ROZDZIAŁ 2 — CZŁOWIEK, KTÓRY NIE ISTNIEJE

OSTATNI ROZKAZ

ROZDZIAŁ 2 — CZŁOWIEK, KTÓRY NIE ISTNIEJE

Alarm wył nad bazą.

Czerwone światła zaczęły pulsować na korytarzach, a ciężkie drzwi bezpieczeństwa zatrzasnęły się jedno po drugim.

Lena stała w ciemnym pokoju przesłuchań, ściskając kartę pamięci.

Za szybą Radecki odwrócił się gwałtownie.

— Co się dzieje? — zapytał Domański.

— System dowodzenia został przejęty.

— Przez kogo?

Radecki spojrzał przez szybę na Lenę.

— Przez nią.

Drzwi otworzyły się.

Dwóch żandarmów wbiegło do środka.

— Na ziemię!

Lena nie ruszyła się.

— Nie macie prawa…

Pierwszy żandarm chwycił ją za ramię.

Lena obróciła się, wyrwała rękę i odepchnęła go na stół.

Drugi ruszył z drugiej strony.

Zanim zdążył ją złapać, Zieliński wszedł między nich.

— Zostawcie ją!

— Poruczniku, odsuń się!

— Powiedziałem: zostawcie ją!

Radecki uderzył dłonią w szybę.

— Zieliński! To rozkaz!

Zieliński spojrzał na niego.

Potem na Lenę.

I zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał.

Zdjął broń z pasa.

Położył ją na podłodze.

— W takim razie mnie też aresztujcie.

Zapadła cisza.

Radecki pobladł.

— Co ty wyprawiasz?

— Wybieram stronę.

Żandarm podniósł broń.

— Obaj na ziemię!

Lena spojrzała na Zielińskiego.

— Co jest na karcie?

— Nie tylko nagranie.

— Co jeszcze?

— Lista nazwisk.

Drzwi nagle otworzyły się z hukiem.

Do środka wbiegł major Domański.

W ręku trzymał pistolet.

— Oddaj kartę, kapitan.

Lena cofnęła się.

— Nie.

— Nie rozumiesz, w co się wpakowałaś.

— Rozumiem więcej niż rano.

Domański zrobił krok.

— Ta karta może zniszczyć ludzi.

— Właśnie dlatego jej nie oddam.

— Może zniszczyć także ciebie.

— Już próbowaliście.

Domański zacisnął szczękę.

— Ostatnia szansa.

Lena spojrzała na Zielińskiego.

Potem na kamerę.

I nagle rzuciła kartę pod stół.

Domański odruchowo spojrzał w dół.

To wystarczyło.

Lena kopnęła metalowe krzesło.

Krzesło uderzyło w nogi jednego z żandarmów.

Zieliński chwycił drugiego za kamizelkę i pociągnął go w bok.

Domański ruszył do przodu.

Lena prześlizgnęła się obok niego i wybiegła na korytarz.

— ZATRZYMAĆ JĄ! — wrzasnął Radecki.

Alarm rozległ się ponownie.

Tym razem w całej bazie.


Lena biegła przez korytarz.

Żołnierze wychodzili z pomieszczeń.

Niektórzy patrzyli na nią z szokiem.

— Kapitan!

— Nie zatrzymujcie mnie!

— Masz rozkaz się zatrzymać!

Lena skręciła.

Za nią rozległy się kroki.

Zieliński dogonił ją przy schodach.

— Tędy!

— Dokąd?

— Archiwum techniczne.

— Jest zamknięte.

— Było.

Wbiegli do starego skrzydła bazy.

Zieliński wyciągnął kartę dostępu.

Drzwi nie zareagowały.

— Cholera.

Lena spojrzała na niego.

— Mówiłeś, że było otwarte.

— Było pięć minut temu.

Za nimi pojawili się żandarmi.

Lena rozejrzała się.

Po lewej znajdowały się ciężkie drzwi przeciwpożarowe.

Pchnęła je.

