ROZDZIAŁ 3 — SZKLARNIA

DOM, KTÓRY MILCZAŁ

ROZDZIAŁ 3 — SZKLARNIA

Klara patrzyła na ekran telefonu.

„I nie ufaj Adrianowi.”

Zdjęcie nadal było otwarte.

Ona.

Adrian.

Jan.

Trzy osoby stojące w garażu, sfotografowane zaledwie kilka sekund wcześniej.

Klara podniosła wzrok.

— Kto zrobił to zdjęcie?

Jan zgasił latarkę.

— Nie wiem.

— Kłamie pan.

— Nie kłamię.

— Więc dlaczego ktoś znał nasze ruchy?

Jan spojrzał na otwarte tylne drzwi garażu.

— Bo ten ktoś jest blisko.

Adrian natychmiast ruszył w stronę wyjścia.

Klara złapała go za rękę.

— Dokąd?

— Za nim.

— Nie.

— Uciekł tędy.

— A wiadomość mówi, żebym przyszła sama do szklarni.

Adrian spojrzał jej w oczy.

— Właśnie dlatego nie pójdziesz sama.

— Właśnie dlatego nie pójdziesz ze mną.

— Klara…

— Całe życie mnie okłamywałeś.

— Nie wiedziałem, co jest prawdą.

— Ale wiedziałeś, że nie jesteś moim bratem.

Adrian zamilkł.

Jan podniósł metalową skrzynkę.

— Dość.

Oboje spojrzeli na niego.

— Jeżeli ktoś chce, żebyście zaczęli sobie nie ufać, już wygrał połowę tej walki.

Klara schowała telefon.

— A druga połowa?

Jan spojrzał w stronę starej szklarni.

— Zależy od tego, co znajdziecie.


Szklarnia stała za ogrodem.

Od lat nikt jej nie używał.

Szyby były popękane, metalowa konstrukcja pokryta rdzą, a wysokie chwasty sięgały niemal do ram okien.

Klara szła sama.

Tak jak zażądał nieznajomy.

Za nią, kilkadziesiąt metrów dalej, poruszał się Jan.

Adrian został w garażu.

Przynajmniej tak miało być.

Klara zatrzymała się przed drzwiami szklarni.

Telefon zawibrował.

„WEJDŹ.”

Drzwi były uchylone.

W środku panowała ciemność.

Klara weszła.

— Jest tu ktoś?

Żadnej odpowiedzi.

Zrobiła kolejny krok.

Stara metalowa donica przewróciła się pod jej butem.

Huk odbił się od szyb.

Klara odruchowo się odwróciła.

Nikogo.

Nagle zapaliła się jedna lampa.

Na środku szklarni stał drewniany stół.

Na nim leżała kaseta.

Ta sama, którą znalazła w gabinecie.

Tylko że ta miała inną etykietę.

„23:17.”

Klara podeszła.

Obok kasety leżał zegarek Daniela.

Wskazówki zatrzymane dokładnie na tej samej godzinie.

23:17.

— Dlaczego mnie tu wezwałeś?

Głos dobiegł zza niej.

Klara odwróciła się gwałtownie.

Mężczyzna stał między roślinami.

Miał około sześćdziesięciu lat.

Szary płaszcz.

Mokre włosy.

Twarz, której Klara nigdy wcześniej nie widziała.

Ale jego oczy…

Znała te oczy.

— Kim pan jest?

Mężczyzna nie odpowiedział.

— Pytałam, kim pan jest.

— Nazywam się Marek.

— Marek kto?

— Marek Wysocki.

Klara zesztywniała.

— To niemożliwe.

Mężczyzna podszedł do lampy.

Światło padło na jego twarz.

Klara spojrzała na niego jeszcze raz.

Był starszy, niż na zdjęciach.

Ale podobieństwo było uderzające.

Nos.

Szczęka.

Oczy.

To była twarz jej ojca.

Nie identyczna.

Ale wystarczająco podobna.

