Żelazko zawisło w powietrzu nad bluzką, którą prasowała Zenobia. Popatrzyła na bok męża i zobaczyła coś, czego nie powinno tam być. Zamiast rany, która goiła się przez tydzień, na jego skórze widniał wyraźny czarny tatuaż. „Zdejmij koszulkę” – powiedziała, a jej głos brzmiał obco, jakby należał do kogoś innego.

Mirosław spojrzał na nią z lękiem w oczach, po czym uśmiechnął się tym swoim zbyt szerokim uśmiechem. Zdejmij koszulkę. Chcę zobaczyć, jak goi się ta rana – powtórzyła. Nie miał wyboru.
Powoli uniósł materiał i odsłonił prawy bok. To nie była rana. To było czarne serce z inicjałami M plus A. „Kto to jest A?
” – zapytała. „To nasza córka. Anna” – odpowiedział. Ale Zenobia wiedziała, że to kłamstwo.
To nie był tatuaż dla córki. Był zbyt romantyczny. I ich syn, Oskar, nie miał w nim miejsca. Wiedziała, że to tatuaż dla kochanki.
Zenobia Kowalczyk obudziła się tego ranka z dziwnym uczuciem niepokoju, którego nie umiała nazwać. Mirosław leżał obok, oddychając równo. Był początek maja. To był zwykły dzień.
Niczego nie podejrzewała. Wstała cicho, żeby nie obudzić męża. Jest kosmetologiem z siedemnastoletnim stażem, matką trzynastoletniego Oskara i dziesięcioletniej Anny. Małżeństwo z Mirosławem trwało piętnaście lat.
Może brakowało już tej iskry, ale było stabilne i bezpieczne. Tak jej się wydawało. Poszła do łazienki i usłyszała, jak miąż wstaje i bierze prysznic. Po chwili usłyszała, jak coś mruczy pod nosem.
Prawdopodobnie znowu zapomniał ręcznika. Wzięła jego ulubiony niebieski ręcznik i otworzyła drzwi łazienki. Mirosław stał tyłem do niej, jeszcze mokry. I wtedy Zenobia to zobaczyła.
Na prawym boku, tuż pod żebrami, coś błyszczała w świetle jarzeniówki. Przezroczysta folia ochronna przyklejona do skóry. Pod nią czerwona, lekko opuchnięta plama. „Co się stało?
” – zapytała automatycznie. Mirosław odwrócił się gwałtownie. Jego twarz przez moment była pusta, jakby zapomniał, kim jest. Potem uśmiechnął się szybko, za szybko.
„Nic takiego. Odepchnąłem się o metalową część ławki przy wyciskaniu”. Ale Zenobia widziała w jego oczach coś złego. To nie wyglądało jak opatrunek.
Wyglądało dokładnie jak folia, którą przykrywa się świeże tatuaże. A Mirosław nienawidził tatuaży. Zawsze mówił, że to głupota na całe życie. Miał wrócić trzy dni wcześniej z wyjazdu szkoleniowego do Krakowa.
Twierdził, że uczył się nowych technik crossfitu. Zenobia nie miała powodu mu nie wierzyć. Ale ta folia nie dawała jej spokoju. Przez cały tydzień czuła, że coś jest nie tak.
Mirosław był ostrożny. Ubierał się w sypialni, nigdy przy niej nie rozbierał. Mówiła sobie, że to normalne. Rana się goi.
Ale w kolejną sobotę, gdy dzieci były u babci, a oni zostali sami w domu, Mirosław leżał na kanapie i podniósł koszulkę. I wtedy wszystko się zmieniło. Kiedy Zenobia zobaczyła czarne serce z inicjałami M plus A, postawiła żelazko na desce. Patrzyła na te litery.
Czuła, jak w jej głowie robi się dziwnie jasno i ostro. Mirosław twierdził, że tatuaż jest dla ich córki Anny. Ale to była głupie kłamstwo. „To nie jest tatuaż dla córki” – powiedziała spokojnie.
„To jest tatuaż dla kochanki. Powiedz mi, gdzie jest Oskar? Nasz syn ma trzynaście lat. Dlaczego nie ma go w tym sercu?
”
Mirosław otworzył usta i zamknął je. Nie powiedział nic. Zenobia odłożyła bluzkę, wyłączyła żelazko. W środku czuła pustkę, która wypełniała się gęstym i ciężkim uczuciem.