Otworzyły się.

— Tutaj!

Wbiegli do środka.

Drzwi zamknęły się za nimi.

Żandarmi uderzyli w nie od drugiej strony.

— Otwierać!

Lena oparła plecy o stal.

Zieliński ciężko oddychał.

— Musimy znaleźć kartę.

— Jest pod stołem.

— Nie.

Wyjął z kieszeni drugą kartę.

— Wziąłem ją wcześniej.

Lena spojrzała na niego.

— To nie była ta sama.

— Wiem.

Podał jej mały czarny nośnik.

— Ta była w kieszeni zmarłego żołnierza.

Lena zamarła.

— Tego, którego nie było w rejestrze?

— Tak.

— Dlaczego nic nie powiedziałeś?

— Bo chciałem przeżyć do rana.

— A teraz?

Zieliński spojrzał na drzwi.

— Teraz już chyba nie ma znaczenia.


Archiwum było ogromnym, betonowym pomieszczeniem pełnym szaf.

Na każdej widniały numery jednostek.

Lena podeszła do terminala.

— Jaki login?

— Twój.

— Mój został zablokowany.

— Spróbuj.

Wprowadziła nazwisko.

WROŃSKA LENA.

Ekran zamigotał.

DOSTĘP ODRZUCONY.

Zieliński spojrzał na nią.

— Spróbuj numeru odznaki.

Lena wyciągnęła ją z kieszeni.

Zatrzymała się.

— To nie moja odznaka.

— Właśnie.

Wprowadziła numer.

Ekran zrobił się czarny.

Potem pojawił się napis:

PROJEKT 17-B.

Lena przestała oddychać.

— Co to jest?

Na ekranie pojawiła się lista.

STATUS: NIEISTNIEJĄCA JEDNOSTKA.

Poniżej:

OPERACJA: OSTATNI ROZKAZ.

I nazwiska.

Lena przesuwała palcem po ekranie.

Pierwsze.

Drugie.

Trzecie.

Czwarte.

Znała wszystkie.

To byli żołnierze, których uznano za zmarłych podczas misji sprzed siedmiu lat.

Zieliński podszedł bliżej.

— Co to znaczy?

Lena nie odpowiedziała.

Na dole listy pojawiło się jedno nazwisko.

ALEKSANDER RADECKI.

A pod nim:

STATUS: AKTYWNY.

Zieliński spojrzał na Lenę.

— Twój dowódca był częścią tego projektu.

— Nie.

— Lena…

— To może być fałszerstwo.

Nagle ekran zmienił się.

Pojawiło się zdjęcie.

Człowiek w wojskowym mundurze.

Młodszy o kilkanaście lat Radecki.

Obok niego stała grupa żołnierzy.

Na środku znajdowała się kobieta.

Lena podeszła bliżej.

Jej twarz pobladła.

— Znasz ją? — zapytał Zieliński.

Lena dotknęła ekranu.

— To moja matka.


Drzwi archiwum zatrzęsły się.

— Otwierać! — krzyknął Radecki.

Lena odsunęła się od terminala.

— Dlaczego moja matka jest na zdjęciu?

Zieliński spojrzał na nią.

— Masz pewność?

— To ona.

— Co robiła w wojsku?

— Nigdy mi nie powiedziała.

— Może nie mogła.

Lena odwróciła się.

— Co masz na myśli?

Zieliński nie odpowiedział.

— Marek.

— W twoich aktach jest luka.

— Jaka luka?

— Trzy lata.

— Nie.

— Tak.

— Służyłam wtedy.

— Oficjalnie nie.

Lena patrzyła na niego w milczeniu.

— Co jeszcze wiesz?

Zieliński spuścił wzrok.

— Twoja matka nie była cywilem.

Drzwi znów zatrzęsły się.

— Otwierać!

Lena podeszła do terminala.

— Muszę to skopiować.

— Nie mamy czasu.

— W takim razie daj mi trzydzieści sekund.

Wsunęła kartę.