— Mój ojciec miał brata?

Marek skinął głową.

— Młodszego.

— Dlaczego nikt mi o panu nie powiedział?

— Bo oficjalnie nie istnieję.

Klara zrobiła krok w tył.

— Co to znaczy?

— Twój ojciec wyrzucił mnie z rodziny dwadzieścia osiem lat temu.

— Za co?

Marek spojrzał na kasetę.

— Za coś, czego nie zrobiłem.

Klara podniosła kasetę.

— To ma związek ze śmiercią mojego ojca?

— Ma związek ze wszystkim.

Nagle drzwi szklarni zatrzasnęły się.

Klara odwróciła się.

Marek podszedł do niej.

— Nie panikuj.

— Kto zamknął drzwi?

— Nie wiem.

Marek spojrzał w stronę ciemnych roślin.

— Ale nie jesteśmy sami.

Klara cofnęła się.

— Co?

Z drugiego końca szklarni dobiegł szelest.

Marek rzucił się do przodu.

Ktoś przebiegł między rzędami roślin.

Klara zobaczyła tylko czarny płaszcz.

— Stój!

Marek ruszył za nim.

Klara pobiegła za Markiem.

Przewrócona donica roztrzaskała się pod jego nogą.

Nie zatrzymał się.

Czarna sylwetka dopadła drzwi bocznych.

Marek chwycił ją za płaszcz.

Materiał napiął się.

Napastnik odwrócił się i uderzył Marka ramieniem.

Marek zachwiał się.

Klara złapała go.

— Puść!

— Nie!

Napastnik wyrwał się i wybiegł.

Marek ruszył za nim.

Klara zobaczyła coś na podłodze.

Telefon.

Nieznajomy zgubił go podczas ucieczki.

Podniosła urządzenie.

Ekran był odblokowany.

Na wyświetlaczu widniało zdjęcie.

Helena.

Zrobione tego samego wieczoru.

Ale zdjęcie nie było najgorsze.

Obok Heleny stał Adrian.

Rozmawiali.

Klara powiększyła fotografię.

Adrian trzymał w ręce metalową skrzynkę.

Tę samą, którą Jan przyniósł do garażu.

Klara poczuła zimno.

— Nie…

Marek podszedł.

— Co?

Klara pokazała mu ekran.

— Adrian był z moją matką.

Marek spojrzał na zdjęcie.

— To nie jest najgorsze.

— Co może być gorsze?

Marek wskazał drugi kadr.

Klara przesunęła palcem.

Zdjęcie przedstawiało Helenę i Adriana stojących przy samochodzie Daniela.

Na tylnym siedzeniu znajdowała się duża czarna torba.

Data zdjęcia:

17 listopada 2009.

Klara znała tę datę.

To był dzień śmierci ojca.

— To niemożliwe.

Marek spojrzał na nią.

— Właśnie dlatego chciałem, żebyś przyszła sama.

— Myślał pan, że Adrian zabił mojego ojca?

— Nie.

Marek zrobił pauzę.

— Myślę, że Adrian próbował go uratować.

Klara spojrzała na niego.

— Co?

— I dlatego twój ojciec później go chronił.

— Przed kim?

Marek odpowiedział:

— Przede mną.

Klara cofnęła się.

— Pan?

Marek skinął głową.

— Daniel myślał, że to ja jestem zagrożeniem.

— A był pan?

— Nie.

— Więc kto?

Marek spojrzał na nią.

— Helena.

Klara zamarła.


Tymczasem w domu Adrian stał przy oknie.

Jan wszedł do pokoju.

— Ona już jest w szklarni.

Adrian odwrócił się.

— Wiem.

— Musisz jej powiedzieć.

— Jeszcze nie.

Jan zacisnął szczękę.

— Za długo czekasz.

— Jeśli powiem teraz, ucieknie.

— Dokąd?

— Nie wiem.

Jan podszedł bliżej.

— Adrian.

— Co?

— Twój ojciec nie chciał, żebyś ją okłamywał.

