dostęp do wpływowych ludzi i wynagrodzenie.
– Chcesz, żebym udawała twoją dziewczynę? – Proponuję układ korzystny dla nas obojga – odparł z lekkim uśmiechem. – Ty zyskujesz kontakty, ja spokój. Oboje spędzimy czas z kimś, kto nas nie nudzi.
Madison powinna była odmówić. Ale coś w jego spojrzeniu – intensywność połączona z autentyczną ciekawością – sprawiło, że skinęła głową. – Jeden tydzień, tylko na galę. – Jeden tydzień – powtórzył Ethan.
Ale sposób, w jaki na nią patrzył, mówił, że oboje wiedzą, iż to się nie skończy tak szybko. Następnego ranka Madison obudziła się z przeświadczeniem, że popełniła ogromny błąd. Ale telefon zawibrował. Wiadomość od Ethana: kolacja o siódmej, wyśle samochód.
To ty wybierasz restaurację. Zamiast się wycofać, odpisała, że zgadza się pod jednym warunkiem – to ona wybiera miejsce. Wybrała średniej klasy włoską restaurację w swojej okolicy, żeby choć trochę kontrolować sytuację. Ethan przyjechał w ciemnych spodniach i białej koszuli z podwiniętymi rękawami.
Wyglądał inaczej niż na gali – luźniej, a przez to jeszcze bardziej niebezpiecznie. Madison miała przygotowaną ciętą ripostę, ale słowa zamarły jej w gardle, gdy ich spojrzenia się spotkały. – Wyglądasz pięknie – powiedział spokojnie. Podczas kolacji Ethan zaskoczył ją, recytując szczegóły jej życia: dyplom z marketingu na NYU, dwa lata własnej działalności, mieszkanie na Brooklynie, dziesięcioletnia honda i najlepsza przyjaciółka Siena.
Madison poczuła się odsłonięta. – To niepokojące, że tyle o mnie wiesz. – Nie wchodzę w żadne porozumienia w ciemno. – W takim razie powinieneś też wiedzieć, że nie mdleję na twój widok tylko dlatego, że jesteś bogaty.
– Dobrze – uśmiechnął się. – Właśnie dlatego cię wybrałem. Ustalili zasady. Żadnych przekraczanych granic.
Madison może odejść w każdej chwili. I żadnych kłamstw. Ethan zgodził się na wszystko. – To działa w obie strony – dodał poważnie.
– Jeśli to robimy, robimy to uczciwie. Przez kolejne dni życie Madison wywróciło się do góry nogami. Pod jej drzwiami pojawiały się paczki z sukienkami od projektantów, butami wartymi więcej niż miesięczne zakupy spożywcze i biżuterią, której bała się dotknąć. Każdej przesyłce towarzyszyła karteczka od Ethana: na galę.
Wybierz to, w czym poczujesz się swobodnie. Siena, która wpadła bez zapowiedzi, niemal usiadła na niej, gdy zobaczyła ten skarb. – Oszalałaś? Wiesz, ile to kosztuje?
– Dlatego nie mogę tego przyjąć. – Kochanie, zgodziłaś się być udawaną dziewczyną miliardera. Przestań analizować i ciesz się tym. Tego wieczoru zadzwonił Ethan.
Wyglądał na zmęczonego – poluzowany krawat, potargane włosy. Rozmawiali godzinę o pracy, rodzinie, marzeniach. Madison dowiedziała się, że zbudował firmę od zera, stracił rodziców, gdy miał dwadzieścia trzy lata, i finansuje studia medyczne młodszej siostry. On wysłuchał jej historii o przeprowadzce do Nowego Jorku z ambitną kartą kredytową.
– Chciałem, żebyś poczuła się piękna – powiedział cicho. Madison czuła, jak coś ciepłego rozchodzi się w jej piersi. To miało być czysto zawodowe. A jednak sposób, w jaki na nią patrzył, sposób, w jaki słuchał – to było coś zupełnie innego.
Noc gali nadeszła szybciej niż oczekiwała. Madison spędziła dwie godziny, przymierzając trzy suknie, zanim wybrała ciemnogranatową, podkreślającą figurę. Kiedy wyszła na ulicę, nie zobaczyła kierowcy. Czekał Ethan.
W czarnym smokingu, z muchą luźno zwisającą u szyi. Gdy tylko ją zobaczył, zesztywniał. – Patrzysz się? – szepnęła.