System zaczął kopiować dane.

12%

27%

43%

Na korytarzu rozległ się głos Radeckiego.

— Leno!

Po raz pierwszy nie powiedział „kapitan”.

Lena spojrzała na drzwi.

— On zna moje imię.

Zieliński spojrzał na nią.

— Znał je od dawna.

71%.

Nagle wszystkie światła zgasły.

Terminal przeszedł na zasilanie awaryjne.

82%.

Drzwi otworzyły się.

Radecki wszedł do środka.

Nie miał broni.

Tylko czarny mundur i spokojną twarz.

Za nim stali żandarmi.

— Odsuń się od terminala.

Lena nie ruszyła się.

— Kim była moja matka?

Radecki milczał.

— Odpowiedz!

— Człowiekiem, który próbował zakończyć projekt.

Lena spojrzała na niego.

— Jaki projekt?

Radecki zrobił krok.

— Ten, który właśnie odkryłaś.

94%.

— Dlaczego użyliście mojego głosu?

Radecki nie odpowiedział.

— Dlaczego zabiliście ludzi w konwoju?

— Nie zabiliśmy ich.

Lena zamarła.

— Co?

Radecki spojrzał na Zielińskiego.

— Powiedz jej.

Zieliński spuścił wzrok.

— Nie wszyscy zginęli.

Lena powoli odwróciła głowę.

— Kto żyje?

Radecki odpowiedział:

— Jeden.

100%.

Plik został skopiowany.

Lena wyjęła kartę.

W tej samej chwili Radecki powiedział:

— Twój ojciec.

Lena zamarła.

— Mój ojciec nie żyje od piętnastu lat.

Radecki pokręcił głową.

— Tak miałaś myśleć.


Cisza.

Nawet alarm wydawał się nagle odległy.

Lena patrzyła na Radeckiego.

— Gdzie on jest?

— Poza granicą.

— Gdzie?

— W miejscu, do którego nie możemy cię zabrać.

— To nie jest odpowiedź.

Radecki spojrzał na kartę w jej dłoni.

— Oddaj ją, a dowiesz się prawdy.

Lena zacisnęła palce.

— Nie wierzę ci.

— Powinnaś.

— Dlaczego?

Radecki zrobił jeszcze jeden krok.

— Bo twój ojciec był pierwszym człowiekiem, który wydał „ostatni rozkaz”.

Lena zmarszczyła brwi.

— Jaki rozkaz?

Radecki spojrzał na zegarek.

Nagle rozległ się potężny huk.

Cała baza zadrżała.

Żołnierze stracili równowagę.

Z sufitu spadł pył.

Światła zamigotały.

Z głośników odezwał się automatyczny komunikat:

„PROCEDURA OSTATNI ROZKAZ — AKTYWNA.”

Radecki pobladł.

— To niemożliwe.

Lena spojrzała na niego.

— Co się dzieje?

Pułkownik nie odpowiedział.

Na terminalu pojawił się nowy komunikat:

AUTORYZACJA: LENA WROŃSKA.

Lena cofnęła się.

— Ja tego nie uruchomiłam.

Radecki spojrzał na nią z prawdziwym strachem.

— Wiem.

— Więc kto?

Terminal wyświetlił ostatnią wiadomość.

WITAJ, CÓRKO.

Lena zamarła.

A potem z głośników rozległ się męski głos.

Spokojny.

Starszy.

Znajomy.

— Leno… jeśli to słyszysz, oznacza to, że Radecki już wie, że wróciłem.

Radecki zamknął oczy.

Lena patrzyła na niego.

— To mój ojciec.

Głos mówił dalej:

— Nie ufaj nikomu w tej bazie.

Krótka pauza.

— Nawet człowiekowi, który właśnie stoi obok ciebie.

Lena odwróciła się powoli.

Zieliński stał kilka kroków dalej.

I trzymał w dłoni broń, której wcześniej nie miał.

Celował prosto w Radeckiego.

KONIEC ROZDZIAŁU 2