Adrian odwrócił wzrok.

— Wiem.

— Więc przestań.

Adrian wyjął z kieszeni telefon.

Na ekranie miał zdjęcie Klary zrobione przed chwilą.

— Ktoś ją śledzi.

— Wiem.

— Nie.

Jan spojrzał na niego.

— Co masz na myśli?

Adrian pokazał mu kolejne zdjęcie.

Helena.

Stojąca przy wejściu do domu.

Rozmawiająca z kimś przez telefon.

W tle widać było samochód.

Jan rozpoznał go natychmiast.

— To samochód Daniela.

— Tak.

— Niemożliwe.

— Został znaleziony w garażu.

Jan pokręcił głową.

— Nie.

Adrian spojrzał na niego.

— Co?

— Ten samochód nie stał w garażu przez siedemnaście lat.

— Skąd pan wie?

Jan zrobił krok do tyłu.

— Bo ja go tam wstawiłem.

— Kiedy?

Jan milczał.

— Jan.

Starszy mężczyzna spojrzał na zegar.

— Dwa dni temu.

Adrian zesztywniał.

— Ktoś go przywiózł.

— Tak.

— Kto?

Jan odpowiedział szeptem:

— Helena.


Klara wróciła do domu godzinę później.

Marek zniknął.

Nie chciał iść z nią.

Powiedział tylko:

— Jeśli chcesz poznać prawdę, znajdź miejsce, którego Daniel nigdy nie pokazał Helenie.

Klara nie wiedziała, co to znaczy.

Dopóki nie zobaczyła matki.

Helena stała w salonie.

Sama.

Na stole leżała metalowa skrzynka.

Otwarta.

Klara zatrzymała się.

— Gdzie Adrian?

Helena spojrzała na nią.

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

— Klara…

— Wiedziałaś o Marku.

Helena pobladła.

— Gdzie go spotkałaś?

— To ja zadaję pytania.

Klara podeszła do stołu.

— Wiedziałaś, że mój ojciec miał brata.

Helena milczała.

— Wiedziałaś, że Adrian nie jest twoim biologicznym synem.

Milczenie.

— Wiedziałaś o samochodzie.

Helena zamknęła oczy.

— Wystarczy.

— Nie.

Klara uderzyła dłonią w stół.

— Przez siedemnaście lat mówiłaś mi, że ojciec zginął w wypadku.

— Bo musiałam.

— Nie musiałaś!

— Musiałam!

Helena krzyknęła tak głośno, że Klara zamilkła.

— Gdybym powiedziała ci prawdę, już dawno byś nie żyła.

Klara patrzyła na nią.

— Kto chciał mnie zabić?

Helena nie odpowiedziała.

— Kto?

— Ludzie, których twój ojciec oszukał.

— Jak?

Helena odwróciła się.

— Daniel ukradł pieniądze.

Klara zamarła.

— Co?

— Ogromne pieniądze.

— Komu?

— Nie wiem.

— Kłamiesz.

Helena spojrzała na nią.

— Nie wiem, kim byli.

— Ale wiesz, gdzie są pieniądze.

Helena milczała.

Klara nagle zauważyła coś na jej dłoni.

Czerwony ślad.

Jak po mocnym uścisku.

— Ktoś cię zaatakował?

Helena schowała rękę.

— Nie.

— Kto?

— Nikt.

Klara złapała ją za nadgarstek.

Helena próbowała się wyrwać.

— Zostaw mnie!

— Mamo, kto ci to zrobił?

Helena spojrzała na nią z przerażeniem.

— Adrian.

Klara puściła ją.

— Co?

— Był tutaj.

— Kiedy?

— Zanim poszłaś do szklarni.

— Dlaczego?

Helena zaczęła płakać.

— Chciał kasetę.

Klara odwróciła się w stronę stołu.

Kaseta zniknęła.

— Gdzie jest?

Helena spojrzała na nią.

— Adrian ją zabrał.