Powiedziała, że pokaże tatuaż Annie, gdy wróci od babci. Mirosław zbladł. Zenobia poprosiła go, żeby wyszedł. W niedzielę rano, gdy Mirosław wyszedł na zmianę do siłowni, Zenobia wzięła telefon i otworzyła jego Instagrama.
Znała hasło. Przewijała jego profile i polubienia. Większość to byli ludzie z branży fitness. A potem ją zobaczyła.
Agata Lewandowska, dwadzieścia dziewięć lat, instruktorka crossfitu. Pracowała w tej samej siłowni co Mirosław. Zenobia przewinęła jej zdjęcia i zatrzymała się na jednym. Agata robiła sobie selfie w lustrze siłowni.
Miała top na ramiączkach i na lewym nadgarstku, wyraźny, mały czarny tatuaż. Serce z literami M plus A. Zenobia powiększyła zdjęcie. To było identyczne serce jak na boku jej męża.
Data zdjęcia była sprzed czterech dni. W sobotę, dzień, w którym Mirosław wrócił z Krakowa. Zamknęła aplikację i odłożyła telefon. Nie płakała.
Czuła tylko chłód i jasność w głowie. Mirosław zdradził ją z Agatą. Pojechali razem do Krakowa. Zrobili sobie romantyczne tatuaże i wrócili, jakby nic się nie stało.
Zenobia zadzwoniła do swojej najlepszej przyjaciółki Beaty. Spotkały się w małej kawiarni na starówce. Zenobia opowiedziała wszystko spokojnie, bez emocji. Beata słuchała, nie przerywając.
„Co teraz? ” – zapytała. „Nie wiem. Czuję się jak idiota”.
„Nie jesteś idiotką. Jesteś normalną kobietą, która ufała mężowi. Ale musisz teraz myśleć trzeźwo. Zbierz dowody.
Sprawdź rachunki bankowe, wiadomości. Bo będzie rozwód”. Tego wieczoru, gdy dzieci poszły spać, Zenobia cicho otworzyła laptopa i sprawdziła wspólne konto bankowe. Dwa tygodnie temu – płatność w hotelu w Krakowie, pokój dwuosobowy.
Tydzień temu – płatność w studiu tatuażu. Trzy dni temu – kolacja w restauracji. Zrobiła screenshoty wszystkiego. Zapisała je w folderze nazwanym „Dokumenty podatkowe 2023”.
Była gotowa. Następnego dnia Zenobia poszła do siłowni męża. Nie miała planu. Musiała zobaczyć twarz kobiety, która zniszczyła jej rodzinę.
Przy recepcji zapytała o zajęcia z crossfitu. Dziewczyna powiedziała, że prowadzi je Agata. Zenobia stanęła przy szklanej ścianie i spojrzała do środka. Agata stała w centrum sali, idealna, umięśniona, pełna energii.
Na jej nadgarstku błyszczał ten mały tatuaż. Zenobia patrzyła na nią przez kilka minut. Agata była wszystkim, czym Zenobia przestała być. Ale nie miało to znaczenia.
Jej mąż zdecydował się ją zdradzić. I Zenobia zdecydowała, że to się skończy. Wieczorem zadzwoniła do siostry Magdaleny, prawniczki z Warszawy. Zawsze potrafiła być bezwzględna, gdy trzeba było walczyć.
„Zdradzał cię? ” – zapytała Magdalena. „Tak”. „Z instruktorką z jego siłowni?
”
„Tak”. „I zrobili sobie romantyczne tatuaże? ”
„Tak”. Magdalena zaśmiała się krótko, ostro.
„Jezu, ale on jest głupi”. „Magdaleno”. „Nie serio? Wytatuować sobie inicjały kochanki?
Słuchaj mnie. Zrobisz tak. Zorganizujesz rodzinną kolację. Zaprosisz rodziców swoich i jego.
I tam, przy wszystkich, pokażesz ten tatuaż. Publicznie go upokorzysz. Niech wszyscy zobaczą, jakim jest kretynem”. „To okrutne” – szepnęła Zenobia.
„A co on zrobił tobie? Musisz być silna dla siebie, dla dzieci. Nie możesz pozwolić, żeby to on kontrolował narrację. Będę tam.
