W końcu znów czułem wolność. Droga przede mną, muzyka w uszach i to cudowne uczucie, że mam wszystko pod kontrolą. A potem zobaczyłem go w lusterku — znajomą twarz, której nie widziałem od lat….

W końcu znów czułem wolność. Droga przede mną, muzyka w uszach i to cudowne uczucie, że mam wszystko pod kontrolą. A potem zobaczyłem go w lusterku — znajomą twarz, której nie widziałem od lat....

Wróciła, w końcu się doczekałam. Wskoczył z głośnym hukiem, a z głośników ryknął bas. To było całe życie Night City — wrzask silnika, neonowe smugi za szybą i uczucie, że świat należy do mnie. Nie było mnie na mieście prawie rok.

Thumbnail

Praca, problemy, złamane serce — wszystko to zostawiłem za sobą. Teraz była tylko droga, muzyka i ten cholerny zachód słońca, który malował niebo na pomarańczowo. Wjechałem na autostradę, wcisnąłem gaz i poczułem, jak adrenalina buzuje mi w żyłach. Wtedy to zauważyłem.

Za mną, w lusterku, ciemny samochód. Trzymał się kilka metrów dalej. Z początku to zignorowałem — w końcu nie jestem jedynym kierowcą na świecie. Ale po kilku zakrętach, gdy mój rytm serca wrócił do normy, zdałem sobie sprawę, że on wcale nie zwalnia.

Nie wyprzedza, nie skręca. Po prostu jedzie za mną. Zjechałem na prawy pas, zwolniłem. On też.

Zjechałem na lewy, przyspieszyłem. On też. Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach. To nie była paranoja.

Ktoś mnie śledzi. Oberwanie się z przeszłością to nie jest coś, czego pragniesz po roku spokoju. Zawsze wiedziałem, że niektóre rzeczy nie odchodzą tak łatwo. W Night City kłamstwa mają długie ogony, a sejfy pełne sekretów są pilnowane przez ludzi, którzy nie znają słowa “przebaczenie”.

Moje przeszłe sprawy były właśnie takie — brudne, nielegalne, z zbyt wieloma niewygodnymi pytaniami. Nagle ciemny samochód przyspieszył. Zrównał się ze mną. Opuściłem szybę.

Z cienia wyłoniła się twarz — mężczyzna, którego nie widziałem od lat. Stary znajomy, z którym kiedyś pracowałem na zleceniach, które lepiej zostawić w zapomnieniu. Uśmiechnął się, ale w jego oczach nie było nic przyjaznego. “Dawno się nie widzieliśmy, kolego.

Szef chce z tobą porozmawiać. ”

Przełknąłem ślinę. Moja ręka mocniej zacisnęła się na kierownicy. “Nie jestem zainteresowany.

“Nie masz wyboru. ” Głos był zimny, jak ostrze noża. “To nie była prośba. ”

Nagle z jego kieszeni błysnęło coś metalicznego.

Strzał przeszyt powietrze, tuż obok mojego tylnego koła. Samochód zarzucił, ale opanowałem poślizg. To nie było ostrzeżenie. Oni naprawdę nie bawili się w dyskusje.

Wcisnąłem gaz do dechy i skręciłem w wąską uliczkę. Za mną pisnęły opony, a światła w lusterku zaczęły się zbliżać. Wiedziałem, że to tylko kwestia czasu, zanim znajdą nowy sposób, żeby mnie zatrzymać. Musiałem znaleźć sposób, żeby zniknąć.

Ale jak zniknąć, skoro ktoś zna każdy mój ruch? Zjeżdżając w labirynt bocznych dróg, przypomniałem sobie o starym znajomym — człowieku, który zawsze znał ludzi, którzy wszystko załatwiali. Kiedyś mi pomógł, gdy nie miałem gdzie się podziać. Może teraz też będzie miał na to sposób.

W końcu nie ma nic lepszego niż ktoś, kto zna twoje sekrety i wciąż wyciąga do ciebie rękę. Dotarłem do starej dzielnicy, zaparkowałem w ciemnym zaułku i wyłączyłem silnik. Cisza była przytłaczająca, ale przynajmniej przez chwilę bezpieczna. Wysiadłem, rozejrzałem się.

Z oddali dobiegał tylko dźwięk wiatru. Puls bił mi w skroniach. Tamten człowiek — stary wspólnik, którego zostawiłem za sobą — nie zrobił nic przypadkiem. Gdyby naprawdę chciał mnie skrzywdzić, nie traciłby czasu na pogawędkę.