– Wiem – odpowiedział ochryple. – Jesteś absolutnie wyjątkowa. Gdy zawiązała mu muchę, ich twarze znalazły się blisko. Ethan wyjął z kieszeni czarne pudełko.
W środku leżał szafirowy wisior na platynowym łańcuszku – kamień miał dokładnie ten sam odcień co jej sukienka. – To wypożyczone z mojej prywatnej kolekcji. – Ethan, nie mogę. – Możesz.
Gdy jego palce musnęły jej kark podczas zapinania naszyjnika, Madison zadrżała. Spojrzał najpierw na szafir, potem na jej oczy. – Teraz jesteś idealna. W jego spojrzeniu było coś, co mówiło jasno: to już dawno przestało być tylko układ.
Może nigdy nim nie było. Gala odbywała się w Plaza. Czerwony dywan, błyski fleszy, krzyki dziennikarzy. Madison przywołała uśmiech, starając się nie drgnąć.
Ethan trzymał ją blisko, nachylił się do jej ucha. – Radzisz sobie znakomicie. Tylko oddychaj. W środku Madison poznała więcej wpływowych osób niż przez całe życie.
Ethan przedstawiał ją jako swoją dziewczynę, tak naturalnie, że przez chwilę sama prawie w to wierzyła. Grała idealnie – uśmiechała się, prowadziła grzeczne rozmowy, ale cały czas czuła jego dłoń na plecach, jego kciuk kreślący małe kółka, jego spojrzenie szukające jej w tłumie. – Czuję się jak oszustka – wyznała przy barze. – Hej – Ethan odwrócił ją do siebie, dotknął jej policzka.
– Pasujesz wszędzie tam, gdzie chcesz być. Nie pozwól nikomu wmówić ci czegoś innego. Ich pierwszy pocałunek wydarzył się na parkiecie, wśród tłumu jego współpracowników. Madison wspięła się na palce zanim zdążyła pomyśleć.
Pocałunek, który miał być udawany, stał się niebezpiecznie prawdziwy. Po północy, w samochodzie wracającym do domu, Ethan zapytał cicho:
– Czego ty chcesz? Z nami? – Nie wiem – wyznała.
– To miało być proste. – Już nie jest – powiedział, splatając palce z jej dłońmi. W jej małym mieszkaniu Ethan obejrzał zdjęcia, podręczniki, ledwo żywą roślinę na parapecie. – Masz przytulnie.
– To moje. Skromne, ale własne. Potem usiadł i powiedział coś, czego się nie spodziewała. – Dzisiejszy wieczór nie chodził tylko o zarząd.
Chciałem być z tobą. Bo pierwszy raz od lat ktoś widzi mnie naprawdę. Nie moje pieniądze, nie firmę – tylko mnie. – Ethan, ja czuję to samo.
Ale boję się. Wszystko stało się tak szybko. – Zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. Bez udawania, bez układów.
Po prostu ty i ja. Madison przeszukała jego twarz. Nie znalazła ani cienia wahania. – Dobrze.
Tylko my. Zasnęli na jej małej kanapie, wtuleni w siebie. Ostatnim, co usłyszała przed zaśnięciem, był jego szept:
– Nie wypuszczę cię, Madison Cole. Nie pozwolę ci odejść.
Rano obudziła się sama. Ale na stoliku leżała kartka: Musiałem zająć się awaryjnymi sprawami. Kolacja dziś. Przyjadę po ciebie o siódmej.
Wczoraj znaczyło dla mnie wszystko. Ethan. Madison przycisnęła kartkę do piersi. Wiedziała, że tonie.
Kiedy spotkała się z Sieną na kawie, przyjaciółka spojrzała na nią tylko raz i jęknęła:
– O nie. Jesteś w nim zakochana. – Nie jestem – zaprotestowała Madison, ale płonące policzki zdradzały ją. – Okej.
Może jestem w poważnym zauroczeniu. – Madison, on patrzy na ciebie, jakbyś była najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Madison chciała w to wierzyć. Oh, jak bardzo chciała.
Ich związek rozwijał się błyskawicznie. Ethan gotował dla niej kolacje, poznawał jej przyjaciół, pamiętał jej zamówienie kawy. Madison poznała jego świat – prywatne kolacje, wernisaże, rozmowy, które mogły otworzyć jej drzwi do największych klientów. Ale media szybko odkryły ich związek.