Przyjadę z Warszawy. Nie zostawię cię samej”. „Dobrze. Zróbmy to”.
Następnego dnia Zenobia zadzwoniła do wszystkich. Do swojej matki, Karoliny, surowej emerytowanej nauczycielki. Do ojca Mirosława, Henryka, prostego człowieka, który zawsze traktował ją jak własną córkę. Zaprosiła ich na sobotę na dziewiętnastą.
„Co się święci? ” – zapytał Mirosław. „Nic specjalnego. Dawno nie widzieliśmy rodziny.
Pomyślałam, że będzie miło”. Uśmiechnęła się. Był to pierwszy szczery uśmiech od tygodnia, ale nie był ciepły. Był zimny jak lód.
W sobotę Zenobia gotowała cały dzień. Schabowy w panierce, ziemniaki, surówka. Ulubione danie teścia Henryka. Dla matki sernik.
Mirosław wrócił z siłowni w dobrym humorze i ucałował ją w szyję. Nie odsunęła się. Magdalena przyjechała pierwsza i szepnęła siostrze: „Trzymaj się. Jesteś niesamowita”.
Dzieci kręciły się po domu, podekscytowane wizytą rodziny. Nie wiedziały, co się wydarzy. O dziewiętnastej przyszła Karolina, a dziesięć minut później Henryk z kwiatami dla Zenobi. Wszyscy usiedli do stołu.
Rozmawiali o pogodzie, o dzieciach, o polityce. Mirosław był roześmiany, opowiadał o nowym sprzęcie w siłowni. Zenobia czekała. Czekała, aż zjedzą główne danie, aż Mirosław naprawdę poczuje się bezpiecznie.
I wtedy wstała. „Mam dla was coś do pokazania. Mirosławie, zdejmiesz koszulę? ”
Mirosław zmartwiał.
„Co? ”
„Zdejmiesz koszulę? Pokaż wszystkim swój nowy tatuaż”. Cisza była absolutna.
Nawet Anna przestała jeść. Mirosław otworzył usta, ale nie wydał żadnego dźwięku. Jego twarz robiła się biała, potem czerwona. Zenobia sięgnęła do kieszeni i wyjęła złożoną kartkę.
Rozłożyła ją i rzuciła na stół. To było wydrukowane zdjęcie z Instagrama. Agata Lewandowska uśmiechnięta w lustrze siłowni, z wyraźnym tatuażem na nadgarstku. „To jest Agata Lewandowska.
Instruktorka crossfitu z jego siłowni. Mają identyczne tatuaże. Serce z inicjałami M plus A. Mirosław plus Agata”.
Henryk wziął zdjęcie do ręki i patrzył na nie długo. Potem spojrzał na syna. Karolina zamknęła oczy. Magdalena uśmiechnęła się cynicznie.
„Głupszy niż myślałam” – powiedziała cicho. Anna zaczęła płakać. Oskar wstał od stołu i wyszedł do swojego pokoju. „Synu, zawiodłeś nas wszystkich” – powiedział Henryk.
Mirosław wstał gwałtownie. „Nie możecie mnie sądzić! To skomplikowane! ” – krzyknął.
„Nie ma nic do rozumienia. Zdradziłeś mnie. Zdradziłeś naszą rodzinę i jeszcze wytatuowałeś sobie jej inicjały na ciele” – odpowiedziała Zenobia. Magdalena zaśmiała się głośno.
„Wytatuował. Boże, to jest lepsze niż myślałam”. „Zamknij się! ” – syknął Mirosław.
„Nie zamknę się, bo moja siostra zasługuje na to, żeby ktoś w końcu powiedział ci prawdę. Jesteś żałosnym, egoistycznym człowiekiem”. Zenobia spojrzała na męża. „Spakuj swoje rzeczy.
Możesz spać u Agaty. Od jutra szukasz sobie mieszkania”. „To jest mój dom! ” – krzyknął.
„Był. Teraz już nie jest”. Po wyjściu gości mieszkanie było ciche jak grób. Anna spała z łzami na policzkach.
Oskar zamknął się w pokoju. Mirosław spakował torbę i wyszedł, trzaskając drzwiami. Magdalena została na noc. Siedziały w ciszy przy herbacie.
Następnego ranka Oskar wyszedł z pokoju z podkrążonymi oczami. „Mama, gdzie tata? ”
„Wyszedł. Będzie mieszkał gdzie indziej”.