Oni czegoś chcieli. Ale czego? I czy da się z nimi dogadać, zanim sprawy wymkną się spod kontroli? Westchnąłem i spojrzałem na telefon.

Na ekranie zaświeciła się wiadomość od numeru, którego nie znałem. Krótka, ale wystarczająca, by zmrozić krew w żyłach: “Wiemy, gdzie nocujesz. Przyjdź sam. Jutro.

22:00. Stary magazyn przy stacji. ”

Przełknąłem ślinę. Jeśli to jest zasadzka, pójdę w nią z podniesionym czołem.

Ale najpierw muszę zdobyć informacje, które dadzą mi przewagę. Noc była długa, a ja znałem ludzi, którzy mogą pomóc. Może nie wszystkich, ale tych, którzy są w stanie zmienić bieg wydarzeń. Zanim ruszyłem do magazynu, odwiedziłem dwie osoby.

Pierwsza to informator, cena za informacje była wysoka, ale było warto. Druga — mój dawny mentor, człowiek, który nauczył mnie, że czasem jedyny sposób na wygraną to gra do końca. Nie chciałem go angażować, ale nie miałem wyboru. O 21:40 stanąłem przed magazynem.

Stara, rdza weża, drzwi uchylone, w środku tylko jedno światło. Wszedłem. Minał mnie przeciąg zimnego powietrza. Za stołem siedział mężczyzna, którego nie widziałem od czasu, gdy obiecałem mu, że nigdy więcej nie wrócę do tej gry.

“Usiądź. ” Głos głęboki, spokojny. “Mamy do pogadania. ”

Zająłem miejsce, obserwując jego twarz.

Stary wspólnik, Bruno. Jego oczy były teraz mądrzejsze, trudniejsze do odczytania. “Mów, czego chcesz. ”

Bruno położył na stole teczkę.

“To, o czym myślałeś, że zapomniałeś o tym na zawsze. ” Zatrzymał się, patrząc mi prosto w oczy. “Przyszedł czas, żebyś spłacił dług. Myślisz, że nie wiedziałem, co robiłeś po tym, jak zniknąłeś?

Masz u mnie coś, co nie należy do ciebie. ”

Przełknąłem ślinę, bo poczułem, jak ziemia usuwa mi się spod nóg. “Nie mam niczego, czego bym nie mógł wyjaśnić. ”

“A jednak masz.

” Wskazał na teczkę. “Otwórz. ”

Wewnątrz była fotografia. Na niej kobieta, którą znałem.

Moja siostra. Ta, która zginęła w wypadku kilka lat temu. Ale to nie był przypadek. I Bruno o tym wiedział.

“Wiedziałeś? ” zapytałem, a głos mi się załamał. “Od zawsze. ”

Bruno skinął głową.

“Ale teraz to nie o mnie chodzi. Chodzi o to, co zrobisz dalej. Bo ludzie, którzy ją zabili, wciąż są na wolności. I wciąż chcą z tobą porozmawiać.

Zacisnąłem pięści. “Wiedziałem, że to nie był wypadek. Ale nie wiedziałem, gdzie szukać. ”

“Teraz wiesz.

” Wstał, zostawiając teczkę. “Ale pamiętaj: jeśli wejdziesz na tę drogę, nie będzie już odwrotu. ”

Spojrzałem na zdjęcie siostry. Na jej uśmiech, który pamiętałem z dzieciństwa, na ciepło, które zawsze mi dawała.

Wiedziałem, że to nie jest tylko układ z Brunem. To była szansa, by zamknąć sprawę, która nigdy nie dała mi spokoju. Wstałem, wziąłem teczkę. “Gdzie oni są?

Bruno podał mi adres. “Uważaj na siebie. Nie są sami. ”

Wyszedłem z magazynu.

Noc była chłodna, a ciężar teczki ciążył mi w dłoni. Wiedziałem, że jeśli ruszę na to polowanie, już nigdy nie będę spokojnym kierowcą ścigającym zachód słońca. Ale siostra zasługiwała na sprawiedliwość. Ja zasługiwałem na spokój.

Wsiadłem do auta, włączyłem silnik i ruszyłem w stronę miejsca, które zaznaczył Bruno. W końcu po to wróciłem. Nie po to, by uciekać.

Ale po to, by zakończyć to wszystko.