Paparaci śledzili ją na ulicach. W internecie pojawiały się artykuły o tajemniczej kobiecie Kingsleya. Niektóre pozytywne, inne okrutne. – Nazywają mnie złotniczką.
Te komentarze niszczą moją reputację. – Mam gdzieś, co mówi prasa – odpowiedział Ethan. – Liczy się tylko to, co do ciebie czuję. Kłócili się.
O jej upór, o jego przesadną troskę, o brak równowagi między pracą a ich relacją. Ale zawsze wracali do siebie. – Kocham cię – wyszeptała Madison pewnego wieczoru, gdy strach w końcu puścił. – Nie chciałam, ale kocham.
– Ja ciebie też – odpowiedział, tuląc ją mocniej. – Bardziej, niż potrafię to powiedzieć. Trzy miesiące później Ethan zabrał ją na weekend do domku nad wodą w Maine. Spokojne dni, gotowanie, odkrywanie pływowych basenów.
Ostatniego wieczoru, patrząc na zachód słońca, Ethan odwrócił się do niej:
– Zamieszkaj ze mną. Nienawidzę budzić się bez ciebie. Zamieńmy to miejsce w dom. – Tak – odpowiedziała bez wahania.
– Tak, zamieszkam z tobą. Miesiąc później jej książki wypełniły jego półki, jej ekspres do kawy stanął obok jego maszyny do espresso. To już nie było jego miejsce ani jej. To było ich.
Wizyta u rodziców Madison w Ohio – pierwsza oficjalna – mogła być koszmarem. Ethan spodziewał się podejrzliwych spojrzeń, ale zamiast tego oczarował wszystkich. Matka zakochała się w nim, gdy komplementował jej dyniową tartę. Ojciec zaczął mu ufać, gdy Ethan z łatwością dotrzymał mu kroku w rozmowach o westernach.
Brat przegrał z nim zakład, jeśli chodzi o statystyki piłkarskie, ale nie miał do niego żalu. Wieczorem, gdy Madison pomagała mamie zmywać naczynia, ta chwyciła ją za rękę:
– Jest cudowny, kochanie. Patrzy na ciebie, jakbyś była najważniejszą osobą na świecie. Tego zawsze dla ciebie chciałam.
Tydzień później Ethan zabrał ją do chatki w górach. W niedzielę rano Madison obudziła się i zobaczyła go przy oknie, patrzącego na wschód słońca. Podbiegła do niego, objęła od tyłu. – Pięknie.
– Nie tak pięknie jak ty – odwrócił się. Był wyraźnie zdenerwowany. I wtedy ukląkł. – Madison Cole – zaczął, a jego głos był pewny mimo emocji w oczach.
– Sześć miesięcy temu weszłaś w moje życie i przewróciłaś je do góry nogami. Wyzywałaś, frustrowałaś, rozśmieszałaś. Sprawiłaś, że chciałem być lepszy. Sprawiłaś, że znów uwierzyłem w miłość.
– Wyciągnął welwetowe pudełko. – Wiem, że według standardów to szybko, ale gdy się wie, to się wie. A ja wiem, że chcę spędzić resztę życia u twojego boku. Czy wyjdziesz za mnie?
– Jesteś pewny? – Nigdy w niczym nie byłem bardziej pewny. Ale potrzebuję, żebyś i ty była pewna. Pomyśl.
Bez presji. – Proponujesz mi na kolanach i mówisz bez presji? – zaśmiała się przez łzy. – Dobrze, może trochę presji.
Madison spojrzała na mężczyznę, który zmienił całe jej życie. Który kochał ją za to, kim była – ambitną konsultantkę, ostrożną kobietę chroniącą serce, córkę z Ohio, która nigdy nie czuła się wystarczająco dobra. I kochał to wszystko. – Tak – wyszeptała.
– Tak, absolutnie tak. Ethan wsunął pierścionek na jej palec, podniósł ją i obrócił. Gdy w końcu postawił ją na ziemi, pocałował ją głęboko. – Jesteśmy zaręczeni – wyszeptała przy jego ustach.
– Jesteśmy – potwierdził. Madison czuła się jak na początku wszystkiego. I po raz pierwszy w życiu nie bała się tego, co miało nadejść.
Bo cokolwiek by to było, stawią temu czoła razem.