„Ja wiedziałem” – powiedział cicho. „Widziałem, jak tata pisał do kogoś w nocy. Uśmiechał się do telefonu. Myślałem, że to praca”.
Zenobia objęła syna. „To nie twoja wina”. Anna wyszła z pokoju z misiem w ręku. „Mama, tata już nie wróci?
”
Zenobia usiadła i wzięła córkę na kolana. „Tata was kocha. Ale czasem dorośli robią rzeczy, które krzywdzą innych ludzi i wtedy muszą ponieść konsekwencje”. „Ale ja chcę, żeby był z nami” – płakała Anna.
Zenobia trzymała córkę w ramionach i czuła, jak jej serce pęka na pół. To nie chodziło o jej dumę czy ból. Chodziło o dzieci, które nie prosiły o rozstanie rodziców. Ale nie mogła zostać z mężczyzną, który ją zdradził.
To byłoby pokazanie dzieciom, że można traktować innych jak śmieci i nie ponosić konsekwencji. Nie chciała, żeby jej dzieci tak myślały. Zenobia umówiła się na konsultację z prawnikiem. Piotr Zawadzki był wysokim mężczyzną po pięćdziesiątce.
Wysłuchał jej historii i obejrzał dowody. „Ma pani solidne dowody. Zdrada jest podstawą do rozwodu z winy. To może wpłynąć na podział majątku i alimenty”.
Dwa tygodnie później dostała wiadomość na Facebooku od Agaty: „Mirosław mi powiedział, co zrobiłaś. To było okrutne. On cię kocha, ale ty go upokorzyłaś. Jesteś żałosna”.
Zenobia przeczytała wiadomość trzy razy. Zrobiła screenshot. Nie odpowiedziała. Nie było sensu.
Agata myślała, że wygrała, że zabrała komuś męża. Ale Zenobia wiedziała lepiej. Mirosław nie był nagrodą. Agata mogła go sobie zatrzymać.
Miesiąc później Mirosław przyszedł z ogromnym bukietem czerwonych róż. Powiedział, że popełnił błąd, że chce wrócić, że tęskni za dziećmi. „A za mną? ” – zapytała Zenobia.
„Oczywiście, że za tobą też”. „Kłamiesz. Nawet teraz kłamiesz. To dlaczego nie potrafisz mi spojrzeć w oczy?
”
„Zenobia, proszę. Jestem tu, bo chcę naprawić naszą rodzinę”. „Rodziny już nie ma. Zniszczyłeś ją”.
„To był tylko błąd. Chwila słabości”. „Tatuaż to nie chwila słabości. To świadoma decyzja.
Pojechałeś z nią do Krakowa. Zrobiliście sobie romantyczne tatuaże. Wróciłeś i kłamałeś”. Wzięła kwiaty i podała mu z powrotem.
„Wyjdź. Następnym razem dzwoń, zanim przyjdziesz. To już nie jest twój dom”. Pierwsza rozprawa rozwodowa odbyła się w chłodny wrześniowy poranek.
Mirosław nie przyznał się do winy. Jego prawnik wniósł o okres separacji, nie rozwód. Sędzia wyznaczyła kolejny termin za trzy miesiące. Na korytarzu Mirosław podszedł do niej.
„Rozstałem się z Agatą. Chcę naprawić nasze małżeństwo dla dzieci”. Zenobia zaśmiała się sucho. „Dla dzieci?
Nasze dzieci płaczą po nocach. Oskar ma depresję. Anna boi się, że to przez nią się rozchodzimy. Gdybyś naprawdę myślał o dzieciach, nie zdradziłbyś mnie”.
„Popełniłem błąd”. „Przestań nazywać to błędem. Błąd to zapomnieć kupić mleka. Zdrada to świadomy wybór.
Ty wybrałeś Agatę. Wybrałeś pojechać z nią do Krakowa. Wybrałeś zrobić sobie tatuaż. Każdy z tych kroków był wyborem”.
„Przez ciebie straciłem wszystko” – powiedział ze złością. „Dom, dzieci, pracę. Współwłaściciel siłowni chce, żebym odszedł. Romans z pracownicą to zła reklama”.