Klara natychmiast ruszyła do drzwi.

— Dokąd idziesz?

— Znaleźć go.

— Nie możesz.

Klara zatrzymała się.

— Dlaczego?

Helena podeszła do niej.

— Bo Adrian nie jest człowiekiem, za którego go uważasz.

— To już wiem.

— Nie.

Helena ścisnęła jej rękę.

— Ty nie rozumiesz.

— Więc powiedz.

Helena spojrzała na schody.

— Twój ojciec nie adoptował Adriana.

Klara zamarła.

— Co?

— Adrian był dzieckiem Anny.

— Pierwszej żony ojca?

Helena skinęła głową.

— To niemożliwe.

— Anna nie zginęła.

Klara przestała oddychać.

— Co?

Helena wyszeptała:

— Żyje.

Nagle z góry dobiegł trzask.

Obie spojrzały w stronę schodów.

Ktoś był na piętrze.

Klara chwyciła ciężki świecznik.

— Zostań tutaj.

— Klara…

Ruszyła po schodach.

Drzwi gabinetu ojca były otwarte.

W środku nie było nikogo.

Na biurku leżała kaseta.

Klara podeszła.

Na etykiecie napisano:

„CZĘŚĆ DRUGA.”

Pod spodem znajdowała się kartka.

Klara podniosła ją.

Jedno zdanie.

„Jeśli Helena powiedziała ci, że Anna żyje, nie wierz jej.”

Klara odwróciła kartkę.

Na drugiej stronie było zdjęcie.

Kobieta stojąca przed lustrem.

Starsza.

Siwe włosy.

Ale twarz…

Klara znała tę twarz.

Spojrzała na podpis.

Anna Wysocka.

Za jej plecami stał Adrian.

A obok Adriana…

Daniel.

Żywy.

Klara upuściła zdjęcie.

— Nie…

Wtedy z magnetofonu samoczynnie dobiegł głos.

Głos jej ojca.

— Klara, jeśli słyszysz tę część, oznacza to, że moja śmierć była tylko początkiem.

Klara podniosła głowę.

— Tato?

Taśma szumiała.

— Nie szukaj człowieka, który mnie zabił.

Krótka pauza.

— Szukaj człowieka, który sprawił, że wszyscy uwierzyli, że nie żyję.

Klara powoli odwróciła się.

W drzwiach gabinetu stał Adrian.

Miał kasetę w dłoni.

I twarz pozbawioną koloru.

— Klara…

— Mój ojciec żyje?

Adrian milczał.

— Odpowiedz!

Adrian zamknął drzwi.

— Tak.

Klara cofnęła się.

— Gdzie on jest?

Adrian spojrzał jej prosto w oczy.

— W tym domu.

Nagle z dołu dobiegł krzyk Heleny.

A potem trzask tłuczonego szkła.

Adrian odwrócił się.

Klara chwyciła go za ramię.

— Gdzie?

Adrian spojrzał w stronę podłogi.

— Pod nami.

— Co?

— Twój ojciec nigdy nie wyjechał.

Wskazał na ścianę za biblioteczką.

— Od siedemnastu lat jest zamknięty w podziemnym pokoju.

Klara patrzyła na niego w osłupieniu.

Adrian podszedł do biblioteczki.

Nacisnął ukryty mechanizm.

Ciężkie regały zaczęły przesuwać się powoli.

Za nimi pojawiły się schody prowadzące w dół.

Z ciemności dobiegł cichy, ochrypły głos.

— Klara?

Klara zamarła.

Zrobiła jeden krok.

Potem drugi.

A z głębi domu ponownie rozległ się głos.

— Nie ufaj Adrianowi.

Klara spojrzała na niego.

Adrian pobladł.

— To nie mój ojciec.

— Więc czyj?

Z ciemności odpowiedział głos:

— Mój.

I wtedy Klara usłyszała dźwięk przekręcanego zamka za plecami.

Drzwi gabinetu zamknęły się.

Ktoś został z nimi w środku.