Złapałam syna na gorącym uczynku, gdy wypłacał moje oszczędności na swoje konto. Dwadzieścia tysięcy złotych zniknęło z konta, o którym nawet nie wiedziałam. Trzy lata później sama staję przed wyborem, który może zniszczyć jedyną więź, jaka mi została. Mam 76 lat.

Moja córka Anna przestała się odzywać po tym, jak przestałam finansować jej życie. Mój syn Piotr właśnie ożenił się z kobietą, która chce, żebym przepisała na nich mieszkanie. Tłumaczy, że to dla bezpieczeństwa wnuka. Ale ja już raz słyszałam podobne argumenty.
Kalina, moja sąsiadka, ostrzega mnie, żebym była ostrożna. Mówi, że widziała dokumenty, które Piotr zostawił na stole. Umowa darowizny. Z datą wsteczną.
Z moim podpisem, którego nigdy nie złożyłam. Nie wiem, komu mam ufać. Własnemu synowi, który twierdzi, że to nie on? Czy kobiecie, która mieszka obok mnie od dwudziestu lat i nigdy mnie nie zawiodła?
Dziś rano znalazłam w skrzynce list z banku. Ktoś próbował zaciągnąć kredyt pod zastaw mojego mieszkania. Nie autoryzowałam żadnej takiej operacji.
Ale najgorsze jest to, że nie wiem, czy mam komu o tym powiedzieć.