„Aha. No to teraz wiesz, jak to jest ponosić konsekwencje swoich wyborów” – odpowiedziała i wyszła. Tydzień później dostała kolejną wiadomość od Agaty: „Mirosław jest żałosnym tchórzem. Myślałam, że jest inny.
Nie warto było”. Zenobia odpowiedziała po raz pierwszy: „Wiem”. Potem zablokowała Agatę. W grudniu druga rozprawa.
Mirosław nie bronił się. Zgodził się na rozwód. Sędzia orzekła rozwód z winy Mirosława. Mieszkanie przyznano Zenobi.
Mirosław miał spłacać swoją część kredytu i płacić alimenty. Kontakty z dziećmi co drugi weekend. Po piętnastu latach małżeństwa Zenobia wyszła z sądu jako wolna kobieta. Zima przeszła, potem wiosna i lato.
Zenobia pomalowała ściany w salonie na jasny beż. Kupiła nowe zasłony. Wyrzuciła stare zdjęcia ślubne. Powiesiła obrazy, które zawsze chciała mieć.
Mieszkanie przestało być ich mieszkaniem. Stało się jej. Oskar w końcu zgodził się pójść do psychologa. Pomogło.
Zaczął się częściej śmiać. Anna miała mniej koszmarów. Mirosław odbierał dzieci co drugi weekend. Zenobia nie pytała, dokąd je zabiera.
To już nie była jej sprawa. Wróciła do jogi. Poznała nowe osoby. Czuła, że powoli odzyskuje siebie.
Jedna z klientek powiedziała jej: „Pani wygląda lepiej niż rok temu”. Zenobia uśmiechnęła się. „Czuję się lepiej”. I to była prawda.
Dziesięć miesięcy po rozwodzie przypadkowo spotkała Mirosława w galerii handlowej. Stał sam przy fontannie, patrzył w telefon. Wyglądał źle. Schudł.
Miał nowe zmarszczki. Był ubrany w znoszony dres. „Cześć” – powiedziała. Podniósł wzrok.
„Cześć, Zenobio. Jak się masz? ”
„Jakoś. Pracuję w innej siłowni.
Płacą mniej”. „To dobrze, że masz pracę”. Skinął głową. „Chciałem ci coś pokazać”.
Podniósł koszulkę, odsłaniając prawy bok. Tam, gdzie był tatuaż, teraz był zabandażowany kawałek skóry. „Usuwam go laserem. Kosztuje fortunę i boli jak cholera”.
„Ile zabiegów już miałeś? ”
„Cztery. Potrzebuję jeszcze przynajmniej trzech”. „To będzie blizna”.
„Wiem. Ale lepiej blizna niż to przypomnienie”. „Może to lekcja na przyszłość? ”
Zaśmiał się cicho.
„Tak, droga lekcja”. „Muszę iść. Kupuję buty dla Anny”. „Jasne.
Pozdrów dzieci”. Zenobia odwróciła się i poszła. Nie obejrzała się za siebie. Czuła litość, ale nie żal.
Mirosław był dla niej obcą osobą. Rok po rozwodzie spotkała się z Magdaleną w restauracji. „Jestem z ciebie dumna. Naprawdę sobie poradziłaś” – powiedziała siostra.
„Czasem myślę, że mogłam inaczej”. „Jak? Zostać z kłamcą, udawać, że nic się nie stało? ”
„Wiem.
Masz rację”. „Kiedy zaczniesz randkować? ”
„Nie wiem. Nie myślałam o tym”.
„Powinnaś. Zasługujesz na kogoś normalnego”. „Może kiedyś. Na razie skupiam się na sobie i na dzieciach”.
Dwa lata po rozwodzie Zenobia pojechała na konferencję kosmetologiczno-dermatologiczną. W przerwie wyszła do bufetu. „Nudne, prawda? ” – usłyszała za sobą.
Odwróciła się. Obok stał wysoki, szczupły mężczyzna w okularach. Miał około czterdziestu pięciu lat, szpakowate włosy i przyjemny uśmiech. „Tomasz Wielicki.
Dermatolog z kliniki na alejach”. „Zenobia Kowalczyk. Kosmetolog”. „Kosmetolog na konferencji dermatologicznej.
To rzadkość”. „Chciałam się doszkolić w laserach”. Rozmawiali przez całą przerwę. Tomasz był inteligentny i miał poczucie humoru.
W pewnym momencie powiedział: „Nigdy nie miałem tatuażu. Nie lubię trwałych decyzji”. Zenobia zamarła na chwilę, potem roześmiała się szczerze i głośno. Tomasz spojrzał na nią zaskoczony.
„Coś powiedziałem śmiesznego? ”
„Nie. Po prostu to była dobra myśl”. Wymienili się numerami.
Trzy tygodnie później spotkali się w parku nad Zalewem Zemborzyckim. Szli powoli ścieżką nad wodą. Rozmawiali o wszystkim. W końcu Zenobia opowiedziała mu o Mirosławie, o tatuażu, o zdradzie i rozwodzie.
Tomasz słuchał uważnie. „To musiało być trudne”. „Było. Ale nauczyłam się czegoś ważnego.
Że zasługuję na szczerość i szacunek. I że nie muszę tolerować niczego mniej”. W pewnym momencie Tomasz delikatnie wziął jej rękę. „Czy to w porządku?
” – zapytał. „Tak. To w porządku”. Wieczorem Zenobia stanęła przed lustrem.
Czterdzieści dwa lata. Kilka zmarszczek, pierwsze siwe włosy. Ale w oczach miała coś nowego. Spokój.
Przetrwała. Przeszła przez zdradę, rozwód, finansowe zmagania. Wychowała dzieci sama. Odbudowała swoje życie.
I po raz pierwszy od dwóch lat czuła, że może znowu komuś zaufać. Jesienią, trzy lata po tamtej fatalnej kolacji, Zenobia siedziała w ogrodzie botanicznym z Tomaszem. Liście zmieniały kolory. „Jak dzieci?
” – zapytał. „Dobrze. Oskar dostał się na studia. Informatyka.
Anna myśli o medycynie”. „A Mirosław? ”
„Nie wiem. Przestałam pytać.
Odbiera dzieci co drugi weekend. Płaci alimenty. To wszystko, co muszę wiedzieć”. „Usunął w końcu ten tatuaż?
”
„Tak. Ma bliznę. Dużą, białą. Trochę jak przypomnienie.
Dobre przypomnienie, że decyzje mają konsekwencje”. „Czy kiedykolwiek żałujesz? ” – zapytał Tomasz. „Nie.
Nie żałuję. Byłam w punkcie, gdzie musiałam wybrać między godnością a wygodą. Wybrałam godność. I dobrze.
Ale żałuję, że dzieci musiały przez to przejść”. „Ale zobaczyły też, jak ich matka była silna, jak walczyła, jak nie pozwoliła się traktować jak śmieć. To też jest lekcja”. „Dziękuję.
Za to, że jesteś. Za to, że słuchasz. Za to, że nie masz głupich tatuaży” – zaśmiała się. Tomasz uśmiechnął się.
„To akurat łatwe”. Wstali z ławki. Tomasz wziął jej rękę. Szli ścieżką między kolorowymi drzewami.
„Kiedyś myślałam, że moje życie się skończyło. Że po piętnastu latach małżeństwa nie ma dla mnie niczego nowego. A teraz wiem, że życie dopiero się zaczęło”. Tomasz przystanął i pocałował ją delikatnie.
Zenobia zamknęła oczy. Czuła ciepło jego warg i lekki chłód powietrza. Gdy się odsunął, uśmiechnęła się. „Ja też się cieszę”.
Wieczorem wróciła do domu. Dzieci spały. Zapaliła lampkę w salonie i patrzyła na jasne ściany, na obrazy, które zawsze chciała mieć, na fotografie dzieci. To było jej mieszkanie, jej życie, jej wybory.
Mirosław był gdzieś tam z blizną na boku. Agata pewnie znalazła sobie kolejnego mężczyznę. To już nie była jej sprawa. Wzięła telefon i napisała do Tomasza: „Dziękuję za dzisiejszy dzień.
Było pięknie”. Odpowiedź przyszła szybko: „Dla mnie też. Dobranoc, Zenobio”. Odłożyła telefon i uśmiechnęła się do siebie.
Czterdzieści dwa lata. Rozwódka. Matka dwójki nastolatków. Kosmetolog z małego gabinetu w Lublinie.
Ale szczęśliwa. Prawdziwie, głęboko, spokojnie szczęśliwa. I to było więcej, niż miała trzy lata temu.
Wyłączyła światło i poszła spać